Puddingu i igrzysk

Jacek Zalewski
07-07-2005, 00:00

Nie chodzi o Lądek, to Londyn... Wielotysięczny tłum przed paryskim ratuszem aż jęknął i pogrążył się w żałobnej ciszy, długo nie mogąc uwierzyć w decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, którą jego szef, Jacques Rogge, obwieścił światu z Singapuru. Głęboki zawód i przygnębienie Paryża polega na tym, że przegrał on nie z Madrytem czy Nowym Jorkiem, ale właśnie z Londynem! Na wielowiekową rywalizację obu miast nałożył się najnowszy konflikt francusko-angielski o budżet Unii Europejskiej. Dla Francuzów wynik wczorajszego głosowania to może nie nowe Waterloo, ale Trafalgar — to na pewno!

Wyścig o prawo organizacji Igrzysk XXX Olimpiady zgromadził stawkę (patrz ramka) niespotykaną w historii olimpizmu — cztery stołeczne metropolie oraz Nowy Jork, powszechnie uważany za stolicę świata. Przed sesją MKOl rywale rzucili na szalę wszystkie aktywa. Brytyjczycy odrestaurowali Wspólnotę Narodów, odbudowane zostało kolonialne imperium francuskie, hiszpańska królowa Zofia nawiązywała do idei paniberyzmu — liczył się dosłownie każdy głos...

Paradoksalnie, najmniejszą klientelą w elitarnym towarzystwie członków MKOl dysponowały supermocarstwa, USA i Rosja. Wiedząc o tym, prezydent Jacques Chirac usiłował załatwić u prezydenta Władimira Putina jego apel do głosujących na Moskwę, aby po jej pewnym odpadnięciu w pierwszej turze przerzucili się na Paryż. Wyniki kolejnych tur dowodzą, że nic takiego się nie stało.

Z polskiego punktu widzenia jest dokładnie wszystko jedno, czy w roku 2012 igrzyska odbędą się w Londynie czy w Paryżu. Wszelkie rozważania o wyższości Tamizy nad Sekwaną lub na odwrót przypominają słynne wykłady z mniemanologii stosowanej o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (lub na odwrót). Zresztą sam wynik finałowego głosowania 54:50 potwierdza, że szanse obu miast — z których każde gościło igrzyska olimpijskie już po dwa razy — były do końca bardzo wyrównane.

Po ujawnieniu skandali korupcyjnych MKOl stara się zrobić wrażenie, że rozgrywka o organizację igrzysk przebiega już czysto. Głosowaniu na sesji w Singapurze trudno cokolwiek zarzucić, bo wszyscy patrzyli wszystkim na ręce. Szkoda jednak, że luminarze z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wciąż zasłaniają się tajnością wyborów. Polskie społeczeństwo bardzo chętnie usłyszałoby, jak głosowała Irena Szewińska — którą ofertę uznała za merytorycznie najlepszą i dlaczego? Dopóki wybory nie zostaną odtajnione, dopóty rozgoryczeni przegrani będą rzucać podejrzenia o zmowy i przekręty, co jest zrozumiałe zawsze, gdy w grę wchodzą miliardy...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Puddingu i igrzysk