Prosper: ostatni dzwonek na wyjście

Agnieszka Berger
14-09-2009, 00:00

Inwestorzy, którzy zachowali akcje Prospera, mogą liczyć na kolejne wezwanie w październiku.

Inwestorzy, którzy zachowali akcje Prospera, mogą liczyć na kolejne wezwanie w październiku.

Jeszcze przed końcem września Torfarm chce złożyć w Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) dokumenty związane z wezwaniem na akcje Prospera. Zamierza skupić z rynku końcówkę akcji, która pozostała po majowej ofercie. Transakcja z Tadeuszem Wesołowskim i wykup akcji od pozostałych akcjonariuszy zapewniły toruńskiej grupie ponad 95-procentowy udział w kapitale warszawskiego hurtownika leków i pozycję największej krajowej firmy w branży hurtu farmaceutycznego.

— Do kupienia zostało około 1 mln akcji. Przygotowujemy dokumenty, zamierzamy złożyć je w KNF do końca miesiąca. Jeśli komisja nie będzie miała zastrzeżeń, zapisy mogą ruszyć dwa tygodnie później — mówi Piotr Sucharski, prezes Torfarmu.

To oznacza, że deklaracje sprzedaży walorów Prospera będzie można składać już w pierwszej połowie października. Kilka miesięcy później spółka zniknie z parkietu.

— Nasz harmonogram przewiduje, że nastąpi to do końca roku. Liczymy, że uda się go zrealizować — deklaruje prezes toruńskiej spółki.

Równolegle grupa planuje przekształcenia wewnętrzne i zmianę marki dla spółki holdingowej (obecnego Torfarmu), która pozostanie na parkiecie. Jak twierdzi Piotr Sucharski, jeszcze nie wybrała nowej nazwy. Sprzedaż leków do aptek przejmie jedna ze spółek grupy — Torfarm Sprzedaż. Równolegle w ramach holdingu będzie działało wiele hurtowni — m.in. Prosper. Każda zachowa własną markę.

— Utrzymaliśmy odrębność wszystkich przejętych hurtowni. Ta strategia dotychczas świetnie się sprawdzała i nie zamierzamy jej zmieniać. Dzięki temu będziemy mieli w grupie wiele różnych ofert, spośród których każdy z odbiorców będzie mógł wybrać coś dla siebie. Aptekarze niechętnie zmieniają dostawców. Nie zawsze decydują o tym twarde ekonomiczne argumenty — przyznaje szef Torfarmu.

Zdaniem Tomasza Sokołowskiego, analityka BZ WBK, to dobry pomysł.

— Wprawdzie utrzymywanie wielu marek podnosi koszty marketingu, ale pozwala stworzyć pozory wielości dostawców. Nikt nie lubi monopolu. W ten sposób grupa zminimalizuje efekt kanibalizacji [utraty klientów związanej z likwidacją marki i zastąpieniem jej inną — red.], na czym z pewnością zyska więcej niż straci z powodu wyższych kosztów. A marże na odpowiednim poziomie powinna sobie zapewnić nawet przy zróżnicowanych ofertach, bo zakupy będą prowadzone centralnie przy wykorzystaniu efektu skali — mówi Tomasz Sokołowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prosper: ostatni dzwonek na wyjście