PZU: takiej sesji jeszcze nie było

Kamil Zatoński, Adrian Boczkowski, AS
opublikowano: 12-05-2010, 00:00

Na ten debiut czekają setki tysięcy inwestorów. Pierwsze rekordy już są, będą kolejne

Oferta PZU przyciągnęła rekordową liczbę drobnych inwestorów: ponad 250 tys. Z danych KDPW wynika, że w kwietniu liczba rachunków prowadzonych przez KDPW wzrosła o 140 tys. To efekt oferty publicznej PZU, największej w historii polskiego rynku kapitałowego. O akcje ubezpieczyciela biły się też fundusze — popyt dziewięciokrotnie przekroczył podaż. To gwarantuje duże emocje na premierowej sesji. Czy padnie sesyjny rekord obrotów akcjami jednej spółki? Należy on od 10 listopada 2004 r. do PKO BP. Na pierwszej sesji na GPW z rąk do rąk przeszły papiery banku o wartości 2,78 mld zł. Kurs wzrósł o 18 proc. Rekord obrotów wszystkimi akcjami na jednej sesji to 4,39 mld zł z 19 marca tego roku. Też jest zagrożony.

Wśród analityków i komentatorów nie było nikogo, kto uważa, że w debiucie na akcjach PZU można stracić. Nawet jeśli koniunktura na parkiecie będzie kiepska, to — zdaniem specjalistów — najwyżej osłabi to skalę wzrostów notowań ubezpieczyciela. Akcje PZU prawdopodobnie już w najbliższy poniedziałek wejdą w skład indeksu WIG20. Wartość pierwszej oferty publicznej ubezpieczyciela wyniosła 8,1 mld zł.

Teoretyczny kurs otwarcia na środową sesję we wtorek o 16.30 wynosił 331 zł. Po stronie sprzedaży dominowali właściciele pakietów po 30 sztuk akcji. Grube ryby czekały jednak ze swoimi zleceniami, by wejść do gry tuż przed startem notowań PZU.

Rynki lubią ubezpieczycieli.

Nawet gdy jest nerwowo

Ogromne zainteresowanie akcjami PZU wśród globalnych graczy przepowiadaliśmy już na początku kwietnia. Wszystko za sprawą niezwykle udanych ofert ubezpieczycieli z zagranicy, którzy zadebiutowali na giełdach 1 kwietnia. W Japonii Dai-ichi zebrał z rynku 11 mld USD (światowy rekord od 2008 r., a japoński od 1998 r.), a w USA Primerica (wychodzi z niej Citigroup) sprzedała na pniu papiery warte 320 mln USD. Debiuty były bardzo okazałe.

W pierwszym dniu notowań kurs Dai-ichi skoczył o 14 proc., po czym został zawieszony do końca dnia. Wartość obrotów była jednak i tak najwyższa na tokijskiej giełdzie. Notowania Primeriki wzbiły się tymczasem aż o 32 proc. względem ceny z oferty. Nie był to chwilowy zapał kupujących. Podczas gdy od końca marca indeks Nikkei obniżył się o 7 proc., akcje Dai-ichi są wciąż ponad 13 proc. na plusie. Bardzo dobre wyniki Primeriki sprawiły natomiast, że uczestnicy IPO są już 64 proc. nad kreską, choć amerykańskie indeksy mocno falowały na wieści o problemach fiskalnych w strefie euro i zamieszkach w Grecji. Gdy sprowadzimy kursy Dai-ichi i Primeriki do wspólnego mianownika, jakim jest polski złoty, zarobek jest jeszcze większy. Kurs japońskiej spółki skoczył bowiem w półtora miesiąca o 29 proc., a amerykańskiej — o ponad 80 proc. Jak będzie z PZU?

Krajowy ubezpieczyciel sprzedał akcje za ponad 8 mld zł, z czego 2,4 mld zł wyłożyły instytucje zagraniczne. Nadsubskrypcja w transzy inwestorów instytucjonalnych była do tego aż dziewięciokrotna, a oferta przyciągnęła do biur maklerskich ponad 250 tys. indywidualnych inwestorów (każdy miał limit zakupu akcji za 9,4 tys. zł). Co ciekawe, pojedyncze fundusze zza oceanu zaczęły sprzedawać akcje jeszcze przed debiutem (po 340-350 zł), obawiając się mocnych zawirowań na rynkach akcji i walut. Po uzgodnieniu planu stabilizującego w ramach strefy euro w miniony weekend (ma wartość do 750 mld euro) sytuacja uspokoiła się. Ryzyko kursowe można wyeliminować poprzez hedging. O notowania PZU można być raczej spokojnym. Tym bardziej że w ciągu kilku dni od debiutu spółka wejdzie z 9-10-procentowym udziałem do WIG20. Jej akcje będą musiały znaleźć się przecież w portfelach polskich i zagranicznych funduszy oraz ETF-ów.

Podobieństwa Dai-ichi, Primeriki i PZU dotyczą również rekomendacji analityków. Nie wszystkie brzmią "kupuj". Wiele z nich wskazuje jednak na potencjał kolejnych kilkudziesięciu procent zysku. W przypadku PZU, licząc różnymi metodami, można wycenić akcję spółki zarówno na poniżej 300 zł, jak również na ponad 400 zł. Nie dziwią więc mocno rozstrzelone wyceny brokerów. Ogólnie jednak cena PZU z IPO (312,5 zł) nadal nie wydaje się za wysoka, a potencjał spółki do kreowania wartości w związku z restrukturyzacją i nienasyceniem polskiego rynku ubezpieczeń wydaje się bardzo duży. Problem jednak w tym, że Polska jest wciąż uważana za rynek wschodzący. Gdy wzrasta awersja do ryzyka, kapitał płynie do bezpiecznych przystani, którymi ostatnio są Japonia i USA. Jeśli rynki znów zafalują, kurs PZU nie musi zachowywać się więc tak jak Dai-ichi i Primeriki. To jednak czarny scenariusz.

Opcja stabilizacyjna

na wszelki wypadek

Nikt nie bierze pod uwagę czarnego scenariusza notowań PZU, ale jest mechanizm, który zamortyzuje spadki.

Jeszcze dwa tygodnie temu nikt nie wątpił w efektowny debiut PZU. Gdy w ostatnich dniach na rynkach zrobiło się gorąco, analitycy weryfikowali swoje prognozy wzrostu kursu, ale optymizm nie wyparował. Liczą, że kurs i tak będzie o kilka, kilkanaście procent wyższy od ceny w ofercie publicznej (312,50 zł). Co będzie, jeśli podaż będzie napierać?

Wtedy może być uruchomiona opcja stabilizująca. Credit Suisse, pełniący funkcję menedżera stabilizującego, będzie mógł kupować akcje na rynku, by amortyzować spadek notowań. Opcja będzie obowiązywać przez 30 dni od debiutu, a cena, po jakiej menedżer może składać zlecenia, nie może być wyższa niż 312,50 zł. Credit Suisse będzie miał do dyspozycji kwotę 683 mln zł, pochodzącą z nadwyżki bilansowej PZU. Kwota ta — zakładając wspomnianą cenę — pozwoliłaby na kupno 2,18 mln akcji giganta. To nieco ponad 8 proc. wartości oferty publicznej spółki. Credit Suisse nie byłby jedynym podmiotem, który kupowałby akcje ubezpieczyciela. Głodne akcji są przede wszystkim krajowe fundusze, których popyt nie został zaspokojony w IPO. Dla nich cena poniżej ceny z oferty byłaby pewnie sporą okazją.

Umowa o opcję stabilizującą nie była zawarta przy okazji oferty PGE. Obowiązywała za to wtedy, kiedy na GPW wchodziło PKO BP. Nie było jednak potrzeby jej wykorzystywać. Jak będzie z PZU?

— Na podstawie teoretycznego kursu otwarcia, jaki można było zaobserwować wczoraj po południu (340 zł), widać, że opcja stabilizacyjna — przynajmniej w dniu debiutu — potrzebna nie będzie. Myślę, że nie zostanie ona wykorzystana w ciągu kilku dni od premiery, bo popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych, którzy nie dostali tyle akcji, ile chcieli, będzie spory. Oczywiście pozostaje podaż ze strony inwestorów detalicznych, części instytucji zagranicznych czy akcji pracowniczych, ale sądzę, że będą chcieli oni zarobić przynajmniej kilka procent i nie będą sprzedawali akcji po każdej cenie — mówi Andrzej Lis, zarządzający Noble Funds TFI.

Jego zdaniem, czysto teoretyczny jest scenariusz, w którym kurs zszedłby pod kreskę w dniu debiutu.

— Wtedy zapewne nie pomogłaby nawet opcja stabilizacyjna — uważa Andrzej Lis.

Prognozuje, że kurs PZU długo po debiucie będzie powyżej ceny z oferty.

Papiery, które ewentualnie odkupi Credit Suisse, zostaną umorzone przez PZU.

683

mln zł Tyle maksymalnie menedżer stabilizujący może wydać na akcje PZU.

312,5

zł Taka jest maksymalna cena, po jakiej menedżer może kupować akcje PZU.

Piątkowy strach

"PB": Jaki będzie debiut PZU na giełdzie?

Wiesław Rozłucki: Będzie udany. Nie podejmuję się jednak podania kursu. To bardzo ważny debiut. Nie tylko dlatego, że chodzi o wielką spółkę z relatywnie wysokim free floatem.

Ledwo skończyła się oferta PZU, a już za chwilę kolejna oferta prywatyzacyjna —Tauronu. Niektórzy analitycy twierdzą, że to gwarantuje udany debiut ubezpieczyciela.

Rynek jest nieprzewidywalny. Co by było, gdyby debiut PZU wypadł w ubiegły, nerwowy piątek? Mogło być różnie. Zachowanie indeksów nie zależy od chęci decydentów czy polityków. Jutrzejszy kurs PZU wyznaczą tylko i wyłącznie zlecenia tysięcy niezależnych podmiotów. Dużo zależy od nastrojów na rynkach światowych.

Wydaje się jednak, że będzie dobrze. Piątkowy strach szybko nie wróci. W USA w ostatnich kilkudziesięciu latach na giełdowym debiucie spółek można było zarobić średnio 16 proc.

Jak pan ocenia ofertę publiczną PZU? Nie było kredytów. Można było za to kupić akcje bez redukcji.

Cieszy mnie, że PZU zakończył dominację lewarów w Polsce. To szkodziło rynkowi. Inwestorzy detaliczni w Polsce musieli opłacać zlecenie w momencie złożenia zapisu, a nie przydziału akcji. To ewenement, który powstał w interesie banków kredytujących. Kredyty powodowały, że w dużych ofertach publicznych państwowych firm brało udział 60 tys. osób. To mało jak na tak popularną w naszym kraju giełdę.

Ten model sprzedaży ograniczył kupujących do graczy giełdowych, którzy podejmowali relatywnie wysokie ryzyko. A nam przecież chodziło o masowy akcjonariat.

Czy 250 tys. inwestorów w IPO PZU to dużo?

To dobry wynik. Przyznam się, że wcześniej miałem pewne obawy. Było to możliwe właśnie dzięki zmianie sposobu sprzedaży akcji.

Debiut PZU to olbrzymie wydarzenie. System giełdowy wytrzyma takie obciążenie?

Myślę, że tak. Dobrze pamiętam debiut PKO BP. Na giełdzie przerzuciliśmy wtedy siły komputerów tylko na ten jeden papier.

Rozmawiał AS

PZU zadebiutuje po 340-350 zł

Trzy tygodnie temu zapytaliśmy 15 ekspertów z różnych biur maklerskich o cenę PZU na debiucie. Ankietowane przez nas osoby obstawiły, że stopa zwrotu z akcji PZU w debiucie będzie wahała się od 10 do 20 proc. (zakładając maksymalną cenę emisyjną 312,5 zł). Średnia dla wszystkich przepytanych wyniosła 14,5 proc. Przy takim przebiciu kurs ubezpieczyciela na otwarciu wynosiłby 360 zł. Wśród naszych rozmówców panowało przekonanie, że na rynku jest bardzo duży optymizm, więc debiut PZU powinien być udany.

W ostatnich tygodniach mieliśmy jednak zawieruchę na rynkach finansowych. Kiedy ruszała oferta PZU, WIG20 znajdował się powyżej 2500 pkt. W ubiegłym tygodniu indeksy mocno zanurkowały. WIG20 w błyskawicznym tempie zjechał poniżej 2350 pkt. Do nagłego zwrotu sytuacji doszło w poniedziałek, kiedy indeksy na całym świecie wystrzeliły na wieść o pomocy dla najbardziej zadłużonych krajów Unii Europejskiej. Tak duża zmienność nastrojów spowodowała, że oczekiwania ekspertów co do debiutu PZU zostały skorygowane nieco w dół. Przepytani dzień przed debiutem analitycy zakładają maksymalny kurs PZU na otwarciu 350 zł, czyli wzrost o +12 proc.

Piotr Kuczyński

główny analityk Xeliona

Debiut PZU: 340-350 zł

Cudów nie oczekuję, bo widzę, jaka jest koniunktura. Popyt ze strony funduszy powinien jednak się pojawić.

Marcin Materna

dyrektor działu analiz Millennium DM

Debiut PZU: 346 zł

Niepewna sytuacja na rynkach nie będzie sprzyjała wyższej stopie zwrotu. Jeśli na początku notowań przebitka będzie niższa, to finisz środowych notowań powinien być lepszy. Wysoka stopa zwrotu na początku handlu PZU może sugerować słabsze zachowanie notowań później.

Mirosław Saj

analityk BM DnB Nord

Debiut PZU: 340 zł

Nie liczyłbym na większą przebitkę niż 10-procentowa. O wszystkim zdecydują inwestorzy instytucjonalni. Fundusze mogą dokupować akcje PZU po 320-330 zł.

Marcin Kiepas

analityk XTB

Debiut PZU: 349 zł

Kurs poniżej 340 zł uznałbym za atrakcyjny dla inwestora indywidualnego. Oczekuję sporego popytu ze strony zagranicznych instytucji, które ostatnio mogły dodatkowo skorzystać na wymianie walut.

Maciej Bobrowski

dyrektor działu analiz BDM

Debiut PZU: 336 zł

Ta cena wynika z bezpośredniego porównania PZU z Vienna Insurance, spółki działającej w Europie Środkowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, Adrian Boczkowski, AS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy