Przedsiębiorcy popierają plan Morawieckiego

opublikowano: 21-03-2016, 22:00

Realizacja planu Morawieckiego ma przyspieszyć rozwój polskich firm, zwiększyć inwestycje rodzimych przedsiębiorstw, zbudować wiele silnych, innowacyjnych, rozpoznawalnych na świecie polskich marek, które będą zdolne do podboju zagranicznych rynków

Na przełomie czerwca i lipca mamy poznać „Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” — zapowiedziało Ministerstwo Rozwoju. Powstaje na podstawie „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, który w połowie lutego zaprezentował rządowi, a następnie opinii publicznej Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju. Dlatego plan natychmiast został ochrzczony jego nazwiskiem. Podstawowe założenia dla polskiej gospodarki do 2020 r. to m.in. zwiększenie udziału inwestycji w PKB do 25 proc. oraz kapitału krajowego w działaniach rozwojowych, wzrost innowacyjności polskich firm, wzmocnienie eksportu, a w konsekwencji podniesienie poziomu życia obywateli. Jakie warunki muszą zostać spełnione i czy warto wspierać plan Morawieckiego? Zastanawiali się nad tym przedsiębiorcy i eksperci uczestniczący w debacie z cyklu „Przy kawie z Pulsem Biznesu”.

UCZESTNICY SPOTKANIA:
UCZESTNICY SPOTKANIA:
Od lewej: Beata Tomaszkiewicz, Rafał Antczak, Mariusz Gaca, Jacek Czech, Henryk Siodmok, Adam Hamryszczak.
Grzegorz Kawecki

— Plan zaprezentowany przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego jest dokumentem, który przyjął cały rząd. Złożyliśmy konkretne zobowiązanie przedsiębiorcom. Zaproponowaliśmy zestaw narzędzi, które mają wesprzeć rozwój polskiego kapitału, doprowadzić do wzrostu konkurencyjności i innowacyjności polskiej gospodarki na międzynarodowych rynkach — deklarował Adam Hamryszczak, wiceminister rozwoju.

Nasze słabości

Przedsiębiorcy zwracali natomiast uwagę na to, że oczekiwaliby przede wszystkim równouprawnienia, bo, jak twierdzą, zagraniczne firmy są w Polsce uprzywilejowane. — Spółki międzynarodowe unikają płacenia podatków w Polsce, podlegają rzadszym kontrolom, często funkcjonują w specjalnych strefach ekonomicznych, nie muszą uzyskiwać wielu certyfikatów, jeśli chcą wprowadzać produkty na nasz rynek. Ale równocześnie bronią dostępu do własnych rynków. By ograniczyć napływ towarów z zewnątrz, kraje Europy Zachodniej tworzą niezwykle trudne do pokonania bariery, w postaci choćby wielu certyfikatów, pozwoleń i koncesji — wyliczałHenryk Siodmok, prezes Grupy Atlas. Uczestnicy debaty nie ukrywali, że te preferencje dla kapitału zagranicznego potrzebne były na początku transformacji.

— Firmy zagraniczne tworzyły i nadal tworzą inwestycje oraz miejsca pracy. Tyle że często to szeregowe miejsca pracy, a sama produkcja podstawowa. Nie wnosi wartości dodanej, know-how do polskiej gospodarki. Duża liczba montowni bazujących na niskich kosztach pracy nie przekłada się na kapitał intelektualny — mówił Jacek Czech, prezes Krajowej Izby Gospodarki Cyfrowej DIGICOM.

Z tą opinią nie zgodził się Mariusz Gaca, wiceprezes Orange Polska. Podkreślił, że wiele zagranicznych firm ma u nas centra kompetencji, które zatrudniają wysoko wykwalifikowane kadry, np. informatyków, i swoje usługi sprzedają za granicę. — Choć oczywiście rozumiem, że po tylu latach od transformacji mamy apetyt na więcej. Dlatego zapewne w planie Morawieckiego kładziony jest duży nacisk na wspieranie prac badawczo-rozwojowych (B+R), na które nakłady mają wzrosnąć z 0,9 proc. do 2 proc. PKB — mówił Mariusz Gaca.

— I choć nie wiem, czy kapitał zagraniczny jest uprzywilejowany, opowiadam się za równouprawnieniem wszystkich firm, stworzeniem przejrzystych reguł funkcjonowania dla wszystkich takich samych — dodał wiceprezes Orange. Rację przyznał mu Henryk Siodmok, który stwierdził, że nie mamy w kraju problemów z kapitałem zagranicznym, ale z tym, że polscy przedsiębiorcy nie rozwijają firm, które tworzą produkcję o wyższej wartości dodanej.

— Aby poprawić poziom życia, musimy podnieść wydajność pracy, by podnieść wydajność pracy, musimy zacząć wytwarzać produkty złożone, innowacyjne itd. Mamy w Polsce 1,8 mln przedsiębiorstw, z czego jedynie 2 tys. zatrudnia powyżej 500 osób. Zakładamy, że one są w stanie finansować B+R, konkurować na rynkach zagranicznych. Pozostałe, stanowiące 90 proc., to głównie mikrofirmy zatrudniające do 10 osób. Działają przede wszystkim w usługach, gdzie trudno o wzrost wydajności pracy — tłumaczył szef Atlasa.

Sugerował, że może lepiej by było, aby program nie koncentrował się na wspieraniu MSP ogółem, ale skupił się na odbudowaniu poszczególnych, starannie wyselekcjonowanych sektorów polskiej gospodarki. Tych, które mają największe szanse stać się naszymi wizytówkami w świecie. Henryk Siodmok uważa, że jednym z najważniejszych narzędzi w tej materii są zamówienia publiczne, a raczej państwowe. Duże zamówienia dla przemysłu obronnego mogą np. przyśpieszyć odbudowę niektórych sektorów gospodarki, jak choćby przemysłu stoczniowego. Niewielką liczbę innowacyjnych i dużych polskich firm tłumaczył Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Consulting.

— W okresie transformacji Polska miała dwa rozwiązania: albo sięgnąć po kapitał zagraniczny i sprywatyzować firmy, albo oddać je krajowym oligarchom. Po 25 latach widzimy, że kraje, które pozwoliły na wykształcenie się oligarchii, mają duże problemy. My postawiliśmy na kapitał zagraniczny i on sprowadził bardzo wiele nowoczesnych technologii do Polski, ale równocześnie konkurencja ze strony globalnych koncernów mogła hamować rozwój polskich przedsiębiorstw, którym na pewno nie pomaga praktyka polskiego Ministerstwa Finansów i jego agend skarbowych kwestionujących zaliczanie w koszty wydatków na badania i rozwój, które nie kończą się wdrożeniem, a przecież większość nowych technologii nie kończy się wdrożeniem — mówił Rafał Antczak.

Uczestnicy debaty zgadzali się, że potrzebujemy więcej dużych przedsiębiorstw, które będzie stać na prowadzenie działalności B+R. Ich rozwój będzie wspierał MSP jako poddostawców, ich innowacyjność, umiejętność pracy w łańcuchu dostaw, tak jak to się dzieje w firmach pracujących dla międzynarodowych koncernów. Jak najszybciej powinniśmy zwiększyć udział przemysłu w PKB z 23 proc. obecnie do 28-30 proc., tak jak kraje rozwinięte.

— Dlatego teraz koncentrujemy się na inwestowaniu, a nie wydatkowaniu pienięszy z UE. Stawiamy też na branżowe programy rozwojowe. Działania o podobnym charakterze realizuje już NCBR — Innolot, Innotech, Innomed, Bluegaz itd. Zależy nam na tym, by wspierać inteligentne specjalizacje, czyli sektory gospodarki, które mogą nam dać w przyszłości znaczącą międzynarodową pozycję — wyjaśniał Adam Hamryszczak.

Zgodził się też, że trzeba szybko uruchomić ułatwienia dla MSP w dostępie do zamówień publicznych. Mariusz Gaca i Rafał Antczak natychmiast zaapelowali, by w planach rozwoju poszczególnych sektorów znalazł się masterplan zawierający informację, w co konkretnie chcemy inwestować, jaki ostateczny efekt zamierzamy osiągnąć i w jakim czasie oraz poszczególne etapy, którymi zamierzamy dość do celu. Co pół roku masterplan musi być audytowany, aby można było ocenić poziom realizacji zamierzeń. Podkreślali, że właśnie tak to się robi w krajach anglosaskich.

— Obecnie stoimy przed dużym problemem — polskie firmy nie rosną. Nie są w stanie wykorzystać efektu skali, bo są za małe i jej nie mają. Wpadamy w tę samą pułapkę co Włosi, ale na jeszcze niższym poziomie dochodów — ostrzegał Rafał Antczak.

Problem polega teraz na tym, jak z tej pułapki średniego dochodu wyjść. Czy pozwoli na to plan Morawieckiego? — zastanawiali się eksperci.

Rady dla rządu

— Te przedsiębiorstwa, które będą przeznaczały zysk na inwestycje, zwolnijmy od płacenia podatku dochodowego. To wpisuje się w realizację planu Morawieckiego — zaproponował Henryk Siodmok.

Stwierdził ponadto, że rezygnacja z tego obciążenia, w zaproponowanej przez niego formule, nie obciążyłaby budżetu, gdyż w wyniku ożywienia inwestycji zanotuje on wzrost wpływów z VAT, a także podatków płaconych przez osoby fizyczne, co będzie efektem dynamiki płac i zatrudnienia. Kolejnym sposobem zwiększenia oszczędności krajowych i inwestycji może być nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych, która umożliwi kierowanie zamówień do polskich podmiotów bez ograniczeń, jeżeli ich wartość jest niższa niż 5 mln EUR dla robót budowlanych, 250 tys. EUR dla zamówień towarowych i 120 tys. EUR dla usług — o czym mówi dyrektywa unijna. U nas poniżej tego progu jest 4/5 wszystkich zamówień.

— Stworzenie polskim firmom lepszych warunków rozwoju i inwestycji to dobry pomysł, tyle, że musi mieć oparcie w administracji, a to akurat administracja w Polsce wymaga największej pracy i poprawy. Obawiam się, że dopóki nie zostanie poprawiona, plan Morawieckiego może być zagrożony. Jako pozytywny sygnał należy jednak zauważyć, iż w planie nie pojawia się już słowo „wydatkowanie”, tylko „inwestowanie”, co diametralnie powinno zmienić podejście administracji do przedsiębiorców — zauważył Jacek Czech.

Zgodzili się z tym inni uczestnicy debaty. Uważają, że biurokracja i złe przepisy w znacznej mierze odpowiadają za to, że firmy nie chcą ujawniać w zeznaniach podatkowych wydatków na B+R i korzystać z ulg na ten cel. Obawiają się problemów z urzędnikami, gdy B+R nie zakończą się sukcesem. Inny powód jest bardziej prozaiczny — koszt wydatków na badania nie był kosztem uzyskania przychodu, czyli nie dawał firmom korzyści podatkowych.

— Kolejnym przykładem, jak administracja może rozłożyć najlepszy plan, jest gaz łupkowy. Zagraniczni inwestorzy byli gotowi płacić po 20 mln USD za każdy odwiert. Ale dwa lata zajęło nam opracowywanie opodatkowania wydobycia, zamiast skopiować je od innych państw. A Ministerstwo Środowiska potrzebowało po 6 miesięcy, by wydać zgodę na każdą kolejną dziurę w ziemi. W efekcie po trzech latach mamy tyle odwiertów, co w Teksasie robi się jednego dnia. Oddaliśmy je w ręce firm polskich, które nie mają ani technologii, ani doświadczenia. Jeśli nadal tak będzie działała administracja, to będzie to największy hamulcowy planu Morawieckiego — opisywał Rafał Antczak. Adam Hamryszczak nie ukrywał, że ministerstwo też widzi ten problem.

— Poprawa działalności administracji, instytucji stworzonych do współpracy z biznesem, to kluczowa kwestia. Już nad tym pracujemy. Część instytucji zamierzamy skonsolidować tak, by lepiej służyły przedsiębiorcom, by mieli wszystko pod „jednym dachem” i by dostęp do informacji biznesowych był na wysokim poziomie. Zamierzamy także rozwijać e-państwo, aby przedsiębiorcy mogli komunikować się z administracją, wykorzystując techniki teleinformatyczne. Upraszczamy i ciągle zamierzamy upraszczać regulacje — m.in. zmniejszymy liczbę koniecznych koncesji i pozwoleń, liczbę kontroli w firmach, ograniczymy zbędną sprawozdawczość — deklarował wiceminister.

Ekspansja

Rezultatem planu Morawieckiego ma być m.in. stworzenie polskich marek zdolnych konkurować z najlepszymi na rynkach zagranicznych.

— Chcemy nie tylko wspierać eksporterów, ale także inwestycje bezpośrednie, fuzje i przejęcia naszych firm na zewnętrznych rynkach. Chcemy zachęcać przedsiębiorców do tego, by możliwości ekspansji poszukiwali nie tylko w Europie, która jest dla nas kluczowa, ale także na perspektywicznych rynkach światowych, zwłaszcza w Azji czy Afryce. Ostatnie misje gospodarcze do Indii i Iranu potwierdziły, że jesteśmy tam dobrze postrzegani — tłumaczył wiceminister MR.

Dodaje, że w centrum zainteresowania będą również innowacyjne start-upy. Jacek Czech, odnosząc się do zapisanej w planie Morawieckiego jednej z kluczowych ról dla start-upów, zasugerował, aby powstała definicja „start-up”. Dziś każda nowa inicjatywa jest nazywana start-upem, bez względu, czy powstała ona w głowie studenta, czy doświadczonego menedzera odchodzącego z wielkiej korporacji. Bez jasnej definicji beneficjentem były, są i będą głównie instytucje i podmioty tworzące wizerunek, a nie wartość materialną. Dziś w ogromnej większości nie są miejscem powstawania nowych miejsc pracy ani płacenia podatków, bo po okresie finansowania z funduszy europejskich po prostu przestają działać. Henryk Siodmok uważa, że zamiast marzyć o podboju naszym eksportem obcych lądów, lepiej, by rząd pomógł w otwarciu rynków europejskich dla polskich produktów, bo są bliskie kulturowo, mają przejrzyste przepisy prawne i koszty transportu są tu najniższe, a ponad wszystko są to największe rynki.

— Polskie firmy mają także potencjał, by wziąć udział w procesach prywatyzacji zakładów na Białorusi, Ukrainie czy innych krajach Europy Wschodniej. Państwo powinno je także w tym wspierać, dając gwarancje i ubezpieczając te transakcje — przekonywał szef Atlasa. Natomiast Mariusz Gaca podkreślał, że wspieranie innowacyjnych start-upów, które mają szansę na szybkie wyjście w świat, to szlachetny cel. Orange robi to od kilku lat i jego program akceleracyjny przyciągnął już około 300 młodych przedsiębiorców. Wie również, z jak dużym wiąże się to ryzykiem. Sukces odnosi do 10 proc. start-upów, z czego może 5 proc. międzynarodowy. Ponad połowa w ciągu 1-3 lat kończy żywot. Dlatego, przestrzegał Mariusz Gaca, rząd, decydując się na wspieranie start-upów, musi mieć przygotowaną linię obrony na ataki o to, że traci pieniądze w ryzykownych projektach. Rząd musi także mieć dużo determinacji do tego, by plan Morawieckiego nie stał się kolejną pięknie zmarnowaną szansą — podkreślali zgodnie uczestnicy debaty.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane