Rejestracja leków, czyli problem w pigułce

Adam Sofuł
opublikowano: 26-10-2006, 00:00

Kolejne rządy deklarowały wsparcie dla polskiego przemysłu farmaceutycznego. Łączyły firmy w holdingi, które dzięki ograniczeniu kosztów miały oferować rodzime leki jeszcze taniej niż dotychczas. Przy konstruowaniu tych skomplikowanych scenariuszy korporacyjnych zapomniały jednak, że firmy zarabiają, gdy sprzedają leki. Istnieje tymczasem zagrożenie, że niedługo nie będą mogły sprzedawać.

Do końca 2008 r. wszystkie produkowane w Polsce lekarstwa mają być zarejestrowane według wymogów unijnych. To nieco mniej skomplikowana procedura niż rejestracja nowego leku, ale i tak wystarczająco zawiła, by Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych (URPL) zatkał się kilkoma tysiącami wniosków. I właśnie się zatyka. Ten zator może spowodować, że z rynku zniknie nawet tysiąc specyfików. Zapłacą za to pacjenci, bo krajowe leki są kilkukrotnie tańsze niż ich zagraniczne odpowiedniki. Zapłaci też budżet państwa, bo firmy nie mogąc sprzedawać znacznej części swoich leków, będą odprowadzać mniejsze podatki.

Problem rejestracji nie jest nowy — wiadomo o nim od ponad dwóch lat. Niewiele w tym czasie zrobiono, by się z tym problemem zmierzyć. Nic nie wskazuje też, by w najbliższych miesiącach czekał nas jakiś przełom w tej sprawie. Prawdopodobnie za kilka miesięcy do rządu dotrze powaga sytuacji, wysupła np. z rezerwy budżetowej dodatkowe środki na URLP i po pełnym dramatyzmu wyścigu z czasem ogłosi swój większy lub mniejszy sukces. I będzie to rozwiązanie kolejnego kryzysu, którego mogłoby nie być. Tylko jakim sukcesem można by się wtedy pochwalić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Rejestracja leków, czyli problem w pigułce