Recesja w cenach, rynek chce wzrostów

Adrian Boczkowski
opublikowano: 10-04-2008, 00:00

Znani zagraniczni finansiści

Greenspan i Soros straszą, Bernanke milczy, inwestorzy czekają

Znani zagraniczni finansiści

wieszczą recesję w USA. Według krajowych

analityków, nawet gdyby recesja rzeczywiście była, to jest już w cenach.

— Kryzys na rynku kredytów hipotecznych ujawnił, że Amerykanie powinni zaznajamiać się z zagadnieniami ekonomicznymi już od najmłodszych lat — mówił wczoraj Ben Bernanke, szef Rezerwy Federalnej, na konferencji poświęconej edukacji finansowej. Nie odniósł się jednak do bieżących problemów gospodarki USA czy do polityki monetarnej. Nie odpowiadał też na pytania. Przed nim głos chętnie zabrały inne amerykańskie tuzy.

Recesja na 100 proc.

Były szef Fedu Alan Greenspan stwierdził w wywiadzie dla telewizji CNBC, że gospodarka USA jest już na pewno w recesji.

— Trzeba sięgnąć do funduszy publicznych, aby zażegnać obecny kryzys kredytowy — dodał.

Greenspan bronił swoich decyzji jako szefa Rezerwy Federalnej. Niektórzy ekonomiści zarzucają mu że to on przyczynił się do obecnego kryzysu.

— Ówczesna polityka monetarna Fed była racjonalnie konstruowana, na postawie danych makro w tamtym czasie — broni się Greenspan.

Głos znów zabrał też inny pesymista, znany inwestor giełdowy George Soros.

— Łączne straty spowodowane pęknięciem bańki kredytów subprime przekroczą bilion dolarów. Mogą być jeszcze wyższe, bo ceny domów zarówno w USA, jak i w innych krajach wciąż spadają — powiedział.

Soros obwinił regulatorów rynku finansowego.

— Widać rosnącą niechęć banków centralnych do trzymania dolarów — zauważa także Soros.

Przyznaje jednak, że najgorszą fazę kryzysu rynek finansowy ma już za sobą.

Gdy Ben Bernanke rozpoczynał przemówienie, startowała sesja w USA. Indeks Dow Jones był na niewielkim minusie, a Nasdaq i S&P500 — na niedużym plusie. Amerykańskie kontrakty terminowe zachowywały się nerwowo. Inwestorzy nie wiedzieli, co tym razem powie szef Rezerwy Federalnej.

— Bernanke nie zawsze musi jednak mówić o polityce Fed czy PKB w Stanach. Gdyby tak robił, zdewaluowałby nazwisko, jak Greenspan — uważa Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Jego zdaniem, indeksy będą w najbliższych dniach oscylowały wokół zera, bo gracze czekają na wyniki spółek i dane makroekonomiczne, które zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu.

— Wszyscy wiedzą, że ostatnie miesiące były złe i takich spodziewają się wyników. Każda miła niespodzianka będzie więc odbierana z euforią — uważa Piotr Kuczyński.

Analityk dodaje, że najważniejsze dla zachowania się indeksów będą prognozy firm.

— Skoro druga połowa roku ma być dobra, to spółki powinny o tym głośno mówić — twierdzi analityk Xeliona.

W górę do wakacji

Optymistą jest Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers DM.

— Wczorajsze niewielkie spadki indeksów w USA nie miały związku z wystąpieniem Bena Bernanke. Wall Street dojrzała po prostu do korekty. Ogólnie sytuacja jest jednak wciąż dobra i nie ma co się martwić. Można jedynie spodziewać się nerwowości, bo rozpoczyna się sezon wyników — mówi Marcin Kiepas.

Dodaje, że po pięciu miesiącach spadków inwestorzy są głodni wzrostów i nie zniechęcą ich do nich Greenspan czy Soros.

— Za trzy tygodnie będą już znane wstępne dane o amerykańskim PKB w I kwartale. Jest za wcześnie na powrót do hossy, ale można liczyć na długie odbicie, które może skończyć się w wakacje — prognozuje Marcin Kiepas.

— Sytuacja na giełdach budowana jest na nadziejach co do wyników i prognoz spó- łek. A to tylko nadzieje — komentuje natomiast Marek Rogalski, główny analityk FIT DM.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu