Prześwietlanie ze wszystkich stron

Agata Ałykow
opublikowano: 28-09-2009, 00:00

Banki wciąż oferują wiele ciekawych produktów, ale są ostrożniejsze.

Banki wciąż oferują wiele ciekawych produktów, ale są ostrożniejsze.

Ograniczenia przy kredytach mieszkaniowych, rozległe zabezpieczenia przy inwestycyjnych, wyższe koszty i drobiazgowa weryfikacja — takie są dziś bankowe realia.

Kryzys finansowy mocno uderzył w sektor bankowy. W Polsce tak spektakularnych załamań jak w USA nie było, ale skutki tamtego krachu trwają.

— Dotyczy to przede wszystkim finansowania i kapitałów. W pewnym momencie nowa akcja kredytowa była finansowana głównie ze środków z zagranicy, np. dzięki emisji euroobligacji lub pożyczkom od banków matek. W jakimś stopniu banki finansowały się też na rodzimym rynku międzybankowym. Kryzys spowodował, że źródło zagraniczne praktycznie wyschło, a rynek międzybankowy zamarł — zauważa Michał Macierzyński, analityk z portalu Bankier.pl

Pod koniec 2008 r. doszło do ostrej wojny depozytowej, która w mniejszym natężeniu trwa do dziś. To jedyna rzecz, na której skorzystali klienci. Wkrótce bowiem banki podniosły z kolei marże kredytów i zaostrzyły kryteria. Z analizy NBP wynika, że przy kredytach dla firm aż 80 proc. banków zwiększyło liczbę wymaganych zabezpieczeń, a około 35 proc. podniosło marże. 40 proc. zaostrzyło warunki udzielania kredytów mieszkaniowych, a 80 proc. — konsumpcyjnych.

— Kredyty hipoteczne stały się niedostępne, część banków wycofała się z kredytów walutowych lub drastycznie je ograniczyła. Dla złotowych podwyższyły cenę i zmniejszyły dostępność. Skupiają się na zdobywaniu nowych klientów transakcyjnych i kredytach gotówkowych lub konsolidacyjnych — mówi Michał Macierzyński.

Kredyt dla wybranych

Przed kryzysem wystarczyły stałe, w miarę wysokie dochody i umowa o pracę i po tygodniu, góra dwóch, na klienta czekała decyzja kredytowa. Zwykle pozytywna. A dziś?

— Udzielanie kredytu trwa nawet do trzech miesięcy. Preferowani są klienci, którzy mogą zaciągnąć kredyt w ramach programu "Rodzina na swoim" i osoby ze stałym zatrudnieniem, wysokimi zarobkami, często powyżej 6 tysięcy złotych netto, bez większych zobowiązań kredytowych, najchętniej z wkładem własnym — wylicza Michał Macierzyński.

Warto więc składać wniosek o kredyt na mieszkanie? Tak. Banki nawet do tego zachęcają.

— Przykładem może być DnB Nord, który oferuje szybką ścieżkę dla takich kredytów. Dla wniosków spełniających określone — wcale nie wygórowane — wymagania umowę przygotowuje w sześć dni roboczych — mówi Konrad Jarząb, analityk z Wealth Solutions.

Inni obniżają koszty (np. Polbank — prowizja o 0,5 proc., brak opłat za wycenę nieruchomości) lub marże (np. DB PBC, Nordea, DnB Nord). Nadal są kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości, ale to propozycja dla bardzo zamożnych. Część banków nie lubi kredytobiorców samotnych i zatrudnionych w branżach podwyższonego ryzyka, np. samochodowej, transportowej, finansowej.

Kredytów hipotecznych udziela się głównie w ramach programu "Rodzina na swoim" (14 banków) i tylko złotowych.

— Marża waha się od 1,35 proc. do 6,75 proc. i zależy głównie od wysokości wskaźnika pożyczki do wysokości zabezpieczeń — LTV, historii kredytowej i dochodów gospodarstwa domowego — informuje Konrad Jarząb.

Kto dużo zarabia, powinien się zainteresować kredytem w euro lub — jeśli trafi na atrakcyjną ofertę — we frankach szwajcarskich. Są nadal tańsze od złotowych. Ale trzeba pamiętać o ryzyku kursowym. Michał Macierzyński sugeruje też, że warto rozważyć zaczekanie z zakupem nieruchomości. Bo marże są bardzo wysokie przy historycznie niskich stopach procentowych. A ceny mieszkań mogą przecież nadal spadać.

Lubią firmy

Nie wszystkie banki przestały pozyskiwać nowych klientów i wspierać dotychczasowych. Pekao SA wciąż przychylnie patrzy na firmy deweloperskie, przejmuje zadłużenie z innych banków, pomaga w finansowaniu dużych projektów infrastrukturalnych. Dla wielu banków atrakcyjne są małe i średnie firmy, bo nieźle radzą sobie w kryzysie.

— Mamy taką ofertę. Ma to duże znaczenie szczególnie wobec ograniczonego dostępu do finansowania na rynku — mówi Anna Papka z departamentu bankowości korporacyjnej Pekao SA.

ING Bank ma dla najmniejszych firm trzy podstawowe produkty: kartę (17 proc.), linię w rachunku otwartym pół roku wstecz w dowolnym banku (WIBOR1M plus marża) i linię w rachunku starszym niż rok w dowolnym banku (WIBOR3/6M plus marża). Większe firmy (ponad 1,2 mln euro rocznych przychodów netto ze sprzedaży) warunki ustalają indywidualnie. Najłatwiej o kredyt tym, które realizują projekty z dofinansowaniem unijnym lub przez spółki z udziałem samorządu terytorialnego. Na takich klientów czeka też Pekao SA.

Małe i średnie firmy mogą też zabiegać o kredyt na rozwój technologiczny. Jako jeden z nielicznych oferuje go Pekao SA na podstawie umowy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK), który może spłacić część zobowiązania. Dwie umowy z BGK ma też Millennium Bank.

— Jedna dotyczy poręczeń jako zabezpieczenia kredytu, a druga kredytu technologicznego — mówi Wojciech S. Kaczorowski z Banku Millennium.

Na przychylność banków mogą liczyć korporacje. Dla nich są umowy wieloproduktowe, ułatwiające dostęp do kredytów, gwarancji bankowych i akredytyw z indywidualnie ustalanymi opłatami. Te, które realizują przedsięwzięcia dofinansowane przez UE, dostaną od banków pomoc w wyszukiwaniu funduszy, finansowaniu i rozliczaniu inwestycji.

80

proc. Aż taki odsetek banków zwiększył w tym roku liczbę wymaganych zabezpieczeń przy udzielaniu kredytów firmom — wynika z analizy NBP.

Agata Ałykow

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy