Prokuratura ze złymi nawykami

Adam Sofuł
opublikowano: 31-07-2008, 00:00

Sąd w drugiej instancji zdecydował, że znany dziennikarz śledczy ma trafić do aresztu. Ten, załamany, targnął się na życie. Dramat. I niezła okazja, by pochylić się nad stosowaniem aresztu tymczasowego. Takich pretekstów do zadumy nad aresztem było już wiele: przy okazji zatrzymań kolejnych biznesmenów i gdy na początku tego roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości zwrócił Polsce uwagę, że w naszym kraju to instytucja nadużywana — często nie tyle dla dobra śledztwa, ile dla wygody prokuratora.

Teoretycznie areszt ma chronić przed matactwami i utrudnianiem śledztwa. Nic nie wiadomo, czy w ciągu kilku tygodni, jakie minęły od pierwszego wniosku o areszt, Wojciech S. „mataczył i utrudniał”. Jeśli jest winny zarzucanych mu czynów, niech idzie do więzienia. Ale o tym powinien zdecydować sąd na podstawie zebranych przez prokuraturę dowodów. To, że jest dziennikarzem, nie jest argumentem za taryfą ulgową. Jego zawód nie powinien mieć znaczenia i miejmy nadzieję, że nie ma. Perspektywa, że wniosek o areszt wydano na polityczne zamówienie, jest przerażająca, ale nawet gdyby prokurator wnioskował o areszt tylko z przyzwyczajenia, bo zawsze tak robił, byłoby to wystarczająco przygnębiające.

W latach PRL areszt tymczasowy nazywano sankcją pro-

kuratorską. Dopiero po 1989 r.,

a ściślej od 1996, od kiedy o areszcie decyduje sąd a nie prokurator, stał się środkiem zapobiegawczym. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że często wciąż jest sankcją.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu