Restauracyjnym szlakiem: Wybraniec z „Mountain Menu”

Los rzucił nas w zimie do hotelu Marriot. Tego na Okęciu, tuż przy lotnisku. Zainteresowała nas tam natychmiast Brasserie Restaurant.

Łapczywie przepatrzyliśmy menu. W sumie „standardy jazzowe”. Ale była także (jako atrakcja) wkładka. Menu Górskie (Mountain Menu).  Wypatrzyliśmy „grilowane (pisownia oryginalna) warzywa z karmelizowaną cebulą”. Z Podhalem nam się to wszystko razem  mało kojarzyło. Rozważaliśmy poważnie kwaśnicę – 24 zł. Jakoś odpadła. Ostatecznie wybraliśmy „pieczeń jagnięcą w naturalnym sosie z podsmażanymi ziemniakami i grilowanymi  warzywami”. 60 zł „only”. Kuszono nas tam dodatkowo kieliszkiem śliwowicy automatycznie wliczanym w cenę.
Wrażenia? Trzeba przyznać, że obsługa była bez zarzutu. Talerze też poprawnie podgrzano. Dużo gorzej było z samym daniem. Smakowo? W sumie obfita, ale bezbarwna  „sztuka mięs”. Ze skromną ilością sosu (gdzieś w dole talerza).
Poprosiliśmy o dolewkę. Bardzo szybko ją przyniesiono, niestety niewiele to pomogło naszej koleżance. Zwłaszcza, że z kieliszkiem super mocnej śliwowicy smak „pieczeni” był to już autentyczny dramat. Ktoś tam musiał długo dumać nad tym jak to „górskie danie” można ostatecznie pogrążyć smakowo.
W tych mało przyjemnych okolicznościach przyrody szybko zaczęliśmy szukać ratunku w winie. Wypatrzyliśmy w karcie argentyńczyka. Bodega Norton Reserva 2006, Malbec z Mendozy (22 PLN kieliszek). Pieczeń bardzo szybko nabrała smakowych rumieńców. Zrobiło się troszeczkę przyjemniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Restauracyjnym szlakiem: Wybraniec z „Mountain Menu”