Rekrutacja jest niczym gra w ruletkę

Stefan Kowalski
09-10-2006, 00:00

Osoby szukające pracy myślą, że ich sytuacja jest trudna, bo muszą odpowiedzieć na wiele ofert, nie wszystkie podania spotykają się z odzewem, a napisanie listu motywacyjnego to właściwie gra w „zgadnę — nie zgadnę, co się spodoba rekrutującemu”.

Tymczasem niewielu rekrutujących skarży się, jak trudne zadania przed nimi stoją. Na podstawie dwóch kartek papieru i krótkiej rozmowy decydują, kogo przyjąć. Jednak ludzi zatrudniać trzeba. Musi więc istnieć jakaś metoda (a może nawet więcej niż jedna) na udaną selekcję kandydatów.

Nie wierzę w przydatność referencji i rekomendacji. Nie mogą one dostarczyć prawdziwych informacji. Jeśli osobę do kontaktów poleci kandydat, to otrzymamy peany. Jeśli sami zdobędziemy namiary na byłych szefów lub współpracowników, to jedno z dwojga — albo (w razie występowania sympatii) otrzymamy opinie o wspaniałym koledze i wybitnym specjaliście, albo też (przy braku sympatii, z powodów przeróżnych, na przykład: pił z mojego kubeczka, nie oddał zszywacza) ten sam kandydat będzie malkontentem, mrukiem i niedouczonym ignorantem.

Na drugim biegunie stawiam metodę Assessment Center. To badanie kandydata bardzo dogłębne i odpowiadające na pytania o predyspozycje, cechy charakteru, a nawet o jego możliwości. Jest to niestety metoda droga, bo wymagająca pracy zespołu ekspertów.

Kto nie zdecyduje się na to rozwiązanie, pozostaje mu rekrutacja we własnym zakresie lub zlecenie jej firmie zewnętrznej. Mam tu dwa przemyślenia. Pierwsze — nie warto skracać rekrutacji do selekcji życiorysów i jednej rozmowy kwalifikacyjnej. Drugie (chyba ważniejsze) — niech pierwsze rozmowy prowadzi ktoś, kto już to robił.

Często uważa się, że rozmowę powinien odbyć przyszły zwierzchnik kandydata, bo zna specyfikę stanowiska. To prawda, ale „papier zniesie wszystko, więc nie ufaj cv”. Doświadczony rekrutujący zauważy drobne przekłamania lub nieścisłości. Na przykład układanie puzzli dla relaksu nie powinno nikogo niepokoić, jednak kandydat na przewodnika wycieczek, który gra w szachy, jest filatelistą i nie ma dokonań sportowo-towarzyskich, może się okazać „niewprawny” w kontaktach międzyludzkich.

Marną, ale jednak pociechą może być to, że nie ma jak zweryfikować, czy ktoś, kogo odrzuciliśmy na etapie rekrutacji, nie byłby lepszy. Możemy tylko stwierdzić, jak dobry jest ten wybrany.

Stefan Kowalski

konsultant HR w FPA Group, firmie świadczącej usługi outsourcingowe w zakresie kadr, płac oraz księgowości

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stefan Kowalski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Rekrutacja jest niczym gra w ruletkę