Recesja na Zachodzie zamrozi polski rynek pracy

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 19-01-2012, 00:00

Dobre czasy się skończyły. W 2012 r. nie wzrosną ani pensje, ani zatrudnienie — wynika z ankiety „PB”.

Miniony rok był dla pracowników łaskawy— sytuacja na rynku pracy wyraźnie się poprawiła. Choć pensja statystycznego pracownika niemal nie wzrosła (była o 5 proc. wyższa niż rok wcześniej, z czego 4,3 pkt proc. zjadła inflacja), ale przynajmniej powstawały nowe miejsca pracy. Jak podał GUS, w 2011 r. w sektorze przedsiębiorstw zatrudnienie wzrosło o 3,2 proc. To najlepszy wynik od dwóch lat.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że te dobre czasy to już historia. Dynamika zatrudnienia od kilku miesięcy wyraźnie hamuje. W grudniu roczne tempo przyrostu zatrudnienia wynosiło już tylko 2,3 proc., czyli od marca spadło prawie o połowę. Prognozy ekonomistów wskazują, że w 2012 r. ten negatywny proces jeszcze nabierze na sile.

Jak wynika z ankiety „PB”, w tym roku liczba miejsc pracy wzrośnie już tylko o 0,4 proc. — taka jest mediana prognoz dziewięciu bankowych zespołów analitycznych. Choć to ciągle dodatnia dynamika, oznacza problemy. Liczba pracowników na rynku pracy będzie rosła jeszcze szybciej niż liczba miejsc pracy (bo np. wchodzą na niego osoby z niżu demograficznego), więc bezrobocie będzie rosło.

— Skłonność firm do tworzenia miejsc pracy spada i będzie spadać. Gospodarka zaczyna spowalniać, więc potrzeba zwiększania mocy produkcyjnych będzie słabła — mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Część gospodarek strefy euro jest już w recesji lub się o nią ociera. Ponadto polski rząd podnosi pracodawcom składkę rentową o 2 pkt proc., co zwiększa koszty pracy, a więc zmniejsza opłacalność inwestycji, jaką jest miejsce pracy.

— Ta decyzja nakładana jest na firmy akurat w schyłkowej fazie cyklu koniunkturalnego, dlatego będzie szczególnie zniechęcać do tworzenia miejsc pracy — zaznacza Rafał Benecki. Jeśli prognozy ekonomistów się sprawdzą, statystyczny Kowalski nie będzie mógł też liczyć na wzrost dochodów. Według ankiety „PB”, w 2012 r. pensje pójdą w górę o 4,1 proc. Jeśli uwzględnić inflację, realnie siła nabywcza pensji wzrośnie o symboliczne 0,1 proc. Tak niskiego wzrostu płac nie było przynajmniej od 2004 r.

— W sytuacji spowolnienia gospodarczego, hamującego eksportu i rosnącego bezrobocia pozycja negocjacyjna pracowników będzie słaba. Podwyżki będą raczej rekompensatą za wzrost cen, niż faktycznym podniesieniem zarobków — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane