Radiowiec w kabarecie

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 11-12-2007, 00:00

Co poniedziałek gości artystów. Czasami sam występuje. Piwnica pod Harendą jest jego artystycznym domem. Od blisko 11 lat.

Kiedyś Stefania Grodzieńska powiedziała mu prosto w oczy: „Wiem, dlaczego ludzie pana lubią na scenie. Bo pan gra normalnego”. Dlatego zacznę tę opowieść od ulubionego przez niego zwrotu: „Dobry wieczór państwu. Przed wami wystąpi dziennikarz, radiowiec, konferansjer i artysta kabaretowy w jednej osobie”. Rocznik 1971. Autor Kabaretowej Sceny Trójki i gospodarz poniedziałkowych spotkań w warszawskiej Piwnicy pod Harendą. Jak tam trafił? Posłuchajcie państwo sami.

Od jazzu w piwnicy

— Zszedłem po schodach i po prostu się tam zjawiłem. Wcześniej zwiedziłem kilka innych piwnic i lokali nieco wyżej położonych. Szukałem jakiegoś miejsca, które kojarzyłoby się z radiową Trójką i z kabaretem, od lat moją pasją — wspomina Artur Andrus.

Początki pracy dziennikarza radiowego, który miał wtedy 26 lat, zbiegły się w czasie z otwarciem Piwnicy pod Harendą.

— Grażyna Miśkiewicz zaczynała tam organizować koncerty jazzowe. Zadzwoniła do mnie. Przyszedłem, od razu mi się spodobało i zostałem. Porozmawiałem z jednym z właścicieli. Powiedział mi, że nie zależy im wyłącznie na zarabianiu pieniędzy, ale raczej na stworzeniu klimatycznego miejsca, do którego ludzie chcieliby zwyczajnie wpadać. I tak od ponad dziesięciu lat co poniedziałek się spotykamy — opowiada Artur Andrus.

Pierwszym artystą, który tam wystąpił, był Krzysztof Daukszewicz — 13 stycznia 1997 r.

— Krzysztof miał wtedy w Trójce cotygodniowe felietony. Zadzwoniłem do niego i zaprosiłem. Wiedziałem, że najpierw muszę się odzywać do artystów, których znam. Teraz wiele osób uznaje to miejsce za swoje — przyznaje Artur Andrus.

Na przykład Andrzej Poniedzielski, Grupa MoCarta czy też olsztyński Czerwony Tulipan.

— Spotkania przypominają wielką improwizację. Dekoracja zaczyna się tu zmieniać dopiero w okolicach Bożego Narodzenia, bo ktoś postawi jakąś choinkę. Jeszcze do niedawna była tylko scena, pianino i czarna szmata w tle — dodaje konferansjer.

Nie chodzi też o to, żeby każdy program miał w sobie coś wystrzałowego, ale by nie schodził poniżej pewnego poziomu przyzwoitości.

Odbywają się tam spotkania okolicznościowe. Różne rocznice i urodziny artystów, jak choćby znienacka przygotowany jubileusz Grupy MoCarta. Jej członkowie przyjechali na występ. Zaczęli grać i w trakcie wykonywania pierwszego utworu z widowni popłynęły nagle dźwięki trąbki. Artyści byli zdezorientowani. Nie wiedzieli, co się dzieje. Myśleli, że ktoś robi z nich wariata, dopóki nie zorientowali się, że trąbka wygrywa: „Sto lat”. Potem Włodzimierz Korcz wyjął własnoręcznie napisany tekst i muzykę i dla nich zaśpiewał.

Cudowne miejsce

Nie planował, że zostanie konferansjerem w Piwnicy pod Harendą. Stało się to niejako naturalnie.

— Do dzisiaj nie wiem, czy to ja tak rozśmieszam ludzi, czy też oni się ze mnie śmieją. Za każdym razem, wychodząc na scenę, mam dylemat, czy to, co dla nich przygotowałem, rozśmieszy ich, czy mi się tylko wydaje, że jest zabawne — wyznaje Artur Andrus.

Żali się, że coraz mniej jest takich klimatycznych miejsc jak Harenda, gdzie można posiedzieć, pośmiać się, ale też zadumać nad światem i ludzkim losem.

— Z zazdrością czytam wspomnienia artystów z lat 60. czy 70., kiedy ich bycie na scenie miało przede wszystkim wymiar towarzyski. Teraz tempo życia stało się tak szybkie, że z niektórymi kolegami widuję się raz na pół roku, i to gdzieś w drodze. Wpadamy do garderoby 10 minut przed występem, wymieniamy kilka informacji, gramy i jedziemy dalej — ubolewa Artur Andrus.

Czy ze spotkań kabareciarzy wynika czasami coś śmiesznego?

— Tak, ze zwykłej rozmowy o dzieciach narodziła się na przykład piosenka kabaretu Hrabi, wykonywana wspólnie z Grupą MoCarta, która kończy się pokazywaniem zdjęć własnych dzieci. Furorę zrobił Bolek, który rozwinął całą talię fotografii, bo miał czworo dzieci — śmieje się Artur Andrus.

Wierszowane nagranie

W liceum zbierał nagrania kabaretowe. Podczas studiów dziennikarskich współpracował z Polskim Radiem Rzeszów i z Rozgłośnią Harcerską.

— Na studiach przygotowałem materiał radiowy na zaliczenie. Większość studentów robiła audycje polityczne, kulturalne lub informacyjne. A ja postanowiłem zrealizować coś, co także mi sprawi przyjemność. Od wielu lat marzyłem, by porozmawiać z Wojciechem Młynarskim, którego zawsze ceniłem za to, co robi w piosence. Spotkaliśmy się w teatrze Ateneum. Wymyśliłem sobie, że przygotuję dla niego pytanie napisane wierszem, dopasowując je rytmicznie do jego felietonów, w których śpiewał „miłe panie i panowie bardzo mili”. Zadałem mu to pytanie. On się lekko zdziwił. Spytał, czy to ja sam napisałem. Po czym łaskawie powiedział, że mu się to podoba i odpowiedział w tej samej formule — opowiada Artur Andrus.

Następnie przyniósł nagranie do pracowni radiowej. Wysłuchał tego Krzysztof Górski, ówczesny dyrektor programu IV PR. Okazało się, że też jest fanem Młynarskiego. Spodobało mu się i zaproponował mu poprowadzenie własnej audycji w stacji. W 1994 r. wylądował w Trójce, gdzie do dziś zajmuje się kabaretem. Stąd jako kabaretowy trefniś trafił do Szkła Kontaktowego TVN24. Ale to już inna historia. n

Piosenki z humorem

Wojciech Młynarski debiutował na początku lat 60.

w kabarecie studenckim Hybrydy. Śpiewał na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Współpracował m.in. z kabaretem Dudek („W Polskę idziemy”, „W co się bawić”). W latach 60. był w telewizyjnej redakcji rozrywki. Stworzył tam cykl piosenek „Porady sercowe”, z których jedna, „Niedziela na Głównym”, do dziś jest jedną z najbardziej przejmujących w jego dorobku. Potem zaczął pisać libretta operowe i musicalowe, m.in. do „Henryka VI na łowach” i „Awantury w Recco”. Jest autorem przekładów piosenek z musicali „Kabaret”, „Jesus Christ Superstar” i „Chicago”. W stołecznym teatrze Ateneum zrealizował programy autorskie poświęcone Brelowi, Hemarowi, Ordonce i Wysockiemu.

Legendarne radio

Jest najstarszą polską niepubliczną stacją radiową. Rozgłośnia Harcerska powstała 17 marca 1957 r. w ramach Związku Harcerstwa Polskiego. W latach 90. przekształcono ją w RH Kontakt, a potem w komercyjną Radiostację. Na jej falach debiutowali m.in. Alibabki, Czesław Niemen, Piotr Kaczkowski, Wojciech Mann, Jacek Fedorowicz i Tadeusz Sznuk.

Austriacka inspiracja

Kwartet smyczkowy mający charakter kabaretu, czyli Grupa MoCarta, powstał w 1995 r. Tworzą go Filip Jaślar, Michał Sikorski, Paweł Kowaluk oraz Bolesław Błaszczyk, który zastąpił zmarłego tragicznie w 2000 r. Artura Reniona. Na Warsaw Summer Jazz Days w 2002 roku towarzyszyli występowi legendarnego Bobby’ego McFerrina.

Bard z Kielc

Napisał piosenki dla Maryli Rodowicz, Anny Marii Jopek, Edyty Geppert, Grzegorza Turnaua, Lory Szafran, grupy Pod Budą, Doroty Stalińskiej i przede wszystkim dla swojej żony Elżbiety Adamiak. Razem z nią prowadzi w Łodzi Piwnicę Artystyczną „Przechowalnia”. Inżynier Andrzej Poniedzielski od lat jest jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiego kabaretu. W 1977 r. otrzymał wyróżnienie na Ogólnopolskich Spotkaniach Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie i nagrodę Naczelnej Redakcji Muzyki Estradowej PR i TV na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Na tym samym festiwalu w maju 1978 r. zdobył II nagrodę, a w listopadzie I nagrodę na Warszawskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej.

Marcin Zawiśliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane