Projekt ustawy pomógł obligacjom GNB

  • Emil Szweda
opublikowano: 07-08-2016, 22:00

Niektóre serie obligacji Getin Noble Banku zyskały w tym tygodniu nawet 5-6 pkt. proc., wyraźnie wzrosły także obroty, ale nadal jest na czym zarabiać.

Zamiast przewalutowania kredytów frankowych na złote na koszt banków, zwrot spreadów walutowych — taki pomysł ucieszył i inwestorów, skupujących przecenione akcje banków zaangażowanych w kredyty walutowe, i posiadaczy podporządkowanych obligacji Getin Noble Banku (GNB). Podporządkowanych, czyli spłacanych w ostatniej kolejności w razie upadłości lub likwidacji banku. Abstrahując od prawdopodobieństwa negatywnego scenariusza, ustawa spreadowa i tak zdaje się znacznie je oddalać. Tylko zdaje, bo nie wiadomo, czy posłowie poprą prezydencki projekt, i nie wiadomo, czy na zwrocie spreadów sprawa się zakończy. Każdy widzi w ustawie to, co chce zobaczyć, tj. jedni zwycięstwo ekonomii nad chciejstwem, inni porażkę polityków, którzy „nie dali rady” bankom, jeszcze inni złamanie obietnic wyborczych, które nie mogły zostać zrealizowane ze względu na ich koszt.

Rynek interpretuje wydarzenia na korzyść banków, a ponieważ na Catalyst to GNB jest najważniejszym bankiem, przebieg notowań jego obligacji koncentrował uwagę obserwatorów i inwestorów. Większą część zwyżek i transakcji obserwowaliśmy we wtorek, później pęd do zakupów zmalał, być może pod wpływem komentarzy polityków, a być może chętnych do zakupów droższych papierów zwyczajnie nie jest znowu aż tyle. Na koniec tygodnia, gdy szum rynkowy już ucichł i pozostały zaś tylko opinie i komentarze, serie podporządkowanych obligacji GNB pochodzące z emisji publicznych, a wygasające w 2018 r. wyceniane są z rentownością rzędu 9-10 proc., podczas gdy zapadające w 2019 r. na 12-14 proc. brutto (na podstawie wskazań skanera na stronie gpwcatalyst.pl). Premia sięgająca 5 pkt. proc. za trzymanie papierów o rok dłużej może uchodzić za atrakcyjną, w przypadku zwykłych obligacji innych emitentów kończy się zwykle na mniej niż 1 pkt proc.

Serie zapadające w 2020 r. także wyceniane są na około 14 proc. rentowności, natomiast serie zapadające w 2023 r. nie są wyceniane wcale (brak transakcji). To serie z tegorocznych emisji publicznych, z których wszystkie zakończyły się redukcjami zapisów. Animator daje za nie 95,5 proc., co dawałoby wprawdzie stratę na sprzedaży, ale możliwą do odrobienia po zakupie serii o bliższych terminach do wykupu po nawet niższych cenach (poniżej 80 proc. za papiery zapadające w latach 2020-21), ale na razie nikt takiego arbitrażu na Catalyst nie prowadzi, co jest tylko jeszcze jednym dowodem na wczesny etap rozwoju rynku.

Na tyle wczesnym, że to inwestorzy indywidualni odgrywają na nim kluczową rolę. W pierwszej połowie roku ich transakcje odpowiadały za 38 proc. obrotów, przy mniej niż 1 proc. inwestorów zagranicznych. Przypomina to nieco młodzieńcze lata GPW, gdy w latach 90. XX wieku również jedna trzecia obrotów akcjami pochodziła od drobnych inwestorów (obecnie 13 proc.). Udział detalicznych inwestorów w handlu na Catalyst rośnie, w 2014 r. wynosił 31 proc., i prawdopodobnie będzie nadal rósł, co jest zasługą coraz liczniejszych emisji publicznych adresowanych właśnie do indywidualnych nabywców. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane