Rodzimy rynek kredytów hipotecznych przyhamował

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 19-08-2011, 00:00

Lekcja kryzysu nie poszła w las. Klientów nie rusza ani perspektywa braku "Rodziny na swoim", ani rekomendacja S.

W I półroczu banki wyrobiły niespełna połowę normy z 2010 r. Ludzie rozważniej pożyczają

Lekcja kryzysu nie poszła w las. Klientów nie rusza ani perspektywa braku "Rodziny na swoim", ani rekomendacja S.

Po I półroczu 2011 r. wciąż nie mamy pewności, czy cały rok będzie lepszy na rynku kredytów hipotecznych niż w 2010 r. Dotarliśmy do danych Związku Banków Polskich, z których wynika, że od stycznia do czerwca banki pożyczyły na sfinansowanie kupna, budowę nieruchomości 23,9 mld zł. To 49 proc. ubiegłorocznej sprzedaży, która wyniosła 48,6 mld zł. Po słabym I kwartale wydawało się, że szanse na osiągnięcie nie tylko dużych, ale w ogóle dodatnich dynamik mogą być małe. Bardzo dobry marzec sugerował, że tak źle nie będzie, tym bardziej że sprzedaż ruszyła w kolejnych miesiącach. Wyniki za czerwiec nie napawają jednak optymizmem. Zwyczajowo był to jeden z lepszych miesięcy sprzedażowych w roku. Nie w tym roku.

— Właściwie nie wiemy, dlaczego tak się stało. Czerwiec zawsze był mocny. Zakładamy, że rynek reaguje na to, co dzieje się w światowej gospodarce — mówi Wojciech Widenka, szef wydziału zarządzania hipotekami w ING Banku Śląskim.

Bankowcy uważają, że w drugiej połowie roku będzie lepiej. Zawsze tak było. Nikt jednak nie spodziewa się szaleństwa na rynku, i to mimo że niedługo bardzo mocno zostanie ograniczony zasięg programu dopłat do kredytów mieszkaniowych "Rodzina na swoim", a od początku przyszłego roku w całej krasie zacznie obowiązywać rekomendacja S, która bardzo mocno zaostrzy kryteria zadłużania się na kupno nieruchomości. Dla wielu klientów najbliższe miesiące mogą być ostatnią szansą na zaciągnięcie większego kredytu. Dominik Skrzycki z BRE Banku szacuje, że rekomendacja ograniczy rynek kredytów hipotecznych nawet od kilku do kilkunastu procent. Mimo to runu na bankowe oddziały nie ma.

— Ludzie są znacznie ostrożniejsi niż kiedyś. Myślą o długoterminowej zdolności do spłaty nie tylko w walucie, ale kredytu mieszkaniowego w ogóle — mówi Agnieszka Nachyła, dyrektor departamentu marketingu bankowości hipotecznej Kredyt Banku.

Jesienne kampanie

Po wakacjach popyt powinien jednak przyspieszyć, bo też zadbają o to same banki. Kampanię marketingową przygotowuje Kredyt Bank, który od początku roku powoli odbudowuje pozycję na tym rynku. Jeszcze w czerwcu 2010 r. sprzedał on ponad 400 mln zł kredytów, w styczniu tylko 53 mln zł. Miesiąc późnej jeszcze mniej — 36 mln zł. II kwartał był już znacznie lepszy. W maju sprzedaż wzrosła do prawie 100 mln zł, a w czerwcu wyniosła 130 mln zł.

Również na jesień mocne wejście zapowiada PKO BP, który ma też co nadrabiać. W ubiegłych latach miesiąc w miesiąc pompował on w rynek ponad 1 mld zł kredytów i w 2009 r. przypadała na niego prawie połowa sprzedaży. W tym roku tylko w marcu pożyczył 1 mld zł. W II kwartale sprzedaż oscylowała wokół 800 mln zł miesięcznie, a udziały w rynku w czerwcu skurczyły się do 23 proc. (na koniec 2010 r. wynosiły 27 proc.)

— W ostatnich miesiącach koncentrowaliśmy się głównie na wyniku, a nie na wolumenie, ale jesienią mamy zamiar znowu mocno zaznaczyć naszą obecność na rynku — mówi Mariusz Dymowski, zastępca dyrektora departamentu klienta rynku mieszkaniowego PKO BP.

Na razie coraz bardziej widoczny jest na nim imiennik — Pekao. Jeśli utrzyma tempo sprzedaży, to jeszcze w tym roku może wyprzedzić Getin Noble, który wyraźnie dostał zadyszki. Wicelider stawki jako jedyny odnotował minimalny, ale jednak spadek sprzedaży. Getin szczególnie słaby miał czerwiec, kiedy sprzedaż spadła grubo poniżej 600 mln zł. Zupełnie inaczej było w Nordei, dla której był to rekordowy miesiąc, bodaj najlepszy w historii. Bank udzielił prawie 400 mln zł kredytów, dzięki czemu w całym II kwartale "zrobił" 1 mld zł.

Jeszcze szybciej sprzedaż rosła w BRE Banku, wracającym do rozgrywki na tym rynku po długiej pokryzysowej rekonwalescencji. Zapracował na nią głównie MultiBank, który sprzedaje dwa razy więcej kredytów niż mBank. Największą dynamikę odnotował BZ WBK, sprzedając w kwartale ponad 0,5 mln zł kredytów.

Presja na marże

Po jesiennych kampaniach banków raczej nie należy spodziewać się spadków cen, bo już teraz, jak twierdzą bankowcy, są one niskie. Niektórzy uważają, że schodzą nawet poniżej granicy opłacalności. Za taki poziom uważa się marże niższą niż 1 proc., choć kalkulacja opłacalności zależy oczywiście od sposobu finansowania banku. Według naszych ustaleń dokładnie tyle wynosi ona — w przypadku kredytów złotowych —w dwóch z jedenastu największych kredytodawców w kraju. Dominik Skrzycki uważa, że konkurencja na rynku hipotecznym jeszcze się umocni. Walka o klienta będzie najbardziej widoczna na polu kredytów złotowych. Uważa, że ktoś może spróbować zejść z marżą, żeby odbić to sobie na innych produktach.

— Cross sell nie daje dużych zwrotów, w każdy razie nie tak dużych, żeby zrekompensować spadek wpływów z marży. Pytanie poza tym, ile można dodatkowych produktów sprzedać klientowi — mówi Wojciech Widenka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy