Reguła pięciu sesji w cieniu gospodarczych turbulencji

Maciej Zbiejcik, Marek Wierciszewski
10-01-2011, 00:00

Najważniejsza jest gospodarka. To od niej zależy kierunek giełdowych indeksów, a nie od statystyki.

Udany początek roku na Wall Street. To z reguły dobry znak dla inwestorów. Jest jedno "ale"

Najważniejsza jest gospodarka. To od niej zależy kierunek giełdowych indeksów, a nie od statystyki.

Wśród inwestorów nie brakuje zwolenników giełdowej reguły: "jakie pierwsze pięć sesji stycznia, taki cały rok". I nic w tym dziwnego. Wystarczy rzut oka na dane statystyczne z rynku amerykańskiego i z rodzimego parkietu.

Amerykańscy statystycy wyliczyli, że spośród 37 przypadków, kiedy pierwszych pięć sesji zakończyło się wzrostami, aż 32 razy wzrostami zamknął się cały rok. Średnio następne 11 miesięcy przynosiło stopę zwrotu sięgającą 14 proc. Oprócz 1994 r. wszystkie lata, kiedy reguła się nie sprawdziła, przypadły na czas wojen.

Znacznie gorszym znakiem były spadki na początku roku. Spośród 23 lat, w które rynek wkroczył spadkami, bessa trwała do końca roku w aż 11 przypadkach.

Powyższa zasada sprawdza się również na naszym rynku. Spośród 10 lat, które zaczęły się od wzrostów, na plusie zamknęło się 8. Przeciętnie WIG rósł wtedy aż o 31,8 proc. Z kolei te lata, które rozpoczęły się od spadków, przyniosły przeciętnie stratę w wysokości 6,3 proc.

Po pierwsze, gospodarka

Jak będzie w tym roku? Pierwszych pięć sesji indeks SP zamknął na niewielkim plusie. Amerykańscy inwestorzy mają więc powody do radości. Gorzej z GPW. U nas WIG20 jest na sporym minusie, ale trzeba pamiętać, że w związku ze świętem Trzech Króli mamy za sobą dopiero cztery sesje. Co myślą o tym analitycy?

— Często takie statystyki sprawdzają się, ale pod warunkiem, że nie ma czarnych chmur nad światową gospodarką. Teraz mamy dużą niepewność, więc to tego typu statystyk podchodziłbym ostrożnie — ocenia Krzysztof Borowski, analityk KBC Securities.

Również inni eksperci uważają, że w obecnej sytuacji statystyki schodzą na drugi plan.

— To tylko statystyki, które traktowałbym z przymrużeniem oka. Trzeba bardziej zerkać na to, co dzieje się w naszej i światowej gospodarce. To będzie kluczowe dla kształtowania się koniunktury — mówi Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Zagranica rządzi

Rynki finansowe żyją problemami finansowymi Irlandii, Portugalii, Hiszpanii, Włoch, a ostatnio także Belgii.

— Nasz rynek dyskontuje reformę w systemie emerytalnym związaną z ograniczeniem środków, jakie trafią do OFE, oraz zapowiedzi podniesienia stóp procentowych. Trend boczny z tendencją do spadków może utrzymać się jeszcze przez kolejne tygodnie. Dopiero od kwietnia spodziewam się powrotu fali wzrostowej, która może potrwać do czerwca — przewiduje Krzysztof Borowski.

Dużo zależy od zagranicy.

— Kluczowy dla dobrej koniunktury w 2011 roku na warszawskiej giełdzie będzie napływ kapitału zagranicznego. Dobre wyniki gospodarcze Polski, zwłaszcza na tle strefy euro, w której oczekuje się wzrostu gospodarczego na poziomie niewiele przekraczającym 1 proc., dają solidne podstawy do optymizmu — uważa Michał Szymański, partner zarządzający MoneyManagers.

Pytanie, czy inwestorzy zagraniczni nie wystraszą się rosnącego długu publicznego i zamieszania wokół OFE.

— Jeśli ci inwestorzy ruszą gremialnie do realizacji zysków, to może pojawić się problem ze stroną popytową. Trzeba bowiem pamiętać, że fundusze emerytalne będą miały ograniczone środki, a w funduszach inwestycyjnych przy mocnej wyprzedaży trudno będzie o popyt — ostrzega Mirosław Saj.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik, Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Reguła pięciu sesji w cieniu gospodarczych turbulencji