Regulator przytnie energetykom mniej

Agnieszka Berger
opublikowano: 15-01-2008, 00:00

URE nie zamierza aż tak mocno ciąć cenowych żądań spółek. 10-procentowa granica podwyżek dotyczy klientów, a nie samej energii.

URE nie zamierza aż tak mocno ciąć cenowych żądań spółek. 10-procentowa granica podwyżek dotyczy klientów, a nie samej energii.

Urząd Regulacji Energetyki (URE) nie zamierza ograniczać apetytów spółek handlujących energią tak drastycznie, jak można by się spodziewać na podstawie ostatnich wypowiedzi jego przedstawicieli dla telewizji TVN CNBC.

— Mówiąc o 10-procentowej granicy wzrostu cen, miałem na myśli podwyżkę rachunków dla klientów, a nie samych stawek za energię elektryczną — wyjaśnia Tomasz Kowalak, dyrektor demartamentu taryf w URE.

Ubiegłotygodniowe sygnały zelektryzowały spółki, które we wnioskach taryfowych wystąpiły do regulatora o podwyżkę cen energii przeciętnie o 20 proc. Wygląda na to, że nie muszą się obawiać aż tak mocnych cięć, choć i tak ich oczekiwania są powyżej ograniczeń nałożonych przez URE.

— Taryfy wciąż nie spełniają naszych wymagań i nie nadają się do zatwierdzenia. Odeślemy je spółkom do poprawki w tym tygodniu — zapowiada Tomasz Kowalak.

Płać i płacz

Tymczasem firmy obrotu, poza dwiema prywatnymi, Va-ttenfallem i RWE Stoen, które nie poddały się żądaniom URE i od stycznia wprowadziły podwyżki, sprzedają ją klientom detalicznym wciąż po ubiegłorocznych stawkach. I tracą niemało. Polska Grupa Energetyczna, największy krajowy podmiot w branży, szacuje, że każdy dzień opóźnienia kosztuje ją 0,5 mln zł. Sytuację pogarsza to, że energia już pod koniec roku podrożała na giełdzie do blisko 150 zł za MWh, a w styczniu (pomijając chwilowy skok powyżej 300 zł), osiąga cenę 200-250 zł. Do kalkulacji ubiegłorocznych taryf URE przyjęło cenę referencyjną na poziomie 129 zł. Na ten rok spółki kontraktowały ją już znacznie drożej. Największe kłopoty mają jednak te, które przed końcem roku nie zamknęły portfeli zakupów. Przy obecnym poziomie cen giełdowych będą musiały zapłacić za brakującą energię znacznie więcej, niż mają szansę odzyskać w taryfach.

Nic za darmo

Kto za to zapłaci? Zdaniem Grzegorza Lota, dyrektora ds. sprzedaży Vattenfall Sales Poland, są tylko dwie możliwości: albo stracą spółki obrotu, albo dołoży przemysł, który kupuje energię po nieregulowanych cenach.

— To bardzo niekorzystne. Znowu możemy doprowadzić do subsydiowania jednych grup odbiorców przez inne. A każdego złotego w cenie energii dla przedsiębiorstw i tak będzie musiał zapłacić klient końcowy, kupując ich produkty — komentuje Grzegorz Lot.

Jego zdaniem, jedynym skutecznym rozwiązaniem byłby powrót do listopadowej decyzji URE, zwalniającej spółki obrotu z obowiązków taryfowych. Przedstawiciel Vattenfalla podkreśla, że nie da się pogodzić regulowania rynku na poziomie klientów finalnych z wolnym handlem hurtowym. To musi prowadzić do katastrofy na wzór kryzysu kalifornijskiego.

198,89

zł/MWh Taka była dziś średnia cena na rynku dnia następnego Towarowej Giełdy Energii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu