Pudełkowa teoria pieniądza

WAK
opublikowano: 07-11-2018, 22:00

Jak sumiennie przygotować się na narodowe święto? Zainwestować w sto banknotów — najlepiej za jednym zamachem i dzień wcześniej.

Gdyby inwestycyjnym poradnictwem trudniła się perfekcyjna gospodyni, pieniądze miałyby się zbytecznie nie rozpierzchać, tylko czekać w białym, zaklejonym i opisanym kartonie. Czy na inflację tak czekamy? — zapytałby inwestor z pobłażaniem, jednak w tym przypadku jego czujność dowiodłaby braku rozeznania, bo kolekcjonerskie banknoty sprzedawane porcjami już dawno świętują niepodległość względem własnych nominałów.

Sto nienaruszonych banknotów trafiło do bankowego pudełka z
założeniem, że rozproszą się w obiegu. Ocalały zaklejony karton traktowany jest
wobec tego jako rzadkość i — pełen dwudziestozłotówek z Chopinem — trafi na
aukcję z progiem 5 tys. zł.
Zobacz więcej

JAK TRAFIĆ DO PUDŁA:

Sto nienaruszonych banknotów trafiło do bankowego pudełka z założeniem, że rozproszą się w obiegu. Ocalały zaklejony karton traktowany jest wobec tego jako rzadkość i — pełen dwudziestozłotówek z Chopinem — trafi na aukcję z progiem 5 tys. zł. Fot. Numis Poland

W związku ze świeżością emisji sprzed kilku lat, rynek wtórny kolekcjonerskich banknotów musiał wypracować własne, osobliwe kryteria decydujące o cenie. Jak wskazują eksperci z poznańskiego Numis.Poland, jednym z nich jest właśnie opakowanie, czego dowodzi kilka bankowych kartonów przewidzianych na najbliższą aukcję. Zaplanowana na 10 listopada licytacja tych pozycji rozpocznie się od progu 5 albo 10 tys. zł, w zależności od kolejnych czynników: numerów seryjnych i popytu na konkretny wzór na rynku. Przykładem o niższej cenie wywoławczej może być pudełko z numerem 2, zawierające sto dwudziestozłotówek z 2009 r., które razem z pękatymi wierzbami upamiętniają chopinowski talent.

Jak podaje katalog, wiadomo,że karton z numerami od 0000101 do 0000200 jest jedynym o tak niskich oznaczeniach, bo pierwszy został już rozpieczętowany. W połowie maja na aukcji tego samego antykwariatu pojedyncze 20 zł z Fryderykiem Chopinem uzyskało próg 260 zł — zarówno ze względu na stan zachowania, jak i równy rządek zer z liczbą 89 na końcu numeru. Wbrew pozorom, pudełko, które opuściło bank ze stosownymi nalepkami parę lat później, bo w 2014 r., i jako jedenaste ma cenę wywoławczą 10 tys. zł, dlatego że ciasno wypełniają je banknoty w étui, wyemitowane dla uczczenia setnej rocznicy utworzenia Legionów Polskich. Ozdobny polimerowy pieniądz ze skupionym Józefem Piłsudskim otrzymał za swoją urodę i fachowość zabezpieczeń nagrodę podczas European High Security Printing, dlatego warto orientacyjnie przeliczyć, ile ta setka egzemplarzy byłaby warta na rynku wtórnym. Jak wskazuje katalog, takie banknoty z numeracją poniżej 1000 sprzedają się w granicach 250-350 zł, a jak podpowiada intuicja — nienaruszone bankowe pudełko i tak zawsze będzie stanowiło gwarancję pierwszego stanu zachowania, a więc kolekcjonerską rzadkość. Kalkulacja, czy lepiej roztrwonić, czy — za radą schludnej gospodyni — schować, to niewątpliwie lepszy plan na 12 listopada niż domyślny brak planów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: WAK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Pudełkowa teoria pieniądza