Prof. Gomułka: W sprawie budżetu należy oczekiwać dążenia do kompromisu

PAP
aktualizacja: 23-02-2018, 19:40

Podczas negocjacji kolejnej perspektywy budżetowej należy oczekiwać dążenia do kompromisu ze strony największych krajów UE z Polską, a nie "karania" Polski mniejszym budżetem - uważa ekonomista prof. Stanisław Gomułka.

Zobacz więcej

Stanisław Gomułka Grzegorz Kawecki

Przyznaje zarazem, że kwestie, które były podstawą wszczęcia wobec Polski procedury z artykułu 7, mogą być w tych negocjacjach podnoszone.

Premier Mateusz Morawiecki bierze w piątek udział w nieformalnym szczycie unijnych przywódców w Brukseli, podczas którego politycy poruszają m.in. kwestie budżetu UE po 2020 roku oraz zmian w funkcjonowaniu europejskich instytucji.

Prof. Stanisław Gomułka uważa, że na razie nie należy spodziewać się wiązania podczas tych negocjacji kwestii budżetowych i politycznych. Zwraca szczególnie uwagę na stanowisko Niemiec, formułowane przez kanclerz Angelę Merkel, które jest "bardzo ostrożne", a Merkel opowiada się raczej za tym "by nie karać przy okazji negocjacji budżetowych Polski".

"To jest w tradycji Unii Europejskiej, że raczej dąży się do jakiegoś kompromisu" - mówi prof. Gomułka. "Oczywiście jest pytanie, czy Polska jest skłonna do jakiegoś kompromisu i jakiego" - dodaje.

Jego zdaniem, podczas rozpoczętych w piątek negocjacji największe państwa UE, które dostarczają najwięcej pieniędzy do budżetu, będą na razie "badać" zdolność Polski do kompromisu i starać się przekonać polski rząd do jakiegoś kompromisu.

Prof. Gomułka zaznacza, że jako kompromis ze strony Polski może być odebrane np. stanowisko nowego ministra środowiska Henryka Kowalczyka w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej. "Nowy minister środowiska powiedział, że Polska zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości. To jest z punktu widzenia UE dobry sygnał w stosunku do tego, co było dotąd" - mówi.

W opinii rozmówcy PAP "na tym etapie UE nie będzie chciała doprowadzać do zwarcia" i podnosić np. podczas negocjacji budżetowych kwestii wszczęcia przeciw Polsce procedury z art. 7. "Będzie raczej dążyć do wyjaśnienia, że w interesie wszystkich krajów, także Polski, leży kompromis w tej sprawie" - ocenia.

Z jednej strony bowiem, dodaje, kwestia praworządności jest dla UE "fundamentalna", więc w jakiejś perspektywie może w negocjacjach pojawić się możliwość wprowadzenia zależności między przestrzeganiem zasad praworządności, a przyznawaniem środków budżetowych, zgodne z wypowiedziami np. prezydenta Francji Emanuela Macrona. Z drugiej strony liderzy największych państw Unii, np. kanclerz Angela Merkel, dużą wagę przywiązują do tego, jak jest to odbierane przez społeczeństwa takich krajów jak Polska - zaznacza prof. Gomułka.

"Zapewne nie będą też chcieli tworzyć wrażenia, że stosują jakiś dyktat i działają wbrew interesom takich krajów jak Polska". Raczej będą przekonywać, dodaje, że rozwiązanie akceptowalne dla wszystkich jest także w interesie Polski. "Nastawienie tych krajów jest takie, żeby działać w interesie Unii jako wspólnoty" - zaznacza.

W opinii prof. Gomułki polski postulat zwiększenia składki UE jest sensowny w obecnej sytuacji, choć oznacza większe obciążenie największych krajów Unii, które są płatnikami netto.

15 listopada 2017 roku europarlament na sesji plenarnej przyjął rezolucję wzywającą rząd Polski do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności i praw podstawowych, zapisanych w traktatach.

Przyjmując dokument, PE udzielił mandatu swej komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych na opracowanie specjalnego sprawozdania dotyczącego Polski. W ten sposób mógłby na sesji plenarnej przyjąć sprawozdanie komisji i tym samym wezwać Radę UE do podjęcia działań przewidzianych w art. 7 Traktatu o UE.

Jednakże w grudniu decyzję o uruchomieniu art. 7 wobec Polski podjęła Komisja Europejska. W związku z tym, że KE uruchomiła art. 7, grupy polityczne PE podjęły w styczniu decyzję, że Parlament wycofa się z własnej procedury praworządności po to, aby nie powielać prac.

Art. 7 traktatu o UE to tzw. opcja atomowa, w wyniku której kraj może zostać nawet objęty sankcjami czy zawieszeniem prawa do głosowania na forum UE. Aby tak się stało, zielone światło musi dać jednomyślnie szczyt unijny. Węgry wielokrotnie powtarzały jednak, że w takiej sytuacji będą przeciw karaniu Polski.

Zgodnie z art. 7 Rada UE, czyli przedstawiciele rządów, może na wniosek PE lub KE stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości unijnych. Potrzeba do tego większości czterech piątych państw UE.

KE uruchamiając w grudniu 2017 roku art. 7 przyjęła też zalecenia, w których wskazała, jakie działania muszą podjąć polskie władze, aby odpowiedzieć na jej zastrzeżenia. Chodzi m.in. o wprowadzenie zmian do ustawy o Sądzie Najwyższym, w tym o niestosowanie obniżonego wieku emerytalnego wobec obecnych sędziów.

KE domaga się też zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Chce, by nie przerywano kadencji sędziów-członków Rady i zapewniono, by nowy system gwarantował wybór sędziów-członków przez przedstawicieli środowiska sędziowskiego. Innym z zaleceń jest "przywrócenie niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego przez zapewnienie, aby prezes i wiceprezes byli wybierani zgodnie z prawem oraz, aby wyroki Trybunału były publikowane i w całości wykonywane".

Na początku stycznia do Brukseli przyleciał premier Mateusz Morawiecki, aby spotkać się z szefem KE Jean-Claude'em Junckerem. Obaj politycy poruszyli w rozmowie m.in. kwestię praworządności. Morawiecki i Juncker umówili się na kolejne spotkanie, by - jak napisali we wspólnym oświadczeniu - kontynuować dyskusję w omawianych sprawach, "mającą przynieść postępy do końca lutego".

W ostatni wtorek rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu uznał, że decyzje polskich władz dotyczące obszaru Natura 2000 w Puszczy Białowieskiej naruszają prawo UE. Zdaniem rzecznika rozprzestrzenianie się kornika drukarza, które było oficjalnym powodem prowadzenia wycinki, nie jest jej wystarczającym uzasadnieniem. Tego samego dnia Komisja Europejska zapowiedziała, że będzie monitorować ewentualne działania w Puszczy pod kątem przestrzegania tymczasowej decyzji o wstrzymaniu wycinki do czasu ostatecznego wyroku Trybunału.

Działania polskich władz w Puszczy Białowieskiej spowodowały wszczęcie jeszcze w 2016 roku postępowania przez KE, które zakończyło się skierowaniem w lipcu ubiegłego roku sprawy do Trybunału. Ze względu na trwającą wycinkę, która obejmowała ponad stuletnie drzewa i związane z tym nieodwracalne szkody, Bruksela zwróciła się też o wydanie przez sędziów tymczasowej decyzji o natychmiastowym nakazie wstrzymania cięć do czasu rozstrzygnięcia sporu. Nakaz ten został wydany, ale resort środowiska całkowicie podporządkował mu się dopiero po kilku miesiącach, pod groźbą kar sięgających 100 tys. euro dziennie. Ministerstwo argumentowało, że musi prowadzić wycinkę ze względu na zapewnienie bezpieczeństwa publicznego.

Rzecznik Trybunału odnosząc się do tej kwestii wskazał, że władze polskie powinny były rozważyć skorzystanie ze środków alternatywnych. Wcześniej Trybunał wskazywał np. na możliwość ograniczenia wstępu do lasu w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Minister środowiska Henryk Kowalczyk powiedział, że Polska będzie szanować wyroki TSUE i "na tej bazie będziemy budować plan ochronny Puszczy Białowieskiej na przyszłość".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Prof. Gomułka: W sprawie budżetu należy oczekiwać dążenia do kompromisu