Robert Gwiazdowski – święty, ale omylny

Ewa Bednarz, Karol Jedliński
opublikowano: 23-09-2011, 00:00

„PB” i pb.pl prezentują dziesiątkę najbardziej znanych ekonomistów. Dziś odcinek numer dwa

Od tonu kazań kategorycznie stara się uciekać Robert Gwiazdowski. Dlatego podobno na pamięć zna modlitwę św. Tomasza z Akwinu. A tam stoi: „Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać”. Pozostaje tylko modlitwa, skoro sam zainteresowany przyznaje, że ma chorobę lokomocyjną, więc nawet upić się nie może porządnie, bo zanim wysiądzie mu głowa, wcześniej wysiada żołądek. W trosce o zdrowie nie może więc zajmować się polityką, bo miałby cały dzień nudności... A jednak, mimo że abstynenci zaufania nie budzą, o takich ludziach jak dr Gwiazdowski mówi się zwykle: ma łeb jak sklep. A przy tym to typ umiejący korzystać z szerokiego asortymentu. Dyskutować z nim na argumenty to jak na pokonferencyjnym kacu ścigać się z Grzegorzem Kołodką po bezdrożach Sądecczyzny. Zadeklarowany liberał, eksczłonek Unii Polityki Realnej, spec z Centrum im. Adama Smitha, drażni wielu swoimi bezkompromisowymi poglądami. Ale przynajmniej co do jednej, z jego znanych konkluzji, zgadzają się niemal wszyscy. Kilka lat temu wypalił, komentując wysokość obciążeń fiskalnych: „Chłop pańszczyźniany pracował dla pana feudalnego na początku XVI wieku 52 dni w roku, a później 104 dni. I to był feudalny wyzysk. My na początku XXI wieku pracujemy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 164 dni. I to jest sprawiedliwość społeczna”. O sprawiedliwość będzie więc walczył, bo najwyraźniej ogląda wiele filmów sensacyjnych. Niepokoi go tylko, że w niektórych„pozytywny” bohater stara się czegoś dowiedzieć o siłach „zła”, a na ekranie komputera pojawia się napis: „access denied” — „dostęp zastrzeżony”. Jakoś dziwnie filmowe refleksje kojarzą mu się z polityką. Na swoim blogu zaniepokoił się, że to „Pan Premier Tusk jest radykalnym rzecznikiem swobody dostępu do informacji i wolności”. Przyczyn dociekać nie będziemy, ale jedno jest pewne, że coś zostało wyrwane z kontekstu. Może też i pamięć lekko doktorowi szwankuje, skoro komentując postępowanie Warrena Buffetta, który apelował do amerykańskiego Kongresu, żeby podwyższono mu podatki, dziwił się, że na apel odpowiedział jak na razie tylko „Pan prezydent Obawma”. Staramy się śledzić również wydarzenia polityczne, ale takiego prezydenta nie znamy. Może za mało czytamy św. Tomasza z Akwinu. Nie podzielamy też krytykowania dla krytykowania, a ostatnio dla świętego — omylnego wszystko jest nie takie: w Ameryce są sami wariaci, kapitaliści są źli, bo wolą się zajmować nowymi technologiami, zamiast produkować majtki i koszulki, a Chińczycy też są winni, bo na produkcji taniej odzieży zbudowali imperium. Oberwało się również inwestorom, bo „na giełdach grają spekulanci i panikarze. Spekulanci zarabiają na zmienności — więc tę zmienność starają się wywoływać wykorzystując do tego coraz głośniejszy szum informacyjny. A im więcej panikarzy, tym łatwiej spekulantom wywoływać zmienność.” I koło złych się zamyka. Zwłaszcza że i tak wszystkiemu winna jest Platforma Obywatelska. Tylko co św. Tomasza z Akwinu powiedziałby na taką zajadłość? Nieco uspokaja nas fakt, że wszystko to Robert Gwiazdowski pisał już po powrocie z Forum Ekonomicznego w Krynicy, na którym jak sam przyznaje, „ćwiczy się” bardziej wątrobę niż pióro. Może jednak nie chce uchodzić za abstynenta, żeby jego światłe myśli okazały się bardziej wiarygodne? Widać pierwszy cytat ze św. Tomasza, „Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji”, został zapomniany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz, Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy