Przydałoby się przejrzeć budżet

JACEK ZALEWSKI
opublikowano: 19-10-2011, 00:00

GRY POWYBORCZE

Konstytucja RP przyznaje rządowi bardzo krótki okres, w którym oficjalnie może się on zajmować leniwym administrowaniem — dwa tygodnie od złożenia dymisji przez ustępującą Radę Ministrów do zaprzysiężenia nowej. W tym roku będą to dni między 8 a 22 listopada. W praktyce jednak owładnięty myśleniem o nowym rozdziale foteli triumfujący gabinet jedzie na jałowym biegu już od 9 października. Wtorkowe posiedzenia się odbywają, ale ich plon jest pusty. Oto komunikat z wczorajszego: „Rząd odroczył podjęcie decyzji w sprawie uchwały dotyczącej przyjęcia Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030”. I słusznie, bo w sytuacji, gdy większość ministrów nie ma pojęcia o swoim losie, akurat tak strategicznego tematu w ogóle nie powinno się podejmować.

Ostatnim dokumentem zarejestrowanym przez dotychczasowy Sejm (kadencja kończy się 7 listopada o północy) jest rządowy projekt ustawy budżetowej na rok 2012. Wpłynął w konstytucyjnym terminie 29 września, otrzymał numer druku 4694 i po wyborach został elektronicznie opublikowany. Ale zgodnie z zasadą legislacyjnej dyskontynuacji z końcem kadencji projekt budżetu także przepada, dlatego 8 listopada w pierwszych godzinach nowego Sejmu zostanie jeszcze raz wniesiony do laski marszałkowskiej.

W tym kontekście dosyć naturalne jest pytanie o termin uchwalenia budżetu 2012. Trzy poprzednie, na lata 2009, 2010 i 2011, przechodziły w Sejmie pierwsze czytania 8-9 października, procedowano nad nimi ponad trzy miesiące, ostatecznie (rozpatrzenie poprawek Senatu) uchwalano około 20 stycznia, a ogłaszano pod koniec stycznia. W takich sytuacjach podstawą gospodarki finansowej państwa na początku roku jest rządowy projekt. Warto jednak przypomnieć, że budżet 2008 — czyli pierwszy Donalda Tuska, odziedziczony po Jarosławie Kaczyńskim — został uchwalony w… dwa miesiące. Pierwsze czytanie przeszedł 24 listopada 2007 r., a do podpisu był gotowy 23 stycznia 2008 r. Ale tamto tempo zostało nakręcone realnym zagrożeniem — gdyby prezydent Lech Kaczyński nie otrzymał ustawy do 30 stycznia, mógłby skorzystać z konstytucyjnej możliwości i skrócić kadencję nowo wybranego Sejmu.

Tym razem zagrożenia nie ma, w razie terminowego poślizgu budżetu prezydent Bronisław Komorowski oczywiście okazałby parlamentowi łaskę. Ale z punktu widzenia państwa bezdyskusyjna jest potrzeba jak najszybszego zaistnienia głównego dokumentu finansowego w formie ustawy. Na pierwszej powyborczej konferencji premier Donald Tusk na moje pytanie odpowiedział optymistycznie, że terminowego problemu nie widzi, bo przecież projektująca budżet koalicja ma większość i praca pójdzie sprawnie. Ale wicepremier Waldemar Pawlak przecież stwierdził, że przyjęcie przez rząd PO-PSL projektu budżetu 2012 i wniesienie go 29 września miało charakter jedynie… techniczny. Czyżby to zwiastun rewizji? Jeśli miałoby się tak stać, to proponuję odchodzącemu rządowi wykorzystanie jałowych dni do 8 listopada na przejrzenie projektu i przygotowanie formalnie nowemu gabinetowi propozycji autopoprawki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu