Prohibicja powiększyła zyski

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 16-03-2016, 22:00

Whisky dużo zniesie — może zarabiać i kiedy z destylarni zostały już tylko ruiny, i kiedy przetrwała tzw. szlachetny eksperyment.

Przyspieszenia na rynku kolekcjonerskiej whisky nie da się nie zauważyć, przeglądając nawet pobieżnie branżowe komentarze. Po wynikach aukcji i tempie wzrostu indeksów wielu inwestorów wywnioskowało, że kupując rzadkie butelki, można liczyć na atrakcyjne stopy zwrotu, bo aktualny trend zdecydowanie nie wygląda, jakby miał się odwrócić w najbliższej przyszłości. Chociaż zainteresowanie europejskich i azjatyckich kolekcjonerów tym tematem rozwija się już od kilku lat, zwiększone zaangażowanie w zakupy whisky z najwyższej półki pobudza rynek dopiero od niedawna — szczęśliwie, oferta jest jednak na tyle bogata, że nie trzeba zaczynać od wartego kilkadziesiąt tysięcy dolarów 50-letniego Macallana.

Ceny whisky mogą się podnosić, kiedy destylarnia 
      przestaje działać. Butelki z Port Ellen mają estymację do 3,5 tys. zł, a 
      aukcja online w Christie’s potrwa do 29 marca.
Zobacz więcej

PRAWO PORTOWE:

Ceny whisky mogą się podnosić, kiedy destylarnia przestaje działać. Butelki z Port Ellen mają estymację do 3,5 tys. zł, a aukcja online w Christie’s potrwa do 29 marca. EAST NEWS

Rynek jest blended

Szkocka single malt byłaby z pewnością najbardziej typowym inwestycyjnym wyborem, ale już w obrębie tej jednej kategorii można znaleźć i ciężkie, oleiste trunki z Islay, i lekko trawiaste z niziny pośrodku Szkocji, a także całą przepastną listę wariantów pośrednich. Bez umniejszania sobie szansy na zysk, da się też przekroczyć w tych poszukiwaniach ocean, bo chociaż amerykańskie whisky są postrzegane jako mniej urozmaicone, mają wielu zwolenników rozróżniających aromaty z poszczególnych destylarni. W powszechnej ocenie tamtejsze burbony i whisky żytnie są delikatniejsze i słodsze, ale dla inwestorów istotniejszą informacją jest to, że oba rodzaje pojawiają się już od jakiegoś czasu na aukcjach. O stylu decydują natomiast głównie zboża — szkockie, najbardziej kolekcjonerskie trunki typu single malt, wytwarza się z jednego rodzaju słodu, który zwykle jest jęczmienny, amerykańskie burbony oparte są natomiast w większości na kukurydzy, a tzw. rye whisky jest w przewadze żytnia. Jak twierdzi Noah May — ekspert oceniający alkohole w Christie’s — przy tak wielu możliwościach wyboru trudno wytypować jakiś uniwersalny system inwestowania z przejrzystym zestawem reguł, ale można wskazać kilka typowych kolekcjonerskich zachowań. Zaliczają się do nich zarówno schematyczne zbieranie kolejnych edycji z jednej destylarni, jak i tropienie zatartych etykiet sprzed amerykańskiej prohibicji.

Maskotka Macallana

Inwestując w różne butelki jednego producenta, nie trzeba popadać w rutynę, bo wartość poszczególnych edycji różnicują takie czynniki, jak chociażby użycie innej beczki niż zwykle — a nietypowe rozwiązania w limitowanej serii podnoszą czasem cenę tak skutecznie jak sam wiek. Wbrew pozorom, na potencjał inwestycyjny istotnie wpływa też upadłość samej destylarni, bo określane jako „silent stills”, opuszczone zakłady albo nawet pozostałe po nich gruzowiska, wyraźnie rozbudzają popyt. Alkohole z dawno niedziałających Burnside czy Dalaruan są już prawie niedostępne w obiegu, ale whisky z zamkniętego w latach 80. Port Ellen pojawiają się regularnie na aukcjach — z ceną za przykładową butelkę z 1978 r. na poziomie 700-900 USD (2,7-3,5 tys. zł). Poza ruinami w mglistym krajobrazie Szkocji nostalgicznie można się też nastroić, kupując whisky z Ameryki, bo do najbardziej rozchwytywanych zalicza się butelki przechowywane w ukryciu w czasach zakazu sprzedaży alkoholu, a także trunki zabutelkowane tuż po jego zniesieniu. Cena pasującej do tego opisu Overholt Rye Whisky z 1908 r. wyniosła w październiku 2015 r. 9,8 tys. USD (38 tys. zł).

Zdaniem Noah Maya, poza takimi przykładami zachęcającą stopę zwrotu zapewniają też ostatnio starsze butelki ze szkockiej wyspy Islay, bo ceny whisky Ardberg, Caol Ila czy Laphroaig wyraźnie rosną. Co ciekawe, perspektywy dają też destylarnie, które mają bardzo stare rezerwy, bo kiedy wprowadzą takie edycje na rynek, poziom cenowy tych wcześniejszych również może się podnieść. Jak potwierdza ekspert, jeśli kolekcjonerzy mieliby nieograniczony budżet, wybraliby najprawdopodobniej Macallana, bo stabilne cenowe zwyżki wybranych edycji widoczne są już od ponad dekady. Najdroższe, przelane do kryształowych karafek Lalique’a whisky tej marki wymagają zainwestowania nawet kilkuset tysięcy dolarów, więc destylarnia postanowiła zaspokoić ogromny popyt ciekawym zastępczym środkiem — w cenie 600-750 USD (2,3-2,9 tys. zł) można na przykład kupić aż dwie butelki, i to z etykietami z 1841 i 1861 r. XIX-wieczne trunki w tej cenie opisywane są w aukcyjnych katalogach jako „Replica Scotch”, ale z wyglądu do złudzenia przypominają te wiekowe. Z punktu widzenia inwestora może bardziej na bal przebierańców niż do portfela.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy