Remisowa sesja na GPW z surowcową hossą w tle

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 19-02-2008, 18:11

Dzisiejsza sesja musiała chyba rozczarować warszawskich inwestorów. Nie uszczupliła im co prawda portfeli, ale też nic nie zyskali, w odróżnieniu np. od inwestorów zza Odry, a jej chaotyczny przebieg z  pewnością mocno utrudniał realizację strategii inwestycyjnych.

Bez wskazówki w postaci wyniku sesji w USA, gdzie wczoraj giełdy nie pracowały, europejskie rynki były zdane na własną inwencję. Chociaż dyskontowano spodziewaną zwyżkę amerykańskich indeksów po wczorajszej wzrostowej sesji w Europie, prognozy dotyczące wielkości tej zwyżki ciągle się zmieniały, co skutkowało sporą zmiennością indeksów. Rano humory popsuły informacje z Credit Suisse i Barclays o kolejnych odpisach na nietrafione inwestycje w papiery hipoteczne. Rosły za to spółki surowcowe dzięki wznowionej hossie na rynkach towarowych.

W Warszawie po neutralnym otwarciu przeważył pesymizm i już wkrótce indeksy zostały dość mocno przecenione. Wig20 przebił poziom 3100 pkt. i tracił już blisko 2 proc. Na szczęście skończyło się na strachu. Poranny dołek okazał się minimum dnia, gdyż tymczasem zakończyła się analogiczna korekta na rynkach zagranicznych w reakcji na poprawę notowań amerykańskich kontraktów terminowych.

Indeksy GPW rozpoczęły męczącą wspinaczkę, która doprowadziła je ostatecznie tuż nad poziom wczorajszego zamknięcia. Niewielkie zaangażowanie inwestorów i związana z tym słabość popytu nie pozwoliły na dalszą zwyżkę. Nawet początkowy pokaźny wzrost indeksów za oceanem nie był w stanie zmienić tego stanu rzeczy. Niewielkie, wynoszące 1,4 mld. zł obroty dobitnie świadczyły o pasywności warszawskich graczy. Z marazmu nie wyrwały rynku nawet lepsze od prognoz dane o wzroście produkcji przemysłowej w Polsce.

Ostatecznie wszystkie indeksy GPW zakończyły dzień minimalną stratą, choć równie dobrze mógłby to być niewielki zysk. Blue chipy zdominował KGHM, zyskujący 1,3 proc. dzięki dużemu wzrostowi notowań miedzi, które pokonały barierę 8 tys. USD/t. Sekundowały mu też Pekao, TPSA i PKO BP. Mimo dobrej postawy najcięższych spółek zabrakło dziesiętnej części procenta, by Wig20 zaświecił na zielono.  Sporo natomiast straciły Bioton i Agora. Prawdziwą perlą okazał się debiutujący na rynku Optopol. Na otwarciu notowań akcje debiutanta dały aż 45 proc. zysku. Ta jaskółka może zapowiadać przełamanie impasu ofert pierwotnych na GPW.

Dzisiaj  rynki akcji znalazły się w cieniu giełd towarowych gdzie wezbrała kolejna fala surowcowej hossy. W konsekwencji na pierwsze miejsce listy problemów inwestorów giełdowych ma szansę wysunąć się ignorowana ostatnio inflacja. Już w nocy rynki zelektryzowała informacja o kolejnym wzroście inflacji w Chinach do najwyższego od 11 lat poziomu 7,1 proc. Natychmiast wzrosły oczekiwania na podwyżkę ceny kredytu przez Bank Chin, a chińska waluta umocniła się do rekordowego poziomu względem dolara. Dotychczasowe próby zbicia inflacji w Państwie Środka okazały się bezskuteczne. Cena pieniądza nie nadąża tam za inflacją¸ gdyż władze monetarne boją się zadławienia koniunktury. Wolą brnąć w kontrolę cen i subsydiowanie szybko drożejącej żywności, co jest receptą na inflacyjny krach, gdyż taka polityka nie stłumi żarłocznego popytu. Podobnie dzieje się w innych krajach Dalekiego Wschodu, takich jak Filipiny czy Indonezja.

Wieści z Chin dały surowcowym bykom sygnał do szturmu. Gwałtownie podrożało złoto, platyna i ropa, zyskiwały też metale przemysłowe. Najgorszy jednak dla rynku akcji jest wzrost rentowności amerykańskich papierów skarbowych, szczególnie długoterminowych. Utrudni to, jeśli nie uniemożliwi sprawdzenie przez Fed stóp rynkowych do pożądanego poziomu, co pomogłoby zadłużonym po uszy Amerykanom. Jeśli te tendencje się utrzymają, amerykańskiej gospodarce zagrozi scenariusz znacznie mniej różowy od obecnie obowiązującego. Rosnące ceny towarów importowanych z Azji przełożą się na wzrost inflacji w USA, która może niebezpiecznie podążyć w kierunku 5 proc. Jeśli Fed zostanie złapany przez rynek na spalonym, trzymanie akcji w portfelu będzie co najmniej nieroztropne. Rosnąca rynkowa cena pieniądza uderzy bowiem rykoszetem w wyceny akcji.
Jutro poznamy dane o styczniowej inflacji w USA, ale oczywiście będzie to odczyt nieco już zdezaktualizowany.

Wzrost globalnej presji inflacyjnej jest faktem. Część banków centralnych udaje, że problemu nie ma. Za długo widocznie trwał bezinflacyjny wzrost gospodarczy, by sternicy polityki monetarnej porzucili szybko bezpieczną i wygodną rutynę. Jednak polityka monetarna USA z ostatnich lat przynosi żniwo. Coraz droższe.


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane