Przy zielonym stoliku

MONIKA WITKOWSKA
26-11-2015, 22:00

Dobry brydżysta jest też często dobrym graczem w biznesie. Tak jak Grzegorz Głasek, prezes SPS Construction. Logiczne myślenie, zdolności komunikacyjne, odwaga, koncentracja, ambicja i wiara w siebie – tego, zdaniem współpracowników, mu nie brakuje.

Jacek Ciechomski, kolega z brydżowej drużyny, twierdzi, że Grzegorz Głasek jest prezesem nie tylko w swojej  firmie, ale również przy zielonym stoliku. 

— Lubi decydować. Zdarza się nawet, że nie bierze pod uwagę odzywek brydżowego partnera, a potem się okazuje, że ma on po prostu więcej informacji i mógłby podjąć lepszą decyzję — żartuje Jacek Ciechomski. 

I dodaje:

— Jest fighterem, łatwo nie odpuszcza, nie boi się ryzyka, no i — co ważne — jest odporny na stres. Jak postawi sobie jakiś cel, to uparcie do niego dąży. To doskonały kapitan drużyny. 

Grzegorz Głasek gra w brydża średnio dwa, trzy razy w miesiącu, chociaż mówi, że gdyby miał czas, to grałby na okrągło. Jest w brydżowej Ekstraklasie, ma tytuł mistrza krajowego i własną drużynę brydżową SPS Construction Kielce, która działa od 2010 r.

— Gra w brydża nie tylko ćwiczy umysł, lecz także kształtuje charakter. Brydżysta musi być cierpliwy, a czasem cierpliwości mi brakuje. Brydż mnie tego uczy. Doskonali pamięć, umiejętność analizowania problemów. Liczy się też kondycja psychofizyczna, bo rozgrywki trwają nawet 10 godzin dziennie. Czasem trudno po 50 rozdaniu nadal być skoncentrowanym — twierdzi Grzegorz Głasek.

Brydż to jedna z wielu jego pasji. Rozwija ją od czasów studenckich. 

— Kiedy studiowałem na Politechnice Świętokrzyskiej, w brydża grali prawie wszyscy moi koledzy. Ale to był inny brydż niż teraz. Kiedyś to było proste: miałeś kartę, to licytowałeś, nie miałeś, to mówiłeś: pas. Dziś włączasz się do licytacji prawie zawsze, nawet jak nie ma „dobrej” karty. Ale to oczywiście nie jedyne różnice. Za moich czasów zawodowy brydż niemal nie istniał, dlatego nawet nie myślałem o karierze brydżowej. Poszedłem tradycyjną drogą. Kiedy po latach wróciłem do brydża, zdecydowałem się podejść do sprawy poważnie. Chciałem grać z najlepszymi — wspomina prezes SPS Construction. 

Zgrany zespół

Dlatego postanowił stworzyć drużynę. Jest w niej dwóch zawodowców: Jacek Ciechomski i Adam Suwik. Kolejna para to Mariusz Bartkowski, o którym się mówi, że jest półzawodowcem, bo chociaż jest menedżerem w kasynie, to wiele czasu poświęca brydżowi, oraz Łukasz Witkowski — najmłodszy zawodnik, student ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim i aktualny mistrz Europy juniorów. Partnerem brydżowym Grzegorza Głaska jest Marcin Piwowarczyk, który pracuje w SPS Construction jako informatyk. Grzegorz Głasek jest kapitanem drużyny.

— W meczach grają dwie pary, a pozostałe odpoczywają. Wcześniej było nas więcej, więc zawodnicy grali mniej. Ale że wszyscy lubimy grać i czujemy się na siłach, by wytrzymać wiele godzin przy brydżowym stole, zdecydowaliśmy, że w sześciu damy radę. Wszyscy mieszkają w Warszawie, co jest ważne ze względów logistycznych. Spotykamy się na treningach i turniejach warszawskich. Zdarza się również, że organizuję turnieje u mnie w firmie — opowiada Grzegorz Głasek.

W jego drużynie grają pasjonaci, którzy pamiętają rozdania kart nawet sprzed kilku lat i godzinami potrafią je analizować. 

— Ja też to lubię, chociaż na brydża nie mogę poświęcić tyle czasu co oni. Na pierwszych miejscach są rodzina i praca — twierdzi prezes SPS Construction. 

Ważne są dla niego nie tylko wyniki, ale i atmosfera w drużynie. Mimo że najstarszy zawodnik ma 55 lat, a najmłodszy 23, stosunki są bardzo koleżeńskie. 

— Kiedy jedziemy na zawody, spędzamy ze sobą czas non stop i dlatego dobrze, żeby to był zgrany zespół. Ja jestem graczem towarzyskim, dla mnie liczy się żywa gra, nie gram w internecie, nie zagłębiam się też w brydżową literaturę. Lubię za to analizować brydżowe rozdania, co pozwala nie powielać błędów. To musi być zabawa, miłe spędzanie czasu — opowiada Grzegorz Głasek.

Egalitarny sport

Dla zawodników liczą się przede wszystkim Drużynowe Mistrzostwa Polski, czyli rozgrywki ligowe. Drużyna Grzegorza Głaska występuje w tym sezonie w Ekstraklasie, czyli na najwyższym szczeblu. Oprócz ligi ważne są też turnieje z cyklu Grand Prix Polski, na które składa się kilkanaście turniejów w roku. To jedne z najbardziej prestiżowych zawodów w Polsce i najbardziej miarodajne.

Wieloetapowa gra pozwala wyłonić najlepszych. Brydżyści biorą też udział w turniejach, które mają charakter otwarty, co oznacza, że po zapłaceniu wpisowego może w nich zagrać każdy. Bo brydż pozwala nawet przeciętnemu zawodnikowi zmierzyć się z najlepszymi, co w innych dyscyplinach jest niemożliwe. I można nawet wygrać z nimi jakieś rozdanie, jeśli zagra się trafnie i szczęś-  liwie, bo choć brydż jest grą statystyczną, to w pojedynczym rozdaniu można ograć nawet mistrzów świata.

Co dwa lata organizowane są na takich zasadach Otwarte Mistrzostwa Europy.

— To tak, jakby średniej klasy piłkarz mógł zagrać na jednym boisku z Messim, Ronaldo czy Lewandowskim albo amatorski gracz w tenisa zagrał z Federerem — uważa Grzegorz Głasek.

Otwartych turniejów odbywa się dużo na świecie. Oprócz pucharów i medali wygrywa się na nich również nagrody pieniężne. W Polsce za pierwsze miejsce można dostać od kilku do maksimum kilkunastu tysięcy złotych, a na przykład w Monako nawet
kilkadziesiąt tysięcy euro. 


Hojny mecenat 

Brydżowa drużyna kosztuje Grzegorza
Głaska około 50 tys. zł rocznie.

— To nie jest dużo — mówi prezes SPS Construction. 

Jego firma wspiera nie tylko brydżystów, ale także amatorskie sekcje siatkówki kobiet i mężczyzn. Sponsoruje również męską drużynę Effektor Kielce, która gra w najwyższej polskiej lidze, i piłkarzy Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach. Prezes promuje też wydarzenia kulturalne. SPS Construction był między innymi sponsorem przedstawienia „Mały Książę” i konkursu „O dziką różę”
dla najlepszych aktorów Teatru im.
S. Żeromskiego w Kielcach. 

Dlaczego wszystko to dzieje się w Kielcach? Bo to rodzinne miasto Grzegorza Głaska i tu ma zarejestrowaną firmę,
której siedziba znajduje się w stolicy. 

Prezes lubi też piosenki Andrzeja
Piasecznego i Seweryna Krajewskiego.
Pomógł obu panom wydać płyty „Na przekór nowym czasom”, „Jak tam jest” i „Zimowe piosenki”. Cyklicznie dofinansowuje również festiwal muzyczny im. Krystyny Jamróz w Busku Zdroju. 

Lubi podejmować nowe wyzwania i nigdy nie mówi: pas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MONIKA WITKOWSKA

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Przy zielonym stoliku