Rafalska: będą rozmowy z Francją o dyrektywie dotyczącej pracowników delegowanych

PAP
aktualizacja: 20-09-2017, 21:00

Będą dalsze uzgodnienia ze stroną francuską o rewizji dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników - powiedziała w środę w Paryżu minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska po spotkaniu ze swoją francuską odpowiedniczką Muriel Penicaud.

"Przyjechaliśmy do Paryża z misją trudną, ale nie niemożliwą" - oświadczyła Rafalska na konferencji prasowej. "Kompromis to spotkanie w drodze" – tłumaczyła szefowa MRPiPS. Według minister to było bardzo dobre "robocze" spotkanie.

Warunkami strony polskiej, przedstawionymi francuskiej minister pracy były przede wszystkim: nie włączanie transportu do dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych, 5-letni okres przejściowy i 24 miesięczny okres delegowania.

"Jesteśmy zobowiązani mandatem i nasze stanowisko jest związane z Grupą Wyszehradzką. Poruszamy się w obszarze uzgodnień, które były ustalone 19 lipca, one są dla nas absolutnie wiążące (...) że transport międzynarodowy i kabotaż powinien być wyjęty z dyrektywy o pracownikach delegowanych i powinien być odrębnie negocjowany" - powiedziała Rafalska.

Według polskiej minister proponowane zmiany w unijnej dyrektywie o pracownikach delegowanych są trudne do przyjęcia i uderzają w konkurencyjność polskich firm transportowych. Jak podkreśliła po spotkaniu z Penicaud, kwestia pracowników delegowanych jest dla Polski kluczowa i ważna. "Te negocjacje są trudne, ale możliwe… chyba" – powiedziała Rafalska.

Minister poinformowała, że w UE jest 2 mln pracowników delegowanych, z czego 430 tys., czyli 25 proc. stanowią pracownicy polscy. Najczęściej pracują w takich branżach jak budowlana, przemysł, usługi opiekuńcze czy zdrowie.

Jak powiedział towarzyszący Rafalskiej wiceminister Stanisław Szwed, stronie francuskiej przekazano informacje dotyczące kosztów pracy polskich pracowników delegowanych. "One nie są już na poziomie niższym; są wręcz na wyższym od zatrudnionych pracowników francuskich" – podkreślił Szwed. Według niego dokładanie do nich kolejnych kosztów, jak np. zakwaterowanie, spowoduje, że rentowność pracodawców polskich będzie zdecydowanie niższa.

Stronie polskiej zależy na tym, by nasi przedsiębiorcy nie byli karani przez stronę francuską za błahe przewinienia. Przykładem, który podał wiceminister jest kara nałożona za niewyraźną pieczątkę, która wynosi 2 tys. euro. "Przepisy powinny być jasne" - oświadczył Szwed.

Zdaniem wiceministra dyrektywa dotycząca transportu powinna być wyłączona z negocjacji dotyczących pracowników delegowanych. "Mamy twarde stanowisko w tym zakresie" - oznajmił Szwed.

"Każde spotkanie Grupy Wyszehradzkiej (…) było poświęcone pracownikom delegowanym. Zabiegaliśmy, aby mieć po swojej stronie więcej sojuszników i wierzymy, że to stanowisko Grupy Wyszehradzkiej będzie naszym wspólnym, silnym stanowiskiem" - podkreśliła Rafalska.

Szefowa MRPiPS odniosła się też do dzisiejszego artykułu w "Gazecie Wyborczej", dotyczącego ewentualnych wydatków rządowych związanych z brakiem udokumentowanych świadczeń na poczet emerytury. "Zbieramy pokłosie tego, co było wcześniej" – stwierdziła polska minister. Szefowej MRPiPS zaznaczyła, że jej zdaniem nie ma bardziej pewnej i wypłacalnej instytucji niż Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Rafalska zapewniła też, że nie ma w programie PiS tzw. emerytur obywatelskich, a polski rząd próbuje unormować polski rynek pracy.

Minister zaprosiła swoją francuską odpowiedniczkę do kontynuowania rozmów w Polsce.

W 2016 roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję nowelizacji dyrektywy z 1996 roku w sprawie delegowania pracowników w UE. Najważniejszą proponowaną zmianą jest wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę.

Ma mu przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak jest obecnie, lecz także inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, takie jak premie czy dodatki urlopowe. Gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, pracownik delegowany - zgodnie z propozycją KE - byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego.

Polskie firmy delegują do pracy w krajach UE prawie pół mln pracowników. W opinii polskiego rządu, jeśli przepisy weszłyby w życie, znacznie pogorszyłoby to pozycję polskich przedsiębiorców na rynku UE - m.in. firm transportowych, które przestałyby być konkurencyjne wobec zachodnich przewoźników.

Prezydent Francji Emmanuel Macron i wielu innych polityków na Zachodzie obecne rozwiązanie - zgodnie z którym firma płaci składki na świadczenia społeczne od delegowanych pracowników według stawek kraju pochodzenia - nazywa "dumpingiem socjalnym". Macron chce jak najszybszego uzgodnienia zmodyfikowanej dyrektywy UE dotyczącej pracowników delegowanych, postulując równocześnie ograniczenie okresu oddelegowania do maksymalnie jednego roku. Propozycja Komisji Europejskiej mówi o maksymalnie 24 miesiącach.

Przeciwnikami wprowadzania zmian do dyrektywy są, obok Polski, niektóre państwa Europy Środkowej i Wschodniej.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rafalska: będą rozmowy z Francją o dyrektywie dotyczącej pracowników delegowanych