Prywatyzacja - źródło gotówki lub metoda

Kazimierz Krupa
24-10-2001, 00:00

Siłą rzeczy, jeszcze przez jakiś czas, w rządzeniu będzie trwał okres przejściowy i będą poważne trudności z ustaleniem, kto za czym stoi: stary rząd, stary minister czy już nowy. Leszek Miller w procesie kształtowania koalicji i rządu mówił o stu dniach dla rządu i stu tygodniach dla społeczeństwa. Co prawda, szczegółowo nie rozwijał myśli, ale — jak rozumiem — chodziło mu o sto dni kredytu bezzwrotnego dla siebie i swojej ekipy (na zagospodarowanie się), a po stu tygodniach mamy prawo oczekiwać pewnej poprawy. Jak będzie — pokaże przyszłość, ale zbytnim optymistą trudno być, bo już poniekąd przyzwyczailiśmy się, że wiele niedostatków otaczającej nas rzeczywistości nieustannie (po dwunastu latach transformacji) zwala się na komunizm. To tym dziwniejsze, że dorastają już młodzi ludzie, którzy nie bardzo wiedzą, o co chodzi.

Prześledźmy to zjawisko na przykładzie jednego ministerstwa, za to kluczowego: skarbu. Przez ostatnie cztery lata ten szczególnie drażliwy resort miał dodatkowo wielkiego pecha. Na stolcu zasiadali ludzie nie dość, że niezbyt mocno ulokowani w strukturach politycznych, to jeszcze bez możnych protektorów, za to z dużymi ambicjami. Najpierw był „niewysoki, łysawy człowiek z chaplinowskim wąsem”, później „przystojny, młody człowiek o ascetycznej twarzy”, a na koniec „luksusowa pani minister”. W zbożnym dziele prywatyzowania przedsiębiorstw najwięcej zrobił pierwszy — nie mówiąc nic, drugi nie prywatyzował i nic nie mówił, za to pani minister głównie... mówiła. Chociaż wszyscy wiedzieli, praktycznie od lutowej nominacji pani minister, że zapisane w budżecie wpływy z prywatyzacji na poziomie 18 mld złotych w 2001 roku nie mają żadnej szansy realizacji (częściowo z przyczyn obiektywnych), pani minister powtarzała, że nikt jej z tego obowiązku nie zwolnił. Na odchodne, żeby nowemu ministrowi nie było zbyt komfortowo (chociaż jej się nie udało) podniosła poprzeczkę do 20 mld. Można by zapytać dlaczego nie do 30, ale to odrębna sprawa.

Nowy minister, Wiesław Kaczmarek, co oczywiste, tuż po wejściu do ministerstwa urealnił tegoroczne wpływy, obniżając ich szacunek do 10-12 mld złotych. To było naturalne, pytania pojawiają się gdzie indziej:

- jak bez tych pieniędzy poradzi sobie budżet

- co z zapowiedzią kierowania wpływów z prywatyzacji na restrukturyzację gospodarki

- czy ministerstwo skarbu będzie przede wszystkim prywatyzować, czy administrować?

Odpowiedź na te i wiele innych pytań dopiero określi kształt polityki tego resortu pod nowym kierownictwem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Prywatyzacja - źródło gotówki lub metoda