Przedwyborcza wycieczka prezydenta do Niemiec

Adam Sofuł
opublikowano: 15-10-2007, 00:00

Prezydent Lech Kaczyński, jadąc na tydzień przed wyborami na spotkanie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, postawił sobie dwa cele — po pierwsze przybliżyć sukces lizbońskiego szczytu UE, który odbywa się tuż przed wyborami, po drugie sprawić wrażenie, że Polska jest aktywnym i liczącym się graczem na arenie międzynarodowej. Za nieco ponad tydzień będzie jasne, na ile oba te cele udało mu się zrealizować.

O efektach dwugodzinnej rozmowy głów obu państw usłyszeliśmy bardzo niewiele. W piątek po powrocie do Warszawy prezydent stwierdził jedynie, że jest optymistą co do wyników szczytu, urząd kanclerski zachował całkowite milczenie, wierny zasadzie, by w żaden sposób nie angażować się w polskie wybory — a tak mogła by być potraktowana deklaracja o zgodzie lub nie na wpisanie do traktatu reformującego mechanizmu z Joaniny).

Prezydencka wizyta w Niemczech mogła służyć co najwyżej rozpoznaniu sił przed szczytem i trudno było po niej oczekiwać wiążących ustaleń. Ze strony polskiej głównym motywem spotkania były zbliżające się wybory. Oznaczałoby to, że partyjna kampania wkroczyła do sfery dyplomacji. A to bardzo źle by wróżyło lizbońskiemu szczytowi. Bo tam trudno będzie o oszałamiające zwycięstwo, możliwy jest natomiast zadowalający kompromis. Na finiszu kampanii wyborczej może się jednak okazać, że zadowolenie, to za mało.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy