Putin, Ałganow i ich niektórzy koledzy

Kazimierz Krupa
18-10-2004, 00:00

Jeżeli choć w połowie prawdziwa jest dzisiejsza liczba dnia i szacunki amerykańskich ekspertów co do liczby oficerów radzieckiego KGB i rosyjskiej FSB zasiadających dziś w zarządach i radach nadzorczych największych rosyjskich firm — przede wszystkim w sektorach o strategicznym znaczeniu — to już jest się czego obawiać. Trudno się dziwić, że prezydent Putin korzysta z usług swoich wypróbowanych kolegów „z poprzedniej pracy”. I gdyby ich umiejętności wykorzystywał wyłącznie do rozgrywek ze swoimi oligarchami, do odbudowywania wpływów Kremla w sprywatyzowanych, w bardzo specyficzny sposób, przedsiębiorstwach w Moskwie czy na Uralu, byłoby to jego zmartwienie. A raczej tych oligarchów.

Ale gdy, jak twierdzą zachodni eksperci, rosyjskie firmy energetyczne, które są szczególnie dokładnie spenetrowane przez służby specjalne, poprzez swoje kontakty handlowe przenikają do struktur gospodarczych i politycznych krajów z dawnego bloku wschodniego, wywierając na nie nacisk — to już jest i nasze zmartwienie.

Przypadek Ukrainy, której Polska, za sprawą usilnych dążeń prezydenta Kwaśniewskiego, miała być ambasadorem w Europie i na świecie, a która jednak obróciła się w stronę Moskwy zdaje się potwierdzać, że jest coś na rzeczy. Zresztą: my „mamy” jednego Ałganowa i tyle zamieszania. A gdzie jeszcze 349 pozostałych?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Putin, Ałganow i ich niektórzy koledzy