Requiem dla cesarza

Dariusz Karolak
opublikowano: 16-09-2002, 00:00

Chciałoby się powiedzieć ciszej nad tą trumną, ale obok tego, co w Elektrimie się od pewnego czasu dzieje, nie sposób przejść obojętnie. W postępowaniu ostatniego zarządu szokujące jest to, że w wywiadach słowo wierzyciel zostało odmienione przez wszystkie liczby i przypadki, a słowo akcjonariusz padało z rzadka. Zarząd nie bronił wartości dla akcjonariuszy, tylko interesów wierzycieli, chociaż za pracę o wątpliwych efektach zapłacą mu przecież akcjonariusze.

Skoro w konkursie na polski Enron mamy już zwycięzcę, to czy tak, jak w USA, winni zostaną ukarani? Czy powołana zostanie na wzór Komisji Senackiej Komisja Sejmowa, która za cel postawi sobie zbadać, czy, w którym momencie i kto dokonał nadużyć na ogromną skalę. Powstać powinna, bo w aktywach Elektrimu znajdują się przynajmniej dwa ważne, z punktu widzenia interesów polskiej gospodarki, czy nawet polskiej racji stanu, podmioty o strategicznym znaczeniu i o dużej wartości. Dlatego, że cenne aktywa mogą szybko i w sposób niekontrolowany trafić w niepowołane ręce. Żeby przełamać narastającą patologię w publicznym obrocie i bezczynność KPWiG, zbyt często przymykającą oko, kiedy reguły giełdowej gry są naginane pod własne potrzeby dużych inwestorów. By giełda mogła w końcu stać się miejscem akumulacji kapitału, a nie szulernią, z której zwycięsko wychodzą zawsze lepiej poinformowani. Już teraz w różnych podsumowaniach zarzuca się nam, że przez 13 lat transformacji nie udało się nam zbudować liczącego się rynku kapitałowego. A jak można go budować, jeżeli poza jednostkowymi przypadkami większość inwestycji kończy się znaczną utratą kapitału. Nie zawsze z powodu ryzyka rynkowego, często z powodu niekompetencji czy wręcz świadomego działania na szkodę spółki i akcjonariuszy.

Jak mógł powstać rynek, jeżeli losami spółki nie interesują się politycy, podczas kiedy Kanclerz Schroeder reaguje błyskawicznie i stanowczo na odcięcie finansowania MobilCom przez FT i zleca ministrowi gospodarki znalezienie niezbędnych środków, żeby zachować kilka tysięcy miejsc pracy. U nas poza dziennikarzami i inwestorami, głosującymi swoimi akcjami nikt nie reaguje. Wraz z upadkiem Elektrimu zniknie mniej cenny niż kiedyś, ale wciąż niosący ze sobą dużą wartość, rozpoznawalny znak towarowy

W ostatnim roku ogromny wpływ na to, jak potoczyły się losy Elektrimu, miał BRE i jego sojusznicy. Sam pomysł był znakomity. Zabrakło na starcie tylko jednego drobnego elementu, deklaracji dla drobnych akcjonariuszy, że na przeprowadzeniu spółki przez życiowy zakręt zarobią wszyscy, a nie wybrani i wtajemniczeni. Gdyby taka deklaracja z ust prezesa Kostrzewy padła, śmiem twierdzić, że nowa emisja doszłaby do skutku, a jednocyfrowe notowania Elektrimu przez długi czas wspominane byłyby jako życiowa okazja przez tych co się na nią załapali. Sam bank też lepiej by na tym wyszedł. Zamiast tego mamy co mamy. Ktoś powiedział, że największym zagrożeniem dla polskich spółek publicznych są ich zarządy. Obserwując wydarzenia ostatnich miesięcy nie sposób nie przyznać mu racji. Świeżego przykładu dostarczył Mostostal Gdańsk. W ciągu dwóch tygodni kurs stracił ponad 50 proc. zanim sytuację spółki skomentował przedstawiciel zarządu. W imieniu akcjonariuszy gorąco dziękuję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Karolak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu