Projekt budżetu na rok 2003 przypomina ten z roku 2001

Janusz Jankowiak
09-10-2002, 00:00

Podstawowe założenia makroekonomiczne projektu budżetu na rok 2003 podporządkowane zostały wytycznej: tempo wzrostu gospodarczego ma być wyższe, a rachunkowy wynik budżetu — lepszy. Z tego powodu nastąpił odwrót od fundamentalnej przy konstruowaniu budżetu zasady prognozowania konserwatywnego. Jest to zdecydowany krok wstecz w porównaniu z budżetem 2002, zbliżający nas do sytuacji z roku 2001.

Zastrzeżenia budzi zakładana dynamika wzrostu gospodarczego. Dekompozycja PKB od strony popytowej bazuje na przesadnych oczekiwaniach co do wzrostu konsumpcji, inwestycji i eksportu. Ale nawet tak nadęte wskaźniki nie pozwoliły, przy strukturze PKB dającej inwestycjom i eksportowi przewagę nad konsumpcją, przesadnie zwiększyć nominalnych wpływów. Stąd właśnie strona dochodowa, wobec politycznie zdeterminowanych wydatków łamiących „regułę Belki”, staje się kwestią kluczową dla interpretacji tego budżetu.

Struktura dochodów demaskuje zagadkę malejącego deficytu rządowego. Dochody niepodatkowe rosną realnie o 10,8 proc. Ich źródłami są m.in. wpłata z zysku NBP za rok 2002 oraz opłata restrukturyzacyjna. Zysk banku centralnego charakteryzuje się wielką wolatylnością (zależy od skali operacji otwartego rynku i technik zarządzania długiem publicznym), opłata restrukturyzacyjna zaś jest typowym dochodem epizodycznym. Generowanie wydatków pod takie dochody oznacza odsunięcie strukturalnych problemów budżetu o kolejny rok.

Analiza dochodów pokazuje również, ile kosztuje podatnika oddłużeniowy „pakiet Kołodki”. Rosnące o 9,1 proc. wpływy z PIT opłacone są kolejnym zamrożeniem progów, co oczywiście zwiększa efektywną stawkę opodatkowania. Malejącym zaś o 6,4 proc. wpływom z CIT towarzyszy wycofanie się z zagwarantowanej ustawą skali redukcji stawki podatkowej, co osłabia konkurencyjność naszych przedsiębiorstw. Stawia to pod znakiem zapytania slogan o budżecie „dobrym dla ludzi i przedsiębiorców”.

Przejrzenie struktury wydatków prowadzi do wniosku, że pozostaje ona niezmiennie niekorzystna. Kolejny już rok rośnie udział tzw. wydatków sztywnych w wydatkach budżetu ogółem. Przyrost wydatków inwestycyjnych (z funduszy unijnych) następuje „pod kreską”, czyli poza limitem uwidocznionym w budżecie.

Kontynuowana jest praktyka świadomego zaniżania niektórych dotacji (OFE, FP, FGŚP) i jednoczesnego tolerowania wzrostu zadłużenia elementów finansów publicznych. Daje to spadek deficytu rządowego przy rosnącym deficycie całego sektora. Stąd konieczność rolowania długów wobec podmiotów prywatnych (jak w wypadku Funduszu Pracy), ich umarzania (jak w wypadku 8 mld należności FUS) albo odkładania nierozwiązanego problemu (jak w wypadku długu wobec OFE czy zadłużenia służby zdrowia).

Rezerwy budżetu tkwią w kosztach obsługi długu publicznego oraz w wydatkach centralnych instytucji państwa, których MF nie weryfikuje przed wniesieniem projektu ustawy do Sejmu. Kalkulację kosztów obsługi długu krajowego robiono przy niezwykle ostrożnych szacunkach poziomu stóp procentowych. Gdyby w tym roku nastąpiła jeszcze jedna redukcja stóp o 50 pkt bazowych, to w roku 2003 — dla spełnienia założeń MF — wystarczyłaby tylko jedna taka redukcja na przełomie drugiego i trzeciego kwartału. Łącznie dawałoby to 100 pkt redukcji na najbliższe 15 miesięcy. Dość trudno pogodzić to z akcentowanymi w innym miejscu projektu oczekiwaniami na znaczne redukcje!

Kalkulacja kosztów obsługi długu zagranicznego robiona jest z kolei przy założeniu utrzymywania się średniorocznego kursu krzyżowego na poziomie parytetu, a kursu złotego do euro i dolara na poziomie 4,16 (bardziej uzasadniony wydaje się poziom 4,11). Z oczywistych względów projekt budżetu nie ujmuje też wszystkich potencjalnych skutków operacji na długu zagranicznym, w tym przedterminowego wykupu obligacji Brady’ego.

Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w toku prac parlamentarnych wydatki nieweryfikowane przez MF zostaną zmniejszone, ponieważ ich dynamiki rzędu 200 i więcej procent nie są do obrony. Dzięki możliwym oszczędnościom pokryte zostaną ubytki w trudnych do oszacowania dochodach epizodycznych. Dlatego kwotę deficytu rządowego uważam za możliwą do osiągnięcia. Nie jest to jednak powód do szczególnej radości. Znacznie większym problemem staje się deficyt ekonomiczny sektora finansów publicznych.

Partnerom społecznym rząd przedstawił projekt budżetu bez szacunku tegoż deficytu. Wniesiony 30 września do Sejmu projekt ustawy już taki szacunek zawiera. Staje się jasne, że kwestia starych długów (poza dyskusyjną propozycją umorzenia pożyczki dla FUS, której wartość przekracza 1 proc. PKB) pozostanie nierozwiązana. Stąd prawdziwa wysokość deficytu ekonomicznego, po uwzględnieniu długu służby zdrowia, niektórych funduszy oraz rekompensat, zbliży się w roku 2003 do 5,8 proc. PKB. Ten deficyt Polska będzie musiała ujawnić w momencie aplikowania o członkostwo w Europejskiej Unii Monetarnej. Oznaczać to będzie konieczność redukowania deficytu ekonomicznego w rocznym tempie sięgającym około 1 proc. w relacji do PKB aż po rok 2007. Przy skłonności rządu do reformowania finansów publicznych — jest to założenie niewykonalne.

Wniosek generalny brzmi następująco: projekt budżetu na rok 2003 zbliżony jest do pamiętnego budżetu z roku 2001 — tyle że nieco bezpieczniejszy. Trudno znaleźć w nim najmniejszy nawet ślad strukturalnej reformy finansów publicznych. Traktowanie lepszego rachunkowego wyniku budżetu jako miary sukcesu nie znajduje podstaw po przeanalizowaniu struktury prognozowanych dochodów i wydatków. Nie zostaje rozwiązany żaden z fundamentalnych problemów deficytu ekonomicznego finansów publicznych.

Projekt budżetu zapowiada bardziej restrykcyjną od możliwej politykę monetarną, nadal nieoptymalne policy mix oraz zaniedbanie strony podażowej, co redukuje wzrost potencjalnego PKB i zwiększa zagrożenie nierównowagi makroekonomicznej. Reforma strony wydatkowej zostaje odłożona o kolejny rok. Być może minister finansów pokłada nadzieje w ograniczeniach zewnętrznych, nakładanych na politykę fiskalną w roku 2004 — wejściu na ścieżkę konwergencji nominalnej, związanej z deklaracją udziału w strefie euro oraz uruchomieniu procedur ostrożnościowych z tytułu przekroczenia w roku 2002 przez dług publiczny poziomu 50 proc. w relacji do PKB.

W atmosferze odtrąbienia budżetowego sukcesu oraz końca wyrzeczeń trudno rozpocząć zmiany wymagające PRAWDZIWYCH wyrzeczeń.

Autor jest głównym ekonomistą Grupy BRE Banku

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Jankowiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Projekt budżetu na rok 2003 przypomina ten z roku 2001