Rodzinny interes: lewi akwizytorzy

Dawid Tokarz
29-11-2002, 00:00

Wrolach głównych wystąpią: zdeterminowane wielkie firmy Sanitec Koło i Spedpol, Czesław K., były już szef spedycji i gospodarki magazynowej kolskiej firmy oraz prokurator Dariusz Kwiatkowski. W tej historii przedsiębiorcy od przeszło półtora roku konsekwentnie uważają, że dawny pracownik stworzył mechanizm, który naraził ich na straty i nadszarpnął ich dobre imię. Obwiniany się nie poczuwa, prokurator — umarza.

Sprawa jest nietypowa. Dlaczego? Korupcja jest zwykle trudna do udowodnienia. Jeśli nawet przyzna się łapówkarz albo petent, a drugi uczestnik transakcji zaprzeczy, to niezmiernie trudno udowodnić winę: prawda przeciw prawdzie, domniemanie niewinności, możliwość pomówienia itd. Chyba że istnieje niezbity dowód nieuczciwej płatności — w postaci na przykład nagrania wideo.

Tym razem jednak i władze Sanitecu Koło (producenta wyposażenia łazienek), i Spedpolu (spedycja i logistyka) jednoznacznie mówią o nienależnych korzyściach majątkowych, jakie czerpano w obrocie pomiędzy nimi. Ludzie odpowiedzialni za ten proceder dyscyplinarnie zostali zwolnieni z pracy w tych spółkach, a były pracownik Spedpolu opowiedział ze szczegółami o fikcyjnej akwizycji zbędnych pośredników — osób bliskich Czesławowi K. Prokuratura od półtora roku nie przedstawiła nikomu zarzutów. Cały czas twierdzi, że „brak jest danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa”. Czy rzeczywiście?

Niebawem Ośrodek Zamiejscowy w Koninie Prokuratury Okręgowej w Poznaniu już po raz trzeci rozpatrzy zażalenie Sanitecu Koło na decyzję kolskiej prokuratury rejonowej o umorzeniu śledztwa w sprawie domniemanej korupcji.

Na początku 2001 r. do władz Sanitecu Koło — polskiego potentata w produkcji wyposażania łazienek — dotarły wieści, że jej pracownik Czesław K. — szef spedycji i gospodarki magazynowej, wykorzystuje stanowisko, by sobie dorobić na boku. Ujawniony mechanizm był prosty: żonie, jej siostrzenicy i przyjacielowi Czesława K. warszawski Spedpol — w zamian za wyłączność w obsłudze spedycyjnej zakładu w Kole — płacił 2 proc. prowizji. Od sześciu lat! Wspomniani krewni i znajomi królika działali jak pośrednicy — akwizytorzy firmy spedycyjnej. Pobierali pieniądze (w sumie blisko 214 tys. zł) — przyznają i w Spedpolu, i w kolskim Sanitecu — za usługi, których w rzeczywistości nie wykonywali.

— Te informacje potwierdziła kontrola wewnętrzna oraz Spedpol. Pana K. zwolniliśmy dyscyplinarnie z pracy i zawiadomiliśmy prokuraturę o domniemaniu popełnienia przestępstwa — mówi Marek Kukuryka, prezes Sanitec Koło.

— Byliśmy zaskoczeni... Po sprawdzeniu wiadomości, uzyskanych od Sanitecu Koło, rozstaliśmy się z dyrektorem rejonu, odpowiedzialnym za umowy o fikcyjnym pośrednictwie z naszej strony, Henrykiem M. Współpracujemy z Sanitekiem. I nadal liczymy, że organa ścigania wyjaśnią ostatecznie tę złożoną sprawę — wtóruje Janusz Górski, prezes Spedpolu.

Na razie jednak idzie jak po grudzie. Prokuratura Rejonowa w Kole 30 września 2002 r. — znów — umorzyła śledztwo w tej sprawie (mimo że dwie podobne decyzje uchyliły prokuratura nadrzędna i sąd).

Dariusz Kwiatkowski — prokurator trzykrotnie umarzający już postępowanie w sprawie domniemanego działania Czesława K. na szkodę Sanitecu Koło — zapewnia, że trzymał się ściśle kodeksu postępowania karnego. Jego zdaniem, ostatnie umorzenie śledztwa także było słuszne.

— Niezmiennie brak jest danych, dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa — niezmiennie twierdzi Dariusz Kwiatkowski.

— Ale przecież taka sytuacja, że pan umarza sprawę, a prokuratura okręgowa lub sąd zwraca ją, aby ponownie się pan nią zajął, może trwać bez końca? — upewniamy się.

— Rzeczywiście... Ale przecież kodeks postępowania karnego umożliwia wniesienie do sądu prywatnego aktu oskarżenia — przekonuje prokurator Kwiatkowski.

— Prokuratura zdaje się nie pamiętać, do czego została powołana! — irytuje się szef Sanitecu Marek Kukuryka. — Organa ścigania potwierdzają, że trójka osób — ewidentnie powiązana z panem K. — wzięła pieniądze za fingowaną akwizycję. Tymczasem prowadzący sprawę prokurator przez półtora roku nie postawił nikomu zarzutów, uznając, że skoro Czesław K. sam nie pobierał pieniędzy od Spedpolu, to brak dowodów przestępstwa! Wie pan, nie chodzi nam tylko o pieniądze, choć suma jest niebagatelna. Idzie o zasady. I o faktyczną bezkarność...

Prezes Sanitecu powołuje się na zeznania Henryka M., dyrektora rejonu ze Spedpolu. Ten przed sądem przyznał, że „akwizytorzy nie mieli nic wspólnego z obsługą Sanitec, tylko brali pieniądze od obrotu Sanitec”.

Przedstawiciele kolskiej firmy dodają, że Czesław K. orientował się, że — zgodnie z umową o zatrudnienie — nie mógł wykonywać dodatkowej pracy. Także dlatego zdecydował — wspólnie z Henrykiem M. — o przekazywaniu dwuprocentowej prowizji od obrotów z Sanitekiem na konta członków rodziny i znajomego.

— Organa ścigania wypominają nam, że nie dostarczyliśmy dowodów wprost popełnienia przestępstwa. Prokuratura, w przeciwieństwie do nas, ma jednak możność sprawdzenia zeznań podatkowych osób, pobierających nienależne wynagrodzenia, historii ich rachunków bankowych albo też porównać wydatki pana K. z jego poborami — komentuje prezes Sanitec Koło.

Udało nam się skontaktować z Czesławem K. Zapewniał o swej niewinności. Nie negował pobierania przez bliskie mu osoby wynagrodzenia za akwizycję. Twierdził jednak, że nie on był odpowiedzialny za politykę akwizycyjną Spedpolu, a firma ta miała pełne prawo podpisywać umowy akwizycyjne z kimkolwiek chciała.

Po niemal godzinie od pierwszej rozmowy skontaktował się z nami ponownie, wycofując autoryzację wypowiedzi.

Prokurator Kwiatkowski zwraca uwagę, że niektóre wątki śledztwa wyłączono do odrębnego postępowania — tzn. potwierdzone już przez prokuraturę wypłaty należności akwizytorom za pracę, której faktycznie nie wykonali. Zajmuje się nimi prokuratura w Koninie (tam doszło do podpisania umów akwizycyjnych). Przedstawiciele Sanitecu Koło odpowiadają, że od listopada 2001 r. ślad po „wyłączonej sprawie” zaginął.

Prokurator Maria Nawrocka-Dutkiewicz z konińskiego Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zapewnia, że niebawem zażalenie na umorzenie śledztwa zostanie rozpatrzone. Nie chce jednak rozmawiać o szczegółach.

Niezależnie od rozstrzygnięcia prokuratury okręgowej zdeterminowani przedstawiciele Sanitecu Koło nie zamierzają składać broni. Zawiadomili o swoim kłopocie — i kłopocie wymiaru sprawiedliwości — antykorupcyjną organizację Transparency International. W przygotowaniu jest też skarga na tryb pracy organów ścigania do Prokuratury Generalnej.

Jak twierdzą — doprowadzą sprawę do końca. Tylko jaki on będzie... I kiedy?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Rodzinny interes: lewi akwizytorzy