Rok w górnictwie: rosnące zwały węgla i słabsze wyniki

PAP
02-12-2012, 17:31

W tym roku polskie kopalnie wydobyły więcej węgla niż przed rokiem, ale znacząco mniej sprzedały. Ilość węgla na przykopalnianych zwałach wzrosła trzykrotnie, do ponad 7,5 mln ton. Pogorszyły się wyniki spółek węglowych. Mimo to branża nie myśli o redukcjach.

4 grudnia górnicy będą świętować Barbórkę – swoje tradycyjne święto. Przed rokiem obchodzono je w dobrej atmosferze – największa firma, Kompania Węglowa, chwaliła się półmiliardowym zyskiem, a wprowadzona na giełdę Jastrzębska Spółka Węglowa notowała rekordowe wyniki. Tegoroczna Barbórka obchodzona będzie w atmosferze osłabionego popytu na węgiel i spadającej rentowności.

WYŻSZA PRODUKCJA, MNIEJSZA SPRZEDAŻ

Do końca września kopalnie wydobyły blisko 57,7 mln ton węgla, czyli prawie o 1,7 mln ton więcej niż w tym samym czasie przed rokiem. Z tego odbiorcy kupili niespełna 52 mln ton, czyli ponad 5 mln ton mniej niż rok wcześniej. Nadwyżka trafiła na zwały, gdzie leży już ok. 7,5 mln ton węgla. Drugie tyle to zapasy zrobione przez energetykę, wystarczające elektrowniom na ok. 2,5 miesiąca. Przedstawiciele kopalń tłumaczą jednak, że zwały to nie powód do zamykania kopalń; liczą na poprawę koniunktury w nieodległej przyszłości.

„Kopalniane składowiska to rodzaj buforu, który zapełniany jest zmiennie, w zależności od sytuacji rynkowej i wielkości produkcji, a w skali dobowej – od rytmiczności podstawiania węglarek przez spedytora. Na poziom wielkości zwałów węgla w kopalniach Kompanii Węglowej bez wątpienia wpływa trudna sytuacja rynkowa, spowodowana spowolnieniem gospodarczym. Znajdujemy się na szczęście w okresie roku, kiedy sprzedaż rośnie i węgla na zwałach już nie przybywa” – tłumaczy Jan Czypionka z Kompanii Węglowej, gdzie zwały się największe, bo ponad 5-milionowe.

Kompania szacuje, że stan zwałów nie jest wielkością niepokojącą. „Węgiel na zwałach, to przede wszystkim miały energetyczne i niewielkie ilości węgla opałowego” – wskazał Czypionka. Firma zamierza dostosowywać wielkość wydobycia do popytu, ale nie chce zmniejszać zdolności produkcyjnych. By nie produkować na zwały, zamierza np. przesuwać część pracowników do robót przygotowawczych.

Eksperci wskazują jednak, że w sytuacji spowolnienia gospodarczego oraz nadpodaży węgla krajowi producenci tego surowca będą zmuszeni przynajmniej częściowo ugiąć się pod presją energetyki, naciskającej na zmniejszenie cen węgla. Obecnie trwają negocjacje cenowe. Postulaty energetyki przedstawiciele spółek węglowych uważają za wygórowane.

Pozytywną wiadomością dla górnictwa jest zmniejszający się – po raz pierwszy od kilkunastu lat – import węgla. Analitycy największego polskiego eksportera tego surowca, Węglokoksu, szacują, że w tym roku import zmniejszy się do niespełna 10 mln ton, wobec blisko 15 mln ton w ubiegłym roku. Wynika to ze zmniejszenia popytu oraz wysokiego kursu dolara, który pogorszył opłacalność sprowadzania do Polski zagranicznego węgla. 2012 rok będzie pierwszym od wielu lat, kiedy nastąpi spadek importu. Dotychczas co roku jego wielkość dynamicznie rosła.

ZYSKI MNIEJSZE, ALE WCIĄŻ NA PLUSIE

Problem, choć innego rodzaju, ma także Jastrzębska Spółka Węglowa – producent węgla koksowego - której kondycja jest ściśle związane z koniunkturą na światowych rynkach stali i koksu. W tym roku firma, która (jako cała grupa JSW) w 2011 r. wypracowała ponad 2-miliardowy zysk, doświadczyła znaczącego spadku cen węgla koksowego. Po publikacji wyników za trzy kwartały zarząd spółki ocenił, że utrzymanie na koniec roku zysku rzędu 1 mld zł (taki wynik osiągnięto po trzech kwartałach) będzie dużym wyzwaniem.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w ciągu trzech kwartałów tego roku, wobec tego samego okresu 2011, średnia cena węgla koksowego spadła o 13,6 proc., a energetycznego wzrosła o 8,1 proc. Z powodu spadku sprzedaży węgla przychody górnictwa zmniejszyły się o 7,1 proc. W efekcie wynik branży na podstawowej działalności, jaką jest sprzedaż węgla, był gorszy o 1,4 mld zł i wyniósł po trzech kwartałach ok. 2,4 mld zł. Zysk sektora węglowego netto zmniejszył się z niespełna 1,8 mld zł po wrześniu 2011 r. do 1 mld 673,6 mln zł obecnie.

Wskaźnik rentowności branży zmniejszył się z ponad 10 proc. do 8,2 proc. Eksperci wskazują, że średnia rentowność śląskich kopalń (z kilkoma pozytywnymi wyjątkami) wynosi obecnie ok. 5-10 euro na tonie węgla energetycznego. To niewiele, wobec spadających cen węgla na świecie oraz obserwowanej nadpodaży tego surowca. Bez redukcji kosztów rentowność może być powoli „zjadana” przez spadek cen węgla na rynkach światowych. Po dziewięciu miesiącach roku koszty w górnictwie wzrosły o ponad 12 proc., przy wzrośnie produkcji o 3 proc.

DEKONIUNKTURA TO NIE KATASTROFA

Związani z branżą eksperci uznają za pozytywny fakt, że górnictwo, po latach reform i restrukturyzacji, osiągnęło stan, kiedy jest w stanie przetrwać okresy dekoniunktury bez skokowych redukcji zatrudnienia, zamykania kopalń itp. Przykładem jest Jastrzębska Spółka Węglowa, która – choć notuje znacząco mniejsze zyski – jest zdolna do kontynuacji strategicznych inwestycji, czy Kompania Węglowa, która – mimo ponad 5 mln węgla na zwałach i podjętych działań oszczędnościowych – także zatrudnia nowych pracowników i planuje rozwój. M.in. w tym roku spółka otrzymała koncesję na rozpoznanie złoża węgla w rejonie Pawłów na Lubelszczyźnie. Kosztem ok. 11 mln zł będą tam wykonane odwierty, które pokażą opłacalność ewentualnej budowy w tym miejscu nowej kopalni. Może tam być ok. 185 mln ton możliwego do wydobycia węgla.

W tym roku na inwestycje w kopalniach przeznaczono – do końca września – blisko 2,4 mld zł, o ponad 210 mln zł więcej niż w tym samym czasie rok temu. Spółki węglowe zapewniają, że kontynuują inwestycje mimo pogorszenia koniunktury.

Problemów z nadprodukcją węgla nie ma Katowicki Holding Węglowy, który – z racji zmniejszonych w ostatnich latach zdolności wydobywczych – ma raczej kłopoty z zaspokojeniem wszystkich potrzeb odbiorców. Na zmniejszenie wydobycia wpłynęły tam także naturalne zagrożenia górnicze, które ujawniły się w tym roku w dwóch kopalniach. W efekcie pod znakiem zapytania stanęła przyszłość katowickiej kopalni Wujek, która w tym roku przyniesie ok. 126 mln zł strat. Dla zakładu przygotowano program naprawczy, dzięki któremu za dwa lata kopalnia ma wyjść na prostą. Ma też rozpocząć eksploatację nowego pola wydobywczego pod Katowicami.

Katowicki Holding Węglowy również jest przykładem, że górnictwo doszło do momentu, kiedy jest w stanie samodzielnie, na zasadach rynkowych, rozwiązywać swoje problemy ekonomiczne. W tym roku, po wielu miesiącach przygotowań i negocjacji z bankami, doszła do skutku emisja wartych ponad 1 mld zł obligacji holdingu, dzięki której firma porządkuje swoje finanse. To pierwsza taka operacja w górnictwie, umożliwiająca zamianę zobowiązań krótkoterminowych na średnioterminowe, a także pozyskanie środków na inwestycje. Dzięki obligacjom (banki objęły już dwie transze o łącznej wartości 750 mln zł) holding spłacił zaległe zobowiązania krótkoterminowe wobec kontrahentów i złapał finansowy oddech.

Z MYŚLĄ O GIEŁDZIE

Uporządkowanie finansów oraz realizacja najważniejszych inwestycji, które przyniosą oszczędności w utrzymaniu infrastruktury kopalń oraz udostępnią nowe złoża węgla, ma w perspektywie dwóch lat otworzyć holdingowi drogę do debiutu na warszawskiej giełdzie. KHW przymierzał się do tego już kilkakrotnie, ale bez efektu. Również Kompania Węglowa myśli o debiucie giełdowym – ma być do niego gotowa najdalej w 2015 r. Wcześniej, prawdopodobnie już na początku 2013 r., na giełdę ma wejść katowicki Węglokoks – eksporter węgla, budujący grupę kapitałową m.in. na bazie aktywów przejętych od Kompanii Węglowej, m.in. Huty Łabędy.

Od ponad roku na giełdzie jest już Jastrzębska Spółka Węglowa, w której nadal większościowy pakiet akcji należy do Skarbu Państwa. Resort skarbu podjął starania o zmianę strategii dla górnictwa, aby możliwa była sprzedaż większościowych pakietów akcji spółek węglowych, przy zachowaniu tzw. władztwa korporacyjnego, czyli kontroli nad nimi. Sprzeciwił się temu minister gospodarki Waldemar Pawlak, uznając, że byłoby to złamanie porozumienia zawartego ze związkowcami z JSW przed upublicznieniem spółki. Resort skarbu zadeklarował, że możliwość większej elastyczności w tym zakresie byłaby wskazana, ministerstwo nie musi się jednak spieszyć ze sprzedażą kolejnego pakietu akcji JSW.

WYDOBYCIE PRZEZ SIEDEM DNI W TYGODNIU?

Jastrzębska Spółka Węglowa była w tym roku areną górniczych protestów. W ramach sporów zbiorowych z zarządem związkowcy zorganizowali w kopalniach dwa strajki: 6 lipca kopalnie nie pracowały po dwie godziny na każdej zmianie, a 19 października stanęły na dobę. Na listopad związki zapowiadały kolejny, 48-godzinny strajk, wcześniej jednak udało się osiągnąć porozumienie.

Związkowcy z JSW domagali się podwyżki płac (ostatecznie rosną one w tym roku o 3,4 proc., załoga uzyskała też jednorazową premię) oraz wycofania się zarządu z warunków umów o pracę, zawieranych z nowymi pracownikami firmy. Chodziło m.in. o to, kiedy należy zawrzeć z nimi umowy na czas nieokreślony oraz kiedy uzyskują oni prawo do nagrody barbórkowej, 14. pensji itp. Związkowcy, powołując się na opinię inspekcji pracy, oceniali nowe zasady jako sprzeczne z prawem.

Jednym z najważniejszych elementów sporu w JSW była kwestia dni wolnych od pracy. Zarząd spółki, chcąc uelastycznić organizację pracy, by odpowiadała potrzebom rynku, dążył do wprowadzania sześciodniowego tygodnia pracy kopalń, przy zachowaniu pięciodniowego tygodnia pracy górników. Chodzi o to, by w razie potrzeby kopalnie mogły pracować także w soboty (bez dodatkowych kosztów wynagrodzenia górników), a w zamian pracownicy mieliby wolne innego dnia. Ostatecznie jednak zarząd ustąpił i dla wszystkich pracowników (także tych nowych) sobota będzie dniem wolnym, w którym można wydobywać węgiel, ale na dotychczasowych zasadach.

Górniczy eksperci od dawna wskazują, że dla zwiększenia efektywności wydobycia potrzebne jest takie uelastycznienie przepisów, aby kopalnie mogły pracować sześć, a nawet siedem dni w tygodniu. Taką organizację pracy wprowadzono np. w Przedsiębiorstwie Górniczym Silesia, które dzięki 500-milionowym inwestycjom, wiosną rozpoczęło wydobycie węgla. To dawna kopalnia Silesia, kupiona przez czeskiego inwestora od Kompanii Węglowej. Na możliwość pracy przez siedem dni w tygodniu zgodziły się tam związki zawodowe, podpisując nowy układ zbiorowy. Chodzi przede wszystkim o optymalne wykorzystanie wydajności pracy załogi oraz sprzętu. W Silesii duży nacisk położono na motywacyjny charakter wynagradzania i premiowania. Wprowadzono nagrodę z zysku, ściśle powiązaną z wynikami kopalni, która zastąpiła dotychczasową 14. pensję. Podobne, inne niż w niesprywatyzowanych spółkach, rozwiązania od dawna są też w podlubelskiej Bogdance, która od 2009 roku jest notowana na giełdzie.

GÓRNICTWO POTRZEBUJE STRATEGII

Prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (GIPH) Janusz Olszowski, uelastycznienie prawa pracy wymienia wśród najważniejszych elementów, które będą decydować o przyszłej konkurencyjności polskiego górnictwa. Prezes przyznaje, że dziś górnictwo jest w stanie przetrwać okres dekoniunktury, wskazuje jednak, że problem konkurencyjności polskiego węgla wobec tańszego surowca z importu, wydobywanego np. w kopalniach odkrywkowych, będzie powracał.

„Wobec górnictwa nie można podejmować pochopnych decyzji. Trzeba liczyć się z tym, że będą okresy, kiedy wydobycie może być nieopłacalne, bo ceny węgla będą niższe. Dlatego potrzebne są rozwiązania systemowe, które pozwolą górnictwu – z racji jego strategicznego znaczenia dola gospodarki - przetrwać okresy dekoniunktury” – wskazał prezes Olszowski.

Jak mówił, nie chodzi tu o dotowanie produkcji węgla, ale o przygotowanie zgodnych z unijnym prawem rozwiązań, które zapobiegłyby upadkowi górnictwa w okresach spowolnienia. Chodzi m.in., oprócz zmian w prawie pracy, o zmniejszenie niektórych obciążeń finansowych, jak opłaty eksploatacyjne, opłaty za korzystanie środowiska czy konieczność zamrażania gotówki na tzw. funduszach likwidacyjnych, z przeznaczeniem na przyszłą likwidację kopalń.

„Nikt nie zwolni zarządów kopalń i spółek węglowych od ciągłego zwiększania efektywności i pilnowania kosztów – powinni być z tego rozliczani, ale i nagradzani za osiągnięcia. Ale potrzebne są też rozwiązania strategiczne, systemowe, które uchronią górnictwo przed upadłością, gdy – z racji uwarunkowań zewnętrznych – stanie przed takim zagrożeniem” – uważa prezes GIPH, który podkreśla, że węgiel wciąż pozostaje podstawą polskiej energetyki, a branża górnicza, wraz z kooperantami, daje pracę dla pół miliona ludzi i płaci wielomiliardowe podatki.

W KOPALNIACH NIEBEZPIECZNIE, ALE CHĘTNYCH DO PRACY NIE BRAKUJE

Górnictwo wciąż należy do najbardziej niebezpiecznych gałęzi gospodarki. Od początku tego roku do końca października w całym polskim górnictwie doszło do 2334 rozmaitych wypadków, w tym 1817 w kopalniach węgla kamiennego. Zginęło 26 osób, a 18 odniosło ciężkie obrażenia (w tym odpowiednio 21 i 11 w kopalniach węgla kamiennego). Nadzór górniczy alarmuje, że znów wzrosła liczna śmiertelnych wypadków w firmach usługowych, świadczących usługi na rzecz kopalń. Apeluje do pracodawców, by wdrażali nowoczesne technologie, poprawiające bezpieczeństwo pracy.

Mimo niebezpieczeństwa kopalnie postrzegane są jako pewny i stabilny pracodawca, a chętnych do pracy nie brakuje. W zatrudniającej ponad 60 tys. osób Kompanii Węglowej na jedno miejsce jest ok. 10 kandydatów. Właśnie w Kompanii przyjęcia nowych pracowników są największe, rzędu 5 tys. osób rocznie, zarówno w 2012 jak i – według planu - w 2013 r. Z danych pracodawców wynika, że trzy największe śląskie spółki węglowe zamierzają w przyszłym roku przyjąć do pracy łącznie ok. 6,5-7 tys. nowych pracowników, uzupełniając w ten sposób odejścia górników na emerytury. Wielkość przyjęć będzie zbliżona do tegorocznej. Jastrzębska Spółka Węglowa w przyszłym roku ma przyjąć, w miejsce odchodzących górników, ok. 800-1000 nowych pracowników, a Katowicki Holding Węglowy 700-1000 osób.

Ze względu na trudne warunki pracy górnicy przechodzą na emerytury po przepracowaniu pełnych 25 lat pod ziemią. W ubiegłorocznym expose premier Donald Tusk zapowiedział utrzymanie tych uprawnień dla pracowników, zatrudnionych bezpośrednio przy wydobyciu.

Dotychczas nie zaprezentowano konkretnego projektu zmian w emeryturach górniczych, ograniczających uprawnienia do nich. Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz informował niedawno, że trwa, prowadzona pod tym kątem, analiza stanowisk pracy w górnictwie, a projekt zmian emerytalnych powinien być gotowy do końca roku. Zmianom przeciwne są związki zawodowe, wskazując, że zróżnicowanie uprawnień emerytalnych dla pracowników dołowych w zależności od wykonywanej pracy (przy wydobyciu czy np. przy transporcie albo utrzymaniu podziemnej infrastruktury) byłoby nieuprawnione i krzywdzące.

BARBÓRKA

Barbórka jest w górnictwie dniem wolnym od pracy. Tego dnia w górniczych parafiach i w cechowniach kopalń odprawiane są msze w intencji górników; na górniczych osiedlach rano grają kopalniane orkiestry. Organizowane są akademie, podczas których górnicy odbierają awanse zawodowe i odznaczenia. Co roku tego dnia na Śląsku goszczą również politycy. W tym roku 4 grudnia w regionie spodziewany jest m.in. prezydent Bronisław Komorowski. Wyższy Urząd Górniczy organizuje natomiast uroczystą akademię, wieńcząca obchody 90-lecia nadzoru górniczego w Polsce, świętowanego pod hasłem „Górnictwo z zasadami”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rok w górnictwie: rosnące zwały węgla i słabsze wyniki