Rok 2012 to wielka niewiadoma

MICHAŁ KOPICZYŃSKI
opublikowano: 12-01-2012, 00:00

PROGNOZA

Minął rok 2011, który wbrew przewidywaniom nie zakończył się dobrze dla posiadaczy akcji. Po dwóch latach zwyżek (w 2009r. +47 proc., w 2010r. +19 proc.) WIG spadł o 21 proc. Na koniec minionego roku wartość tego głównego wskaźnika notowań na warszawskiej giełdzie znalazła się o 44 proc. niżej niż maksimum z 2007 roku i o 77 proc. wyżej niż minimum z 2009 roku. Stało się tak, mimo że wyniki finansowe spółek wzrosły, spora część z nich płaciła dywidendy, a wzrost gospodarczy w Polsce wyniósł prawdopodobnie około 4 proc. Początek ubiegłego roku wyglądał obiecująco, jeszcze na początku kwietnia WIG znajdował się na poziomie około 50,3 tys. punktów, co oznaczało 6-procentowy wzrost w stosunku do końca 2010 r. Później przeważyły obawy inwestorów globalnych o sytuację w Europie, zwłaszcza dotyczących najpierw Grecji, później Hiszpanii, a na końcu Włoch. Obawy i wzrost awersji do ryzyka dotknęły też rynków wschodzących, co spowodowało spadki cen surowców i akcji, a wzrost cen złota. W tym otoczeniu polski indeks obniżył się o 25 proc., kończąc rok na sporym minusie.

Dysonans pomiędzy dobrymi zyskami a spadkami cen akcji spowodował, że najpopularniejszy wskaźnik wyceny C/Z (cena akcji podzielona przez zysk na akcję) wyniósł na koniec roku około 8 w porównaniu z 14 na koniec 2010 roku. Gdyby nie wzrost zysków spółek, to wynosiłby obecnie 11, a więc jego spadek wynikał w połowie ze spadków na giełdzie, a w połowie ze wzrostu zysków. Odwrotność tego wskaźnika (Z/C) na poziomie 8 wynosi 12,5 proc., co pokazuje, że zysk roczny spółek wynosi 12,5 proc. ich ceny. Wyceny znajdują się na poziomach dołków bessy, co potwierdza wskaźnik C/ WK wynoszący około 1. To z kolei oznacza, że można kupić przedsiębiorstwa giełdowe za równowartość ich majątku. Takie wyceny wskazują, że inwestorzy obawiają się dalszego rozprzestrzeniania kryzysu, co powinno osłabić zyski spółek. Jeśliby się tak nie stało, to obecne poziomy cenowe należy uważać za dość atrakcyjne. Oczywiście należy pamiętać o tym, że niskie wyceny mogą się utrzymywać na rynku długo i zawsze mogą spaść jeszcze bardziej.

W ramach sektorów najbardziej ucierpiały notowania spółek z sektora budowlanego, gdzie górę wzięły obawy o rentowność kontraktów i jakość bilansów. Również bardzo słabo wypadł sektor deweloperów, w którym problemy są związane ze słabym złotym oraz obawami o popyt na mieszkania w związku z ograniczeniem dostępności kredytów walutowych. Oba sektory spadły o ponad 50 proc. Najlepiej na krajowym rynku wypadł sektor chemiczny (wzrost o +18 proc.), gdzie widać było rosnące marże oraz sektor telekomunikacyjny (+10 proc.), w którym co prawda nie widać zwyżek, ale bilanse spółek są silne i generują dużo gotówki.

Rok 2011 był niewątpliwie trudny dla rynków akcji. Rok 2012 zapowiada się jako wielka niewiadoma. Z jednej strony niskie wyceny mogą spowodować duże zwyżki, ale z drugiej niekorzystny rozwój sytuacji w Europie może pociągnąć za sobą dalszy wzrost awersji do ryzyka i dalsze spadki cen akcji. W tych warunkach lepiej skoncentrować się na analizowaniu informacji lub konsekwentnym inwestowaniu, niż próbować przewidywać, co wydarzy się na rynkach.

MICHAŁ KOPICZYŃSKI

zarządzający z ING TFI

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICHAŁ KOPICZYŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy