Rokita o 100 dniach rządu: Z jednej strony propaganda, z drugiej bierność

Polska Agencja Prasowa SA
07-02-2006, 15:45

W opinii wiceszefa PO Jana Rokity, bilans 100 pierwszych dni działania rządu Kazimierza Marcinkiewicza jest negatywny. Z jednej strony, ocenił Rokita, jest sukces propagandy w kreowaniu wizerunku premiera, z drugiej - bierność rządzących w przeprowadzaniu istotnych zmian w państwie.

W opinii wiceszefa PO Jana Rokity, bilans 100 pierwszych dni działania rządu Kazimierza Marcinkiewicza jest negatywny. Z jednej strony, ocenił Rokita, jest sukces propagandy w kreowaniu wizerunku premiera, z drugiej - bierność rządzących w przeprowadzaniu istotnych zmian w państwie. 

"Mnie ten okres kojarzy się ze słowem pustka. Nie jakaś katastrofa, ale pustka, czyli nic ważnego" - powiedział Rokita PAP. Ocenił, że na razie nie spełniły się dwie "wielkie społeczne nadzieje", które ujawniły się w wyborach 2005 r.

Pierwsza z nich to - według polityka PO - nadzieja na politykę, która pchnie polską gospodarkę naprzód i da szansę na radykalną poprawę sytuacji na rynku pracy. Druga - "że nastąpią odważne posunięcia mające na celu usprawnienie i przywrócenie uczciwości w działaniu najważniejszych instytucji publicznych".

"Najwięcej energii PiS i rząd użyły do głębokich zmian personalnych - trudnych do zakwestionowana co do zasady - natomiast wynikających chyba z takiej dość prostackiej wizji polityki, polegającej na tym, że +jak waszych zmienimy na naszych, to będzie w Polsce lepiej+" - stwierdził wiceszef PO.

Dużo energii rządzący poświęcili też - zdaniem Rokity - na przeprowadzenie tych ustaw, które miały zagwarantować polityczną pozycję PiS. W tym kontekście wymienił nowelizację ustaw samorządowych umożliwiającą rządzenie w Warszawie przez komisarza aż do wyborów samorządowych oraz nowelę ustawy o radiofonii i telewizji wprowadzającą zmianę w KRRiT.

Według niego, bierność w przeprowadzaniu istotnych zmian w państwie wynika m.in. z tego, że "PiS nie był przygotowany do rządzenia", bo nie zakładał zwycięstwa w wyborach. "Rząd płaci cenę za nieprzygotowanie. Te trzy miesiące zamiast być czasem forsowania fundamentalnych projektów, są czasem przygotowywania projektów" - stwierdził Rokita.

Z drugiej strony - dodał - jeśli rząd nie ma poparcia parlamentarnego, to "trudno myśleć o przeprowadzeniu poważnych projektów i wtedy rodzi się pokusa takiego dryfu i propagandy".

Zdaniem Rokity, jest też "100-proc. kontrola braci Kaczyńskich" nad premierem i rządem. Według niego, najlepszym sposobem sprawdzenia niezależności są nominacje personalne.

"Jeżeli wakuje od kilku tygodni funkcja ministra (skarbu - PAP), ponieważ premier nie jest w stanie przeprowadzić swego kandydata, jeżeli w większości wielkich spółek jest blokada z tego powodu, że walczą ze sobą ludzie wskazani przez Marcinkiewicza i ludzie wskazani przez Kaczyńskich, to pokazuje jak bardzo głęboka jest realna zależność premiera i rządu od przywódców PiS" - ocenił.

Według Rokity, nie należy mieć złudzeń, bo "we wszystkich sprawach, które mają polityczną doniosłość, władzę sprawują Jarosław i Lech Kaczyński, a nie Kazimierz Marcinkiewicz". "Ale chyba nikt nie oczekiwał czegoś innego" - powiedział.

Zdaniem Rokity, Marcinkiewicz odniósł jednak sukces w - jak to określił - "politycznym konkursie piękności". Według niego, premierowi udało się, czasem "śmiesznymi PR-owsko metodami", spowodować, że Polacy go szczerze polubili. "I to jest jego potężny kapitał" - uważa Rokita.

Natomiast słabością Marcinkiewicza jest - zdaniem polityka PO - to, że "polityczna sytuacja, w której się znajduje nie z własnej winy, tylko z winy głównie braci Kaczyńskich, odbiera mu szansę na bycie premierem, który w podręcznikach historii będzie kimś, kto zrobił coś ważnego w Polsce".

W opinii Rokity, polityka "skoncentrowana wyłącznie na tym, by być lubianym", czasem pozwala na trwanie u władzy przez dłuższy czas. Ale - jak podkreślił - budowanie zaufania i zyskiwanie sympatii społecznej tylko po to, by np. czerpać satysfakcję z prowadzenia w sondażach, to jest "polityka, którą może prowadzić gwiazda filmowa".

"Gwiazda filmowa nie ma żadnego innego celu poza zbudowaniem miłości ludu do samej siebie. Natomiast polityk ma zbudować miłość ludu do samego siebie po to, by następnie zainwestować ją w coś, co realnie zmienia oblicze kraju. To jest różnica między politykiem a gwiazdą filmową. Kazimierz Marcinkiewicz wybrał drogę gwiazdy filmowej" - ocenił Rokita.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rokita o 100 dniach rządu: Z jednej strony propaganda, z drugiej bierność