Program już jest, teraz poszukajmy pieniędzy

Adam Sofuł
opublikowano: 09-03-2007, 00:00

Program polityki prorodzinnej wygląda na pierwszy rzut oka imponująco. Zawiera wiele rozsądnych propozycji i trudno się przyczepić do jakiegokolwiek zawartego tam pomysłu — bezpłatne, czynne dłużej przedszkola lub uzależnienie wypłaty becikowego od tzw. karty ciąży to pomysły, nad którymi na pewno warto dyskutować. Minister Kluzik-Rostkowska wykonała kawał solidnej roboty. A jednak dokument jako całość budzi dwie wątpliwości: pieniądze i czas.

Jak każdy piękny plan, polityka prorodzinna będzie kosztować — i to niemało, bo 17,3 mld zł. Warto wskazać jakieś inne źródła finansowania programu poza spodziewanym wzrostem gospodarczym, bo z każdym miesiącem przybywa liczba zadań, które mają być z rezultatów owego wzrostu sfinansowane. Reforma finansów publicznych, obniżka podatków, a teraz jeszcze polityka prorodzinna.

Drugą wątpliwością jest czas — projekt przewidziany jest do 2014 r., czyli wykracza znacznie poza obecną kadencję. To oznacza, że program w większości będą realizować następcy. Taka sytuacja skłania do składania łatwych obietnic. Jeżeli podczas zapowiadanej debaty nad programem te wątpliwości zostaną rozwiane, to czapki z głów. Jeśli nie, to może się okazać, że program polityki prorodzinnej miał służyć nie tyle — jak stwierdził premier — trwaniu narodu, ile tylko przetrwaniu koalicji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu