Quercus wie, jak się zachować

Adrian Boczkowski
opublikowano: 28-06-2010, 00:00

W minionym tygodniu w takt spadków na dużych giełdach skurczyła się również kapitalizacja większości spółek z NewConnect. Często nawet w dwucyfrowym tempie. Szczególnie efektownie wyglądała wyprzedaż akcji Wealth Bay (inwestycje w sztukę) przy najwyższym wolumenie obrotów od debiutu. Kurs zanurkował w zeszłym tygodniu o ponad 40 proc., a od końca kwietnia stracił już 74 proc. Papiery sprzedawał m.in. członek rady nadzorczej. Niemniej spółka przy kapitalizacji ponad 6 mln zł jest wciąż wyceniana na ponad 14 razy więcej, niż są warte jej aktywa netto. Jeśli nie pokaże zysków uzasadniających taką wycenę, zniecierpliwieni gracze mogą w dalszym ciągu zwiększać podaż papierów przy popycie schodzącym na coraz niższe poziomy cenowe. Znaczenie dla inwestorów mogła mieć też zapowiedź zarządu o emisji akcji z wyłączeniem prawa poboru.

Nie wszystkie spółki z rynku alternatywnego potaniały. Do tej grupy należy na przykład Hotblok, którego kurs właśnie szybko odrabia zniżkę z przełomu maja i czerwca. W tydzień na rachunkach posiadaczy producenta systemu bloczków do budowy domów przybyło 26 proc. Nie było jednak ku temu podstaw w komunikatach płynących ze spółki.

Dobry humor powinni mieć również akcjonariusze Quercusa. W tym przypadku chodzi nie tylko o blisko 20-procentową zwyżkę kursu, ale również o zdany test z relacji inwestorskich i ładu korporacyjnego. Gdy wzrost kursu zaczął wyraźnie przyspieszać, a wykres stawał się coraz bardziej pionowy, w czwartek na rynek trafił komunikat o tym, że "w ocenie zarządu nie istnieją okoliczności, które mogłyby uzasadniać aż tak gwałtowny wzrost notowań akcji spółki w ostatnim czasie". To skutecznie schłodziło rozgrzane głowy graczy i ucięło spekulacje. Przypomnijmy, że notowania Quercusa skoczyły wcześniej w sześć sesji o 23 proc. (w tym w środę o ponad 12 proc.), a w niecały miesiąc już o 72,5 proc. Być może, oprócz rozwoju biznesu, inwestorów nęciła perspektywa przeniesienia notowań z NewConnect na GPW. Tymczasem władze notowanego na giełdzie Komputronika i jego zależnej spółki Karen nie stanęły w tym zakresie na wysokości zadania. Dopiero gdy kurs pierwszej spółki wzrósł o 100 proc., a drugiej o 200 proc., a "PB" zadał pytania, prezes Komputronika przyznał, że była to spekulacja. Oficjalnego komunikatu giełdowego wciąż jednak nie zobaczyliśmy. Tymczasem informacja o zamiarze podpisania umowy z inwestorem (list intencyjny), który ma przejąć Karen dzięki objęciu nowych akcji, nie powinna wywołać aż takich emocji inwestorów (obroty były jednak relatywnie wysokie). Ci mniej doświadczeni powinni mieć przynajmniej jasność, w co grają.

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu