Projekt czy zagrywka?

Monika Niewinowska
14-03-2005, 00:00

Trwają konsultacje w sprawie projektu Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007-13. Relacje z kolejnych spotkań z wicepremierem Jerzym Hausnerem — ojcem projektu — umieszczane na stronie Ministerstwa Gospodarki i Pracy emanują ogólną akceptacją dla projektu. Wicepremier przy każdej okazji podkreśla, że jest to dzieło aktualnego rządu, ale akceptowane będzie przez następną ekipę rządzącą.

I tu pojawia się pytanie: co jest celem debat nad projektem NPR? Rzeczywista chęć zapoznania się z opinią reprezentantów poszczególnych regionów na temat przyszłej strategii działania czy też gra polityczna? Ekipa rządząca jawi się jako dobry wujek, który zadbał o 10 priorytetów i ponad 30 programów. Nikogo nie pominął — ani bezrobotnego, ani rolnika, ani przedsiębiorcy, ani nawet wojującego członka organizacji społecznej.

Ci, którzy spodziewają się, iż to właśnie im przypadnie w udziale podejmowanie decyzji w sprawie NPR, wytykają zaś twórcom projektu koncentrację na działaniach charakterystycznych dla krajów poważnie zapóźnionych gospodarczo, brak spójności z wytycznymi unijnymi, nierealne założenia i zdecydowanie zbyt dużą liczbę priorytetów, która może świadczyć o ich faktycznym braku.

Prawdopodobne jest więc, że ostateczna wersja Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007-13, na podstawie którego mają powstać Narodowe Strategiczne Ramy Odniesienia określające sposób zagospodarowania blisko 500 mld zł z funduszy strukturalnych, nie będzie miała zbyt wiele wspólnego z tym, czym emocjonuje się od kilku miesięcy cała Polska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Projekt czy zagrywka?