Regularne zakupy obniżają ryzyko

Marek Wierciszewski
31-08-2011, 00:00

Sprawdzoną metodą na podwyższoną zmienność i gwałtowne zmiany nastrojów jest systematyczność.

Nawet jeżeli pogorszenie giełdowej koniunktury potrwa, właśnie

teraz może być dobry moment, by zacząć inwestycje na rynku

Sprawdzoną metodą na podwyższoną zmienność i gwałtowne zmiany nastrojów jest systematyczność.

W ostatnich tygodniach sytuacja na rynkach zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po trwających kilka miesięcy dość łagodnych spadkach rynek nie miał najmniejszej ochoty na jakiekolwiek odreagowanie. Zamiast tego runął w przepaść. Korekta rozpoczęła się dopiero wtedy, gdy WIG spadł najniżej od września 2009 r. Zyski wypracowane w ciągu prawie dwóch lat wyparowały w ciągu kilku sesji. Nawet mimo solidnego odreagowania główny indeks warszawskiej giełdy może zamknąć sierpień blisko 13-procentową stratą.

Rynek spada, by rosnąć

Z wyprzedażą o przynajmniej takiej sile mieliśmy do czynienia wcześniej w ostatnich 15 latach czterokrotnie. W niektórych przypadkach indeks szybko odrabiał straty, w innych zajmowało to wiele lat. To sprawia, że w obecnej sytuacji trudno o jednoznaczne prognozy. Gdy w styczniu 2008 r. WIG stracił 14,2 proc., odreagowanie skończyło się niemal tak szybko, jak się zaczęło. Gwałtowna bessa sprawiła, że z 13 następnych miesięcy wzrostem indeksu zakończyły się jedynie trzy, a strat z przeceny odrobić nie udało się do tej pory.

Zupełnie inaczej było w październiku 2008 r., kiedy WIG zamknął miesiąc 24-procentowym spadkiem. Choć inwestorzy stracili w ciągu następnych czterech miesięcy kolejne 25 proc., to jednak późniejsze odreagowanie pozwoliło osiągnąć pułap z początku października już po pół roku zwyżek. Do zakupów opłacało się wykorzystać także krach po kryzysie rosyjskim z sierpnia 1998 r. (-29,6 proc.), jednak ten, kto kupił akcje po 16-procentowym załamaniu z września 1999 r., po początkowych pokaźnych zwyżkach musiał w następnych miesiącach pogodzić się z utratą większości zarobku (patrz infografika).

Wydarzenia z poprzedniej bessy przypomina za to sytuacja za oceanem. Wszystko wskazuje także na to, że czwarty miesiąc z kolei na minusie zakończy indeks SP 500. Ostatnio było tak pomiędzy listopadem 2007 i lutym 2008 r. Jednak nawet wówczas następne trzy miesiące przyniosły zwyżki, a indeks SP 500 odrobił ponad jedną trzecią wcześniejszych strat.

Jak sobie radzić?

W warunkach tak dużych wahań jak ostatnie nawet doświadczeni inwestorzy rzadko potrafią uchronić się przed dotkliwymi stratami. Czy jednak oznacza to, że na okresy zawirowań nie ma mocnych? Otóż nie. Z pomocą przychodzą strategie zwane uśrednianiem oraz dywersyfikacją.

Przeznaczając na zakup akcji i innych aktywów stałe kwoty w regularnych odstępach czasu, możemy korzystać z podwyższonych stóp zwrotu, które oferują one w porównaniu z bezpiecznymi lokatami. Jednocześnie eliminujemy niepotrzebne ryzyko, związane z tym, że papiery kupimy na górce.

Dywersyfikacja z kolei zabezpiecza nas przed tym, że któraś ze spółek, jakich akcje znajdą się w naszym portfelu, popadnie w poważne tarapaty. W przypadku niewypłacalności akcjonariusze są ostatnimi, których roszczenia są pokrywane. Dlatego ceny akcji ze zdwojoną siłą reagują na każdy sygnał świadczący o tym, że sytuacja w spółce może zmierzać w niekorzystnym kierunku.

Aby ograniczyć ryzyko, warto zatem inwestować w papiery wielu przedsiębiorstw, reprezentujących zróżnicowane sektory gospodarki. To jednak nas nie uchroni jeżeli cały rynek pójdzie mocno w dół, tak jak to się stało ostatnio. Dlatego rozważmy możliwie szeroką paletę aktywów —surowce, fundusze nieruchomości, certyfikaty funduszy hedgingowych, złoto, a także obligacje. Wszystkie z nich oferują niejednokrotnie znacznie wyższe zyski od lokat bankowych, a na dodatek ich nieco mniejsza korelacja z rynkiem akcji pozwala choć częściowo uniezależnić się od wahań koniunktury.

Warto także zwrócić uwagę, że po ostatnich spadkach do zakupów akcji mogą zachęcać niższe wyceny niż w okolicach ostatnich szczytów. To prawda, spadek wskaźnika cena/zysk wcale nie musi oznaczać, że ceny akcji będą szły już tylko w górę (tylko w ciągu ostatnich 10 lat wskaźnik cena/zysk dla WIG wahał się w szerokim przedziale od 5,4 do 34,1). Nie do zakwestionowania jest jednak fakt, że niższe wyceny to niższe ryzyko inwestycji w akcje.

Bądź systematyczny

Przyjrzyjmy się zatem, w jaki sposób regularne inwestowanie pozwala pozbyć się zbędnego ryzyka. Co szczególnie istotne, świetnie sprawdza się ono także w czasie bessy. Wskazuje na to prosta symulacja. Gdyby inwestor kupił akcje na początku 2000 r., naraziłby się na ciężki i długotrwały rynek niedźwiedzia. Na dnie kupione przez niego papiery zachowałyby zaledwie połowę wartości ze szczytów hossy. Odrobienie całości strat zajęłoby mu prawie cztery lata.

Tymczasem inwestor, który regularnie odkładałby niewielkie sumy, przeznaczając je na zakup akcji, byłby w dużo lepszej sytuacji. Nawet gdyby swoje inwestycje rozpoczął na samym szczycie, na wyjście na plus po bessie wystarczyłyby mu zaledwie cztery miesiące nowych zwyżek. Nawet na samym dnie jego strata nie przekroczyłaby 30 proc.

Regularne inwestowanie zdałoby egzamin również w czasie ostatniej bessy. Inwestorowi, który kupił akcje na szczycie hossy lat 2001- -2007, do tej pory nie udałoby się odrobić poniesionych strat. Nawet teraz, po dwóch i pół roku przewagi zwyżek, byłby wciąż na 40-proc. minusie. Gdyby jednak odkładał i inwestował systematycznie, wyszedłby na plus już we wrześniu 2009 r., po zaledwie sześciu miesiącach nowej hossy. Obecnie byłby nadal na plusie, mimo ostatniej przeceny.

KOMENTARZ PARTNERA

Po każdej bessie przychodzi hossa

Dziś światem rządzi strach, utrzymująca się od dłuższego czasu niepewność i widmo kolejnej fali kryzysu paraliżuje inwestorów. Wszyscy mają świeżo w pamięci upadek banku Lehman Brothers i kryzys nazwany subprimie. Ale przecież wydarzenie z 2008 r. nie było niczym szczególnie niezwykłym, skala przeceny indeksów w skali globalnej budzi respekt, ale bardziej doświadczeni inwestorzy z pewnością pamiętają lub doświadczali innych, wcześniejszych krachów giełdowych. Patrząc jednak na wykresy indeksów giełdowych (choćby WIG), z perspektywy kilku, kilkunastu lat widać wyraźnie, że pną się one do góry.

Na przestrzeni 20 lat historii warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych z krachami mieliśmy do czynienia już kilkakrotnie. Najpierw giełdowe szaleństwo i "gorączkę papierów wartościowych" przerwał rok 1993, potem jesienią 1997 roku dotarł na nasz rynek "kryzys azjatycki". Inwestorom nie było dane odetchnąć, bo już kolejnej wiosny (1998) doświadczyliśmy "kryzysu rosyjskiego". Ale rynki nie mają pamięci i już dwa lata później mieliśmy szczyt kolejnej hossy, po której rzecz jasna przyszedł krach i kryzys zwany ".com" lub "bańką internetową". Mechanizm powstawania tzw. baniek spekulacyjnych jest znany i wielokrotnie opisywany w literaturze fachowej. Nie jest to zjawisko nowe, weźmy na ten przykład "tulipomanię" — kwiatową bańkę spekulacyjną. W 1623 r. cena pojedynczej cebulki napędzana gorączką chciwości i snobizmem wynosiła nawet 1 tys. guldenów (średni roczny dochód w Niderlandach wynosił wtedy około 150 guldenów). W 1637 r. doszło do załamania rynku. Zapanowała panika, w wyniku której tysiące ludzi stało się bankrutami. Zostały im jedynie tulipany, warte zaledwie ułamek tego, co zapłacili wcześniej.

Skoro skazani jesteśmy na kolejny kryzysy, warto wyciągnąć lekcję z historii i nauczyć się, jak skutecznie radzić sobie z jego skutkami (ograniczać straty):

1Chciwość — czyli kupowanie wyniku historycznego.

To główna przyczyna rozczarowań. Kiedy giełdy biją kolejne rekordy, zainteresowanie inwestorów rośnie, takie momenty powinny być raczej przestrogą niż zachętą do rozpoczynania inwestycji. Warren Buffet pytany o źródło swoich sukcesów inwestycyjnych zwykł mawiać: "Po prostu staramy się być lękliwi, kiedy inni są chciwi, a staramy się być chciwi, kiedy inni są lękliwi."

2Brak dywersyfikacji — czyli nie wszystkie jajka do jednego koszyka.

Można zarabiać na akcjach, ale i na obligacjach. Czasem warto mieć surowce, a czasem lepiej poprzestać na depozycie bankowym. Warto o tym pamiętać.

3Złudzenie szybkich i łatwych zysków.

Wielu inwestorów może skusić wizja szybkiego zarobku na giełdzie. Część z nich traktuje giełdę jako sposób na błyskawiczne pomnożenie majątku. Zamiast liczyć na łut szczęścia, lepiej powierzyć swoje pieniądze specjalistom, na przykład zarządzającym funduszami inwestycyjnymi.

4Każdy plan jest lepszy niż jego brak.

Warto być konsekwentnym i trzymać się założeń inwestycyjnych. Jeśli zrealizowaliśmy swój plan, warto zacząć myśleć o ograniczaniu ryzyka.

Po każdej bessie przychodzi hossa. Warto być cierpliwym, systematycznym i nie ulegać emocjom — to wszystko może nam pomóc w korzystnym inwestowaniu na rynkach akcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Regularne zakupy obniżają ryzyko