REACH zuboży bogatych, zagrozi biedniejszym

Kamil Kosiński
opublikowano: 25-02-2008, 00:00

W najbliższych miesiącach przedsiębiorstwa prowadzące obrót chemikaliami muszą od nowa zarejestrować produkty, którymi handlują. Jeśli nie zdążą, od połowy 2009 r. zaczną znikać z rynku.

ierwszego czerwca 2008 r. zacznie się wstępna rejestracja substancji chemicznych, związana z wprowadzeniem nowego unijnego systemu rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń w zakresie obrotu chemikaliami — tzw. REACH (Registration, Evaluation, Authorisation of Chemicals). System ten został wprowadzony rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady z 18 grudnia 2006 r., a jego założeniem jest usystematyzowanie informacji na temat wpływu chemikaliów na zdrowie człowieka i środowisko naturalne.

REACH ma zastąpić dotychczasowy system kontroli chemikaliów w Unii Europejskiej, oparty na wielu dyrektywach i rozporządzeniach powstających od początku istnienia Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG). W jego ramach obowiązywały odrębne reguły dla „istniejących” oraz „nowych” substancji. Przez „istniejące” rozumiano około 100 tys. związków obecnych na europejskim rynku w latach 1971-1981. Za „nowe” uznawano te, które pojawiły się po 19 września 1981 r. I tylko ich dotyczył obowiązek przeprowadzenia przed wprowadzeniem na rynek szczegółowych badań oddziaływania na ludzi i środowisko.

REACH ma to zmienić. Likwiduje podział na substancje „nowe” oraz „istniejące”. Wprowadza jednolity system ich rejestracji. Każda dostępna na rynku substancja produkowana lub importowana w ilości co najmniej jednej tony rocznie i objęta systemem — REACH w mniejszym lub większym stopniu nie obejmuje m.in. polimerów, środków ochrony roślin, kosmetyków, leków — ma być wcześniej przebadana i dopuszczona do obrotu przez Europejską Agencję Chemikaliów (European Chemicals Agency— ECHA), do której firmy powinny dostarczać dokumentację wpływu substancji na ludzi i środowisko.

— Po roku od opublikowania rozporządzenia REACH nadal pozostaje wiele niewiadomych. Do dzisiaj nie opublikowano jeszcze kompletu wytycznych (tzw. Technical Guidance Documents), w tym tak istotnych jak wytyczne rejestracji wstępnej, sporządzania raportów bezpieczeństwa chemicznego czy wymagań informacyjnych. Znacząco utrudnia to przygotowania przemysłu do rejestracji substancji, podczas gdy jej harmonogram jest niezwykle napięty. Termin rejestracji wstępnej upływa 30 listopada 2008 r. — opowiada Rafał Kuźmiczonek z Zakładów Chemicznych Police.

Rejestracja wstępna jest o tyle istotna, że pozwala korzystać z przepisów przejściowych. Dzięki nim można produkować lub importować substancję do czasu dostarczenia dokumentów niezbędnych do jej właściwej rejestracji. Tej ostatniej, zależnie od zagrożenia, jakie związek chemiczny stwarza dla środowiska, trzeba dokonać przed 1 grudnia 2010 r., 1 czerwca 2013 r. lub 1 czerwca 2018 r. Bez rejestracji wstępnej, pełnej rejestracji trzeba będzie bezwarunkowo dokonać przed podjęciem produkcji lub importu określonego związku.

Kto nie da rady, ten znika

Nowy system rejestracji obrotu chemikaliami zmusi firmy produkujące i importujące substancje chemiczne do ponoszenia sporych kosztów administracyjnych w postaci opłat dla ECHA oraz kosztów przygotowania danych koniecznych do rejestracji. Substancje niezarejestrowane przez ECHA będą musiały zniknąć z rynku — pierwsze już w 2009 r.

— Opłata dla jednej substancji produkowanej w ilości ponad 1 tys. ton rocznie, rejestrowanej wspólnie z innymi zakładami, wynosi ok. 23 tys. EUR. Nie jest to mało, lecz nie stanowi istotnej kwoty w skali przychodów takiej firmy jak nasza. Dużo większe będą koszty przygotowania dokumentacji rejestracyjnej. Problemem jest brak możliwości dokładniejszego oszacowania tych kosztów — mówi Jerzy Jurczyński ze spółki Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach.

— W innej sytuacji są duzi producenci, w innej w małe firmy. Dla tych ostatnich koszty biurokratyczne będą niemożliwe do udźwignięcia. Część z nich będzie działać, do kiedy się da bez rejestracji, ale później zacznie znikać z rynku — uważa Wojciech Lubiewa-Wieleżyński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

REACH nie obejmuje kilku grup produktów — m.in. polimerów i środków ochrony roślin — ale i tak w całej Unii Europejskiej obowiązkowi rejestracji podlega około 30 tys. substancji. W Polsce ich ilość szacuje się na około 5 tys. Poszczególne firmy mogą rejestrować produkty ze swojej oferty zarówno samodzielnie, jak i w konsorcjach.

— W tarnowskich Azotach obowiązkowi rejestracji podlegać będzie około 20 substancji produkowanych lub importowanych. W większości przypadków to tzw. produkty wielkotonażowe, wytwarzane w ilości ponad 1 tys. ton rocznie. Przed ich rejestracją należy zgromadzić najwięcej danych. Istnieje jednak możliwość ograniczenia wydatków poprzez tworzenie konsorcjów z innymi rejestrującymi. Pozwoli to na podział kosztów badań pomiędzy wielu producentów. Zakłady już uczestniczą w pracach konsorcjum zrzeszającego wszystkich europejskich producentów kaprolaktamu. Dużo trudniej będzie zarejestrować kilka produktów nietypowych. Będzie to wymagało znacznie większego nakładu pracy i środków. W tych przypadkach duże znaczenie mogą mieć względy rynkowe i ekonomiczne. Obciążenia z tytułu wdrożenia dyrektywy REACH, przynajmniej częściowo, będą przenoszone na odbiorców. Oczywiście nie jednorazowo — tłumaczy Jerzy Jurczyński.

Konsorcja nie rozwiązują problemów

Konsorcjów służących wspólnej rejestracji powstało dotychczas kilkanaście. Bez wątpienia są one szansą na obniżenie kosztów dostosowania do dyrektywy REACH, ale to, czy się sprawdzą, okaże się dopiero za kilka miesięcy.

— Przepisy dopuszczają działanie w konsorcjach, ale nie regulują kwestii podziału kosztów w takich grupach — podkreśla Wojciech Lubiewa-Wieleżyński.

To o tyle istotne, że jeśli w konsorcjum będzie firma, która w ciągu iluś lat swojej działalności zgromadziła dane, z których mogliby skorzystać i inni, to raczej będzie oczekiwała udziału tych przedsiębiorstw w poniesionych już kosztach badań. Podział kosztów z przeszłości może być trudny, gdyż często są one słabo lub w ogóle nieudokumentowane. Badania, które można obecnie wykorzystać na potrzeby rejestracji w ramach systemu REACH, prowadzone były bowiem na własne potrzeby firm chemicznych i nie wyodrębniano ich w jakiś szczegółowy sposób z ogółu kosztów działalności tych przedsiębiorstw. Realizacja przepisów związana jest więc z koniecznością rozwiązywania takich problemów prawnych jak dostęp do wyników badań, ich wycena, określenie i podział kosztów wspólnej rejestracji, ochrona danych poufnych. Część z tych zagadnień jest zupełnie nowa i wymaga wypracowania zupełnie nowej praktyki.

— Służby prawne przedsiębiorstw przemysłowych nie są do tego przygotowane. Niestety, niewiele jest również kancelarii prawnych doradzających w sprawach związanych z REACH. Już wkrótce zagadnienia prawne mogą się okazać poważnym problemem — uważa Rafał Kuźmiczonek.

Problemem mogą się także okazać sprawy, zdawałoby się, najprostsze dla branży chemicznej, a więc dostępność laboratoriów uprawnionych do prowadzenia badań koniecznych do rejestracji substancji w systemie REACH. W Polsce jest tylko jeden taki ośrodek. Ograniczone są także możliwości świadczenia usług eksperckich w dziedzinach np. toksykologii czy ekotoksykologii.

— Nawet najwięksi producenci nie są w stanie samodzielnie wypełnić wszystkich zobowiązań wynikających z REACH — twierdzi Rafał Kuźmiczonek.

600 mln euro. Na tyle szacuje koszty dostosowania polskich firm do dyrektywy REACH Instytut Chemii Przemysłowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane