PSE Operator wyda 8,5 mld zł na sieci

Agnieszka Berger
opublikowano: 13-06-2011, 00:00

Za trzy lata Polskę czeka kryzys energetyczny, bo — mimo ambitnych planów inwestycyjnych — mocy może brakować.

Większość wydatków pochłoną nowe przyłączenia i linie transgraniczne

Za trzy lata Polskę czeka kryzys energetyczny, bo — mimo ambitnych planów inwestycyjnych — mocy może brakować.

PSE Operator, spółka zawiadująca krajowym systemem energetycznym, opracowała nową strategię i plan inwestycji. Jeżeli Urząd Regulacji Energetyki go zaakceptuje, w ciągu 5-6 lat operator zainwestuje aż 8,5 mld zł.

— To prawie dwukrotnie więcej niż inwestujemy w normalnym trybie. Obecnie przeznaczamy na inwestycje przeciętnie 600-700 mln zł rocznie — mówi Henryk Majchrzak, prezes PSE Operator.

Najważniejsze pozycje w planie wydatków spółki na lata 2012-17 to przyłączanie nowych mocy i budowa połączeń transgranicznych. Około 2 mld zł mają pochłonąć rutynowe inwestycje spółki w odtworzenie i modernizację istniejącej sieci.

Granice bezpieczeństwa

— Nowe linie transgraniczne są nam potrzebne, żeby stworzyć więcej możliwości uzupełniania niedoboru energii w krajowym systemie. Dlatego przyspieszyliśmy prace nad tymi projektami — wyjaśnia Henryk Majchrzak.

Jednak takie przedsięwzięcia, m.in. ze względu na ich międzynarodowy charakter i konieczność porozumienia się z operatorami kontrolującymi sieci po drugiej stronie granicy, a także trudne i długotrwałe procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę i tzw. prawa drogi, trwają lata. Spośród kilku projektów, na których obecnie koncentruje się PSE Operator, tylko jeden wejdzie w fazę fizycznej realizacji w czasie trwania planowanego programu inwestycyjnego.

— Najbardziej zaawansowane są prace związane z budową mostu energetycznego Polska-Litwa. Na 2015 r. planujemy zakończenie pierwszego etapu tej inwestycji. W przypadku pozostałych linii w programie opiewającym na 8,5 mld zł uwzględniliśmy tylko koszt prac przygotowawczych — mówi szef operatora.

Dwa inne projekty, mniej zaawansowane niż litewski, dotyczą linii mających połączyć nas z Niemcami i Białorusią.

Prąd pod kreską

Zanim inwestycje siecio- we zostaną ukończone, odbiorców energii czekają chude lata.

— Jeśli zapotrzebowanie będzie rosło w dotychczasowym tempie, czyli o około 4 proc. rocznie, spodziewam się problemów z bilansowaniem systemu energetycznego w latach 2014-16. Odbiorcy muszą liczyć się w tym czasie ze wzrostem kosztów bilansowania, co przełoży się na ceny — ostrzega prezes PSE Operator.

Za kilka lat przekonamy się, czy jedynym skutkiem deficytu mocy, jaki odczują odbiorcy, będą wyższe ceny, czy też pojawią się ograniczenia w dostawie energii. Operator obawia się problemów zwłaszcza w letnim szczycie, kiedy rezerwy w systemie są mniejsze. Już teraz margines bezpieczeństwa jest, zdaniem Henryka Majchrzaka, zbyt wąski. Problemu deficytu nie rozwiążą na czas producenci energii, choć już od kilku lat prześcigają się w deklaracjach dotyczących inwestowania w nowe moce. Złożone u operatora wnioski o wydanie warunków przyłączenia do sieci oraz zawarte już umowy przyłączeniowe opiewają łącznie na 20 tys. MW mocy konwencjonalnych i 6 tys. MW — odnawialnych, głównie wiatrowych.

— Nie sądzę, żeby wszystkie zgłoszone do nas projekty zostały zrealizowane. Praktyka pokazuje, że tak nie jest — mówi szef operatora.

Przykładem mogą być projekty Vattenfalla, który jeszcze niedawno planował budowę dużych źródeł energii w Polsce, a potem postanowił się wycofać. Jednak nawet te inwestycje, które doczekają się realizacji, nie uchronią nas przed kilkuletnim kryzysem, bo nie mają szans zakończyć się wystarczająco szybko. Inwestorzy wciąż mają powody, by odkładać decyzje o budowie.

— Wymieniają szereg ryzyk dotyczących m.in. polityki ekologicznej UE i związanych z tym cen uprawnień do emisji CO2, zmienności cen paliw — węgla i gazu, a także stanowiska UE w zakresie energetyki jądrowej — wyjaśnia Henryk Majchrzak.

Wahania inwestorów nie ułatwiają operatorowi planowania rozbudowy systemu. 8,5-miliardowy plan zakłada, że na nowe przyłączenia PSE Operator wyda 2,3 mld zł.

— Szacujemy, że w 2020 r. zapotrzebowanie szczytowe zimą będzie wynosiło około 30 tys. MW, wobec obecnych 25 tys. MW. Moc będzie pochodziła z nowych i istniejących już źródeł. Od uwarunkowań prawnych i finansowych będzie zależało, w jakim stopniu inwestorzy będą starali się przedłużać żywotność istniejących mocy, a w jakim skupią się na budowie nowych — mówi prezes PSE.

okiem PREZESA

Operator wie, co mówi

Dariusz Lubera, prezes Tauronu

Operator jako jedyny ma dostęp do pełnego bilansu mocy w krajowym systemie, więc nie ma bardziej wiarygodnego źródła, jeśli chodzi o wielkość zapotrzebowania i dostępność energii. Jeżeli przewiduje problemy, należy się z nimi liczyć, zwłaszcza jeśli na rynku utrzyma się silna tendencja wzrostowa. Są kraje, które po kryzysie wciąż nie odbudowały dawnego poziomu zapotrzebowania. My zrobiliśmy to bardzo szybko, choć trzeba pamiętać, że spadek zużycia energii w kryzysowym roku był w Polsce relatywnie niewielki.

Tauron nie wstrzymuje decyzji o inwestycjach w nowe moce. W 2014 r. powinien być gotowy nasz nowoczesny blok gazowy w Stalowej Woli. Wcześniej, w latach 2012-13, oddamy do użytku kilka mniejszych jednostek, m.in. biogazowych. Będziemy musieli jednak odstawić część wyeksploatowanych źródeł, m.in. Halembę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu