Rok rocznic

  • Aleksander Krawczuk
27-01-2012, 00:00

Dla bardzo wielu w naszym kraju jest to przede wszystkim rok Euro 2012. Choć mało mnie to wydarzenie interesuje, zabolało, że pominięto Kraków przy wyznaczaniu miejsca rozgrywek.

Zawody sportowe stały się wielkim biznesem. Łącznie z przykrymi zjawiskami, jakie nieuchronnie im towarzyszą. Reklama, kupowanie zawodników, ustawianie wyniku rozgrywek. Nie mówiąc o rozpętywaniu emocji kibiców.

To wszystko nie ma nic wspólnego z bezinteresowną zabawą i rywalizacją, jakie leżały u podstaw rozwoju sportu. Chyba jeszcze tylko lekkoatletyka pozostaje najczystszą i najszlachetniejsządziedziną. Jeśli chodzi o tegoroczne mistrzostwa piłkarskie, to bardzo mnie zabolało — jak zresztą wszystkich krakowian — iż nasze miasto zostało pominięte przy wyznaczaniu miejsca rozgrywek.

A przecież to właśnie Lwów i Kraków były ponad wiek temu kolebkami polskiej piłki nożnej! Przynajmniej Ukraińcy o Lwowie nie zapomnieli. Ale to mała pociecha. Podobnie jak to, że może któryś z zespołów zagranicznych wybierze sobie Kraków na miejsce pobytu. W tej sytuacji wolę myśleć o wydarzeniach związanych z moim własnym życiem i o odpowiednich rocznicach. A jest ich sporo. Przede wszystkim ukończę w roku 2012 — oczywiście, jak dożyję tego dnia — lat 90. Sprawny jak na razie fizycznie oraz — tak sobie pochlebiam — umysłowo.

Przez wszystkie te lata wiernie pilnuję jednego miasta. Przez pierwsze 10 mieszkając w kamienicy przy Rynku Głównym 15, a przez 80 w domku u podnóża Kopca Krakusa. Co prawda ulica zmieniła trzykrotnie nazwę — taka już uroda naszych czasów — ale domek i jego mieszkańcy trwają. Poza tym — minie 50 lat mego małżeństwa. Zdumiewa mnie, kiedy rozglądam się w szerokim kręgu moich znajomych, że złote gody nie są tak częste, jak być powinno, skoro przedłużyła się średnia życia mężczyzn i kobiet.

Co prawda wzrosła też liczba rozwodów i separacji. A także coraz więcej związków nieformalnych, partnerskich. A tu rocznice trudno obchodzić — bo niby od jakiego momentu? Dalej — 50. rocznica ukazania się mojej pierwszej książki popularnonaukowej „Gajusz Juliusz Cezar”. Została życzliwie przyjęta, nabrałem więc odwagi. Łącznie napisałem ponad 30 książek.

Pragnąłem przybliżać i popularyzować świat antyczny. I chyba mi się to udało. Tę umiejętność zawdzięczam zapewne bogu Hermesowi, pod którego znakiem (Bliźnięta) i w jego dniu (środa) przyszedłem na świat. I wreszcie — 10 lat temu zostałem obdarzony pierwszym wnukiem. Jak będzie wyglądał świat, gdy on dożyje mojego wieku, czyli w roku 2092? Piszę o tym wszystkim, by pokazać jak ważna jest stałość miejsca, uczuć i zainteresowań. To pomaga w pracy i kondycji życia. Wypada jednak odejść od spraw prywatnych i wskazać, jakie to okrągłe rocznice ważniejszych wydarzeń historycznych przypadają na rok 2012.

Oczywiście znalazłoby się ich sporo, ja wszakże chciałbym wskazać taką, która na pewno ujdzie uwagi — nie jest to bowiem ani bitwa, ani żaden głośny akt polityczny — a ma przecież swoją wymowę i wiąże się z dziedziną o podstawowym znaczeniu dla naszego życia społecznego. Oto w roku 12, a więc dokładnie 2000 lat temu, zmarł jeden z najświetniejszych prawników rzymskich Marcus Antistius Labeo. Był autorem kilkuset prac, w których omawiał w sposób niezwykle bystry i oryginalny problemy prawne z różnych dziedzin. On też uchodzi za założyciela jednej z najsławniejszych rzymskich szkół prawniczych.

Nie ma już Rzymu, przepadły dzieła Labeona, nie obowiązują rzymskie ustawy w ich pierwotnym kształcie. Żyje jednak duch tamtego prawa. Leży u podstaw naszego myślenia prawniczego i ustawodawstwa wszystkich państw cywilizacji europejskiej. Wiele lat temu rozmawiałem ze świetnym krytykiem literackim Arturem Sandauerem. Zmarł w roku 1989.

Jest dziś niesłusznie przemilczany, choć wszystkie jego prace są wciąż godne lektury. Otóż w naszej rozmowie Sandauer wspomniał o swych przejściach lwowskich, kiedy we wrześniu 1939 wkroczyły tam wojska radzieckie. Działy się wtedy, jak wiadomo, różne rzeczy wstrząsające, on zaś ujął to krótkim określeniem: prawo rzymskie przestało obowiązywać! I chyba to jest istota rzeczy.

Tak bardzo przywykliśmy do jego obecności, tak bardzo przepaja ono nasz porządek społeczny, że uważamy je za coś wręcz naturalnego i danego raz na zawsze. Trzeba dopiero szoku, jakim staje się jego zawieszenie, byśmy w pełni docenili, jakie ma znaczenie dla naszego życia — publicznego i prywatnego. W tworzeniu zaś tego prawa ogromną, może nawet decydującą rolę odegrali wielcy jego interpretatorzy — jak Marek Labeo. Toteż do dziś ukazuje się prawnicze pismo noszące tytuł „Labeo”.

Aby jednak w przypominaniu rocznic nie zabrakło bitwy, przywołam jedną. W październiku roku 312 cesarz Konstantyn pokonał w pobliżu Rzymu wojska swego rywala Maksencjusza. A już w kilka miesięcy później, w lutym roku 313, Konstantyn i Licyniusz ogłosili w Mediolanie wolność wyznania. Zakończyły się trwające prawie dwa i pół wieku prześladowania chrześcijan. Europa wkroczyła w nową epokę. Zaczęły się nowe prześladowania. Pogan, heretyków, Żydów.

A także krucjaty i wojny religijne. Jak to się stało, że religia, której założyciel przekonywał: „Miłujcie nieprzyjacioły wasze!”, stała się jedną z najbardziej prześladowczych religii w historii? Jest więc o czym rozmyślać w tym roku. Zwłaszcza w naszym kraju. W 1700 lat po bitwie przy Moście Mulwijskim. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Rok rocznic