Przecena trochę bardziej lokalna

  • Emil Szweda
opublikowano: 05-12-2016, 08:00

Rentowność 10-letnich obligacji polskiego rządu w piątek po południu wyniosła 3,8 proc.

Przed wakacjami 2014 r. nie widzielibyśmy w tym niczego nadzwyczajnego, ale teraz oznacza to wzrost rentowności o prawie połowę, licząc od dołka w sierpniu, gdy wydawało się jeszcze, że sytuacja budżetu jest i pozostanie dobra, a gospodarka, choć ma włączony jeden silnik, to chodzący na wysokich obrotach. W odróżnieniu od wcześniejszej fali przeceny naszych obligacji tym razem rentowności polskich skarbówek idą trochę pod prąd — na szerokim rynku raczej mamy do czynienia ze stabilizacją, co dotyczy jednak tylko horyzontu ostatnich dni. Jeśli go wydłużymy do tygodni, a nawet już kwartału, to trend jest jeden i wspólny. W tych dniach marszu po kolejne szczyty przestały nam towarzyszyć obligacje Węgier i Rumunii, solidarnie kroczy zaś z nami Portugalia (3,7 proc.; 3,8 proc. uderzono tydzień wcześniej). Przyczyną może być oczekiwanie na ewentualne obniżenie ratingu dla Polski przez S&P, z czym wiąże się także widoczne osłabienie złotego oraz ostatnie dane gospodarcze. Do listy czynników można byłoby dopisać wzrost cen ropy, tworzący czynnik proinflacyjny, ale gdyby faktycznie miał on dla inwestorów znaczenie, taniałyby wszystkie obligacje, nie tylko polskie. Całość jest zgodna z klasycznym obrazem odwracania wieloletniego trendu — wielu chętnych do sprzedaży, ale mało kupców. Krajowe banki już wcześniej kupowały obligacje skarbowe, aby zmniejszyć podatek, na inwestorów zagranicznych raczej nie możemy liczyć, fundusze emerytalne oczywiście również

nie, a fundusze obligacji skarbowych mogą za chwilę mierzyć się z konsekwencjami niższych stóp zwrotu.

Jak zwykle przecena skarbówek nie ma istotnego przełożenia na Catalyst, ze względu na brak na rynku obligacji o długim terminie do wykupu i stałym kuponie o odpowiedniej płynności. Papiery o zmiennym oprocentowaniu i/lub krótkim terminie do wykupu bronią się same. Dziesięcioletnie kontrakty IRS zakładają, że średni WIBOR przez 10 lat wyniesie 2,96 proc. — to tyle, co w szczycie potrumpowej wyprzedaży na rynkach obligacji. Choć szczytu nie zanotowano, to kierunek trendu wydaje się ustalony, a oczekiwania co do terminu podwyżki stóp przesuwają się coraz bliżej (już na koniec przyszłego roku).

Na inwestorów detalicznych zmiany nie wywarły żadnego wrażenia. O niepełnej emisji PCC Rokita z połowy listopada nikt już nie pamięta. Kruk zebrał zapisy na emisję wartą 40 mln zł w jeden dzień, potrzebne były też redukcje w emisjach Brastera i Bikershop. Rzecz o tyle niecodzienna, że debiutanci, którzy rozpoczynają przygodę z obligacjami od emisji publicznej (choć tylko na podstawie prospektu), wcześniej nie wzbudzali takiego zainteresowania. Może jeszcze zbyt wcześnie, by orzec, że inwestorzy detaliczni zwrócili się w stronę bardziej ryzykownych emitentów (to częsta cecha tzw. małych emisji publicznych), ale coś jest na rzeczy. Do listy sukcesów rynkowych można dorzucić udaną ofertę kaskadową PCC Exol (obligacje ze swojej książki sprzedawał BDM). Są i minusy — Mila wydłużyła przyjmowanie zapisów w emisji publicznej o… dwa miesiące, Invipay obniżył próg dojścia emisji do skutku z 4 mln zł do 1,5 mln zł. To nie brzmi jak opis bezkrytycznego podejścia inwestorów detalicznych do ofert rynkowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu