Próba sił w Mewie jest nieunikniona

Magdalena Laskowska
opublikowano: 15-02-2008, 07:50

Nie podobają mi się działania zarządu — mówi Janusz Rajch. Ten pan działa na szkodę spółki — odpowiada prezes.

Inwestorzy otrzymują sprzeczne informacje od zarządu i akcjonariusza biłgorajskiej spółki odzieżowej, a inwestorzy zastanawiają się, czy to, co dzieje się od kilkunastu dni w Mewie, jest uczciwym działaniem jednego z akcjonariuszy, czy próbą przejęcia przez niego władzy w spółce.

Różne wizje

Pod koniec stycznia Janusz Rajch (ma 10 proc. akcji Mewy i jest jej największym akcjonariuszem), wysłał do zarządu spółki dwa odrębne wnioski z prośbą o zwołanie zgromadzenia akcjonariuszy i o umieszczenie w porządku obrad punktu o zmianie w radzie nadzorczej oraz o odwołaniu zaplanowanej na marzec emisji akcji. Wczoraj Mewa opublikowała komunikat w tej sprawie.

— Nie wpłynęły do nas formalne wnioski, a jedynie pisma, które nie zobowiązywały zarządu do zwoływania walnego. Wystąpiliśmy do akcjonariuszy z prośbą o uzupełnienie dokumentów, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi, dlatego nie ustalono terminu zgromadzenia — mówi Józef Kiszka, prezes Mewy.

Akcjonariusz, w związku z brakiem odzewu ze strony spółki, złożył 7 lutego wniosek do sądu w Lublinie o upoważnienie go do zwołania walnego zgromadzenia.

— Jestem przeciwny nie samej emisji, ale zaproponowanej przez zarząd formie, bo cena akcji powinna być zbliżona do rynkowej. Chcę porozmawiać z innymi akcjonariuszami o formie emisji i omówić jej cele, bo kupowanie części udziałów w poszczególnych firmach nie ma sensu — twierdzi Janusz Rajch.

Mewa szykuje emisję 2,6 mld walorów serii D po 1 groszu, przy czym do jednej starej akcji dojdzie 12 nowych. Spółka liczy na 26 mln zł, które chce wydać na przejęcia. Na początku roku spółka zawarła umowę przedwstępną dotyczącą przejęcia odzieżowej firmy z południa Polski. Docelowo będzie mieć blisko połowę jej kapitału.

— Z punktu widzenia interesów spółki i akcjonariuszy emisja powinna dojść do skutku. Jej odwołanie byłoby niekorzystne dla wszystkich, którzy mają prawa poboru. Dlatego postępowanie akcjonariusza odbieramy jako działania na szkodę spółki — mówi Józef Kiszka.

— Jestem akcjonariuszem tej spółki i mam prawo współdecydować o jej losach. Nie podobają mi się działania obecnego zarządu, więc próbuję to zmienić — mówi Janusz Rajch.

— Chciałem porozmawiać z panem Rajchem, ale odmówił — ripostuje Józef Kiszka.

— Nie jestem zainteresowany rozmową z prezesem — ucina inwestor Mewy.

Internauci okrzyknęli go już nowym prezesem spółki. On nie chce tego komentować. A co na to obecny prezes?

— Nie obawiam się o swoją pozycję we władzach spółki, choć zdaję sobie sprawę, że moje zaangażowanie kapitałowe nie jest znaczące — mówi Józef Kiszka, który kontroluje 3,5 proc. i chce objąć przysługujące mu prawa poboru.

Nadzór sprawdzi

5 lutego zarząd Mewy poprosił o interwencję Komisję Nadzoru Finansowego (KNF): „w związku z wątpliwościami dotyczącymi przestrzegania przepisów prawa przez niektórych akcjonariuszy w zakresie manipulacji akcjami i działaniami na szkodę emitenta”.

— Na razie przyglądamy się spółce — mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.

Magdalena Laskowska, m.laskowska@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska

Polecane