Proama zebrała w ubiegłym roku ponad 300 mln zł składki

Ubezpieczeniowy start-up w ciągu roku podwoił przychody. Jeszcze nie zarabia, bo potrzebuje skali.

Od kilku tygodni na rynku ubezpieczeniowym pojawiały się szacunki, że Proama przebiła w ubiegłym roku próg 250 mln zł składek. W rzeczywistości ubiegły rok w wykonaniu start-upa, który rozpoczął sprzedaż polis w lutym 2012 r., był jeszcze lepszy. — Zebraliśmy ponad 300 mln zł — informuje Łukasz Jadachowski, dyrektor generalny Proamy. Ubezpieczyciel podwoił przychody. W pierwszym roku działalności w Polsce zebrał blisko 140 mln zł składek. To oznacza, że towarzystwo, które działa jako oddział Ceskiej pojistovny, zaliczył rynkowe wejście smoka. Pod względem składek przeskoczył będącą o kilka lat dłużej na rynku AXA Direct (302 mln zł w 2013 r.), Liberty Direct (298 mln zł) i dogania 10-latka, czyli Link4. W tym roku Proamie nie uda się powtórzyć ubiegłorocznej dynamiki. Nie oznacza to, że spółka spocznie na laurach.

— Celujemy w składkę mniejszą niż 500 mln zł — mówi szef Proamy. Mimo iż ubezpieczenia Proamy ma już ponad 750 tys. Polaków, to nadal firma nie osiągnęła wystarczającej skali, by zarabiać. Głównym jej „towarem” są polisy komunikacyjne, na których marża jest niska, dlatego towarzystwo musi jeszcze rosnąć, by osiągnąć próg rentowności. — Na poziomie wyniku technicznego jesteśmy na plusie. To koszty stałe powodują, że Proama nie jest jeszcze rentowna — mówi Łukasz Jadachowski.

Ubezpieczyciel poszuka skali w rozbudowie kanałów sprzedaży i wejściu na nowe rynki. Nowością, którą planuje na ten rok, będą ubezpieczenia dla małych i średnich przedsiębiorców.

— Testujemy ofertę dla sektora MSP i aplikację, która będzie służyła do jej sprzedaży — mówi Łukasz Jadachowski. Proama zamierza sprzedawać ubezpieczenia dla małych firm za pośrednictwem agencji ubezpieczeniowych. W jej sieci jest już 12,7 tys. tzw. owiec (czyli osób, które mogą oferować jej polisy) i 1,5 tys. multiagencji. Ponieważ część z nich specjalizuje się w polisach dla klientów indywidualnych, to zarówno sam produkt, jak też procedura jego sprzedaży musi być maksymalnie uproszczona. To zachęci pośredników do zainteresowania się nowym ubezpieczeniem. Korzyści z tego będą obustronne: niezależni agenci będą mogli ubezpieczyć cały majątek lokalnych przedsiębiorców, a nie tylko ich samochody, a Proama zagospodaruje kanał sprzedaży, który do tej pory nie był dobrze wykorzystywany przez innych ubezpieczycieli.

— Rynek ubezpieczeń dla MSP ma olbrzymi potencjał. Do tej pory agenci obawiali się skomplikowanych i długotrwałych procedur, narzekając na brak możliwości szybkiego dopasowania ubezpieczenia do potrzeb przedsiębiorcy. Chcemy to zmie- nić — podkreśla szef Proamy.

Choć to brzmi górnolotnie, to należy pamiętać, że swoim wejściem na rynek Proama wywróciła do góry nogami model współpracy między ubezpieczycielami a niezależnymi pośrednikami. Jej rynkowy sukces to w dużej mierze prosta i szybka w obsłudze aplikacja do wystawiania polis. Dwa lata temu nikt nie oferował masowo niezależnym pośrednikom takiego narzędzia. Jak ważnym kanałem sprzedaży dla Proamy są multiagenci, widać po tym, ile składki przynoszą. W grudniu 2013 r. generowali aż 84 proc. sprzedaży, podczas gdy kanał direct zaledwie 16 proc. Był to jego najniższy wynik w dwuletniej historii firmy.

— To nie jest tak, że direct nie rośnie. Po prostu nasz oddział obsługi klientów w Lublinie, który zajmuje się sprzedażą w tym ka- nale, osiągnął już granicę swoich możliwości. Dlatego w tym roku planujemy zwiększyć zatrudnienie o 20 osób, co przełoży się na wzrost sprzedaży — mówi Łukasz Jadachowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu