Republika podaje dłoń monarchii

Jacek Zalewski
opublikowano: 19-04-2010, 00:00

Pierwszy raz od lat osiemdziesiątych XX wieku Polska znowu miała swoje pięć minut w wymiarze globalnym. A dokładniej — miała mieć. Lista obecności głów państw i szefów rządów na pogrzebie Lecha i Marii Kaczyńskich w Krakowie zapowiadała się imponująco, ale radykalnie stopniała ze względu na wulkaniczny paraliż ruchu lotniczego. Zapożyczając symbolikę od narodowego wieszcza — popiół przysypał diament.

Nie łudźmy się jednak, że gdyby wszyscy zapowiedziani dotarli, to Polska skokowo awansowałaby do światowej ekstraklasy. Międzynarodową klasę polityczną zwyczajnie, po ludzku zaszokowała wyjątkowość katastrofy pod Smoleńskiem. 96 polskich śmierci trudno porównywać z setkami tysięcy ofiar tsunami czy trzęsień ziemi, ale tym razem królowie, prezydenci i premierzy poczuli zimno na własnych plecach. Przecież sami również latają maszynami sił zbrojnych swoich państw i podobne nieszczęście statystycznie mogło trafić również ich.

Sobotnia, warszawska uroczystość zbiorowego pożegnania ofiar katastrofy Tupolewa potwierdziła banalną prawdę, iż wobec śmierci wszyscy są równi stanem. A przynajmniej wszyscy lecący samolotem, bo, powiedzmy, w tragediach morskich bywają równiejsi, czego najbardziej spektakularny przykład dał dramat Titanica. Mozaika 96 ustawionych alfabetycznie zdjęć symbolizowała wyrwany kawałek Polski. Ale nawet przy tak podniosłej okazji urzędnicza machina wykazała swą bezmyślność — przy czytaniu listy ofiar tylko generałowie wyróżnieni zostali podawaniem ich odznaczeń, chociaż wielu cywili miało wyższe.

W atmosferze narodowego skupienia przycichł spór o pochówek pary prezydenckiej na Wawelu, ale wkrótce odżyje i im dalej od żałoby, tym będzie głośniejszy. Abstrahując bowiem od ocen i zasług, z punktu widzenia teorii państwa jest niepojęte, czemu wybierany demokratycznie prezydent spoczął nie w naszej stolicy republikańskiej, czyli Warszawie, lecz w królewskiej, czyli Krakowie. To wyrastające z jednego pnia, ale przecież różne gałęzie polskiej państwowości. I właśnie dlatego miejscem spoczynku prezydentów II Rzeczypospolitej, Gabriela Narutowicza i Ignacego Mościckiego, a także premiera Ignacego Paderewskiego, jest katedra warszawska, a nie krakowska! Wyjątek uczyniony w roku 1935 dla Józefa Piłsudskiego wynikał z powszechnego uznania marszałka za zwycięskiego wodza i wskrzesiciela niepodległości.

Uświęconą przez wieki tradycją Wawelu królewskiego było organizowanie pochówku władcy przez jego następcę. Dzisiaj trudno wróżyć, czy przewodniczenie pogrzebowi Lecha Kaczyńskiego akurat przez ubiegającego się o prezydenturę Bronisława Komorowskiego buduje nową tradycję Wawelu republikańskiego. Już za kilkadziesiąt godzin startuje przyspieszona kampania wyborcza. Oby nikt, z żadnej strony i w żadnym kontekście, nie śmiał grać w niej sarkofagiem prezydenta RP złożonego między monarchami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy