Czytasz dzięki

Rokowania dla GPW nie są złe

Justyna Dąbrowska
opublikowano: 28-11-2016, 22:00

Warszawski parkiet nie błyszczy, ale można na nim znaleźć sporo optymistycznych akcentów. Bez względu na efekt poszukiwań da się skorzystać

W tym roku WIG urósł o około 4,5 proc. Od sierpnia jego notowaniom trudno jednak przypisać określony trend. Indeks zachowuje się jak slalomista na trasie wyznaczonej przez wartość 48 tys. To poziom, wokół którego w ostatnim czasie uparcie krąży indeks. Zdaniem ekspertów, recepta na wyraźne i trwałe odbicie jest jedna — indeks blue chipów musi wydobyć się z marazmu i pociągnąć za sobą rynek. To niełatwe zadanie, ale nie brakuje czynników, które za tym przemawiają.

Lokomotywą WIG20

— Dopóki WIG nie przekroczy strefy 49-50 tys. pkt., trudno mówić o pełnym optymizmie, ale warto podkreślić, że w ciągu ostatnich tygodni giełda sporo odrobiła. Prawdziwa poprawa nie może jednak nastąpić bez udziału największych giełdowych spółek. Dobra koniunktura na rynku globalnym mogłaby zapoczątkować silniejszy ruch, rzędu 10 proc., na WIG20. Wówczas w połowie 2017 r. moglibyśmy zobaczyć nawet 2 tys. na indeksie blue chipów. Myślę, że to prawdopodobny, choć warunkowy scenariusz — mówi Kacper Żak, zarządzający BPS TFI.

Ekspert nie marginalizuje jednak roli małych i średnich spółek, które, jak podkreśla, choć nie są głównym motorem giełdy, także partycypują w wyznaczaniu kierunku, w którym podąża rynek. Zdaniem Karola Godynia, zarządzającego Skarbiec TFI, „misie” już przebierają nogami przed startem do inwestycji. — W przyszłym roku inwestycje powinny rzeczywiście ruszyć. W tym roku oczekiwano, że rozkręcą się spółki z sektora budownictwa, w szczególności kolejowe,. To nie nastąpiło, ale dzięki temu jest powód, by oczekiwać zwyżek w przyszłym roku — uważa Karol Godyń.

Plusy i minusy

Choć lokalny rynek akcji ciągle pozostawia sporo do życzenia, w wypowiedziach większości rozmówców można wyczuć nutkę optymizmu. Karol Godyń sytuację na warszawskim parkiecie określa mianem „umiarkowanie pozytywnej”.

— Cieszą informacje płynące od zarządów spółek. Z drugiej strony, na niekorzyść przemawiają ostatnie dane gospodarcze z kraju. Mamy co prawda do czynienia ze spowolnieniem w niektórych spółkach, ale ma ono charakter selektywny. Giełda jako całość prezentuje się całkiem nieźle — twierdzi zarządzający Skarbcem. Andrzej Lis, zarządzający Altus TFI, zwraca uwagę na bardzo duży wysyp złych wiadomości w tym roku — głównie z pogranicza gospodarki i polityki.

— Przykładem może być niedawna pogłoska o zamiarze nacjonalizacji aktywów zgromadzonych w OFE — mówi Andrzej Lis. Jego zdaniem, rynek powoli się na nie uodparnia, w czym można upatrywać szans na poprawę jego stabilności. Obecnie możemy znajdować się w punkcie kulminacyjnym. — Nie da się co prawda jednoznacznie stwierdzić, czy w najbliższym czasie rynek będzie rósł, ale zniżki powinny powoli się kończyć. Trudno oczekiwać kolejnych złych wiadomości, przynajmniej tylu i o takiej sile oddziaływania jak do tej pory. Wydaje mi się, że inwestorzy, którzy rozważali wyjście z rynku, już to zrobili, co też przemawia za poprawą stabilności warszawskiego parkietu — twierdzi zarządzający Altusa. Polska giełda ma także szansę skorzystać na poprawie koniunktury światowej.

— Zagraniczne wydarzenia, które w ostatnim czasie wywołują sporo emocji w gospodarczym świecie, mogą być tylko przystankami na drodze do dalszych zwyżek. Rynek w ujęciu globalnym się poprawia i ma szansę rosnąć na gruncie czynników gospodarczych, a nie, jak do tej pory, pod wpływem polityk monetarnych banków centralnych — wyjaśnia Andrzej Lis. Poprawę sytuacji na globalnym rynku dostrzega także Kacper Żak. Ekspert zwraca uwagę na wpływ rosnących cen surowców na rynki wschodzące, w tym Polskę.

— Ostatnio wyraźnie drożeją surowce, przede wszystkim miedź i węgiel, co pozytywnie nastraja do rynków wschodzących. Polska poprzez KGHM partycypuje w tym procesie [od początku listopada kurs spółki wzrósł o około 25 proc. — red.] — mówi zarządzający BPS. Polska zalicza się wprawdzie do emerging markets, trudno jednak uznać ją za typowego przedstawiciela tej grupy. Wyróżnia nas np. relatywnie niższy stopień uzależnienia od surowców. Nie jesteśmy też gospodarką dolarową, więc — w odróżnieniu od typowych emerging markets — negatywny efekt aprecjacji dolara ma ograniczony wpływ na naszą gospodarkę. Niektórzy w umacnianiu się amerykańskiej waluty dostrzegają wręcz pozytywy. — Osłabienie złotego wobec walut bazowych [USD, EUR — red.] zwiększa konkurencyjność i zyski polskich eksporterów, którzy odgrywają ważną rolę w gospodarce — mówi Kacper Żak. Zagrożenia jednak też widać.

— Silny dolar, będący skutkiem oczekiwanych podwyżek stóp procentowych w USA, niesie ryzyko odpływu kapitału z emerging markets na rynek amerykański — wyjaśnia ekspert. Obawy budzą także napływające w ostatnim czasie dane makroekonomiczne.Zdaniem Tomasza Matrasa, zarządzającego Union Investment TFI, istnieje ryzyko, że spowolnienie dynamiki PKB może być kontynuowane w przyszłym roku. W takim przypadku możemy obserwować presję na wyniki spółek notowanych na GPW. Ekspert zauważa jednak, że w przypadku dużej grupy „misiów” spadek zysków w Polsce może być rekompensowany działalnością eksportową.

— Dla małych i średnich spółek spore znaczenie ma eksport zorientowany na Europę Zachodnią. Stanowi dla nich pewnego rodzaju bufor bezpieczeństwa — tłumaczy Tomasz Matras. Zarządzający zwraca uwagę, że istotnym obciążeniem dla dużych spółek był w tym roku brak stabilizacji w sferze regulacyjno-prawnej.

Dotyczy to przede wszystkim sektora energetycznego i bankowego. Zdaniem eksperta, spora niepewność, związana z fundamentami ich działalności, powoduje, że inwestorzy unikają inwestycji w te podmioty. Podobnie uważa Bartosz Arenin, zarządzający AgioFunds TFI. Ekspert podkreśla, że nie jest pesymistą, ale obecna sytuacja na rynku, w szczególności spadek dynamiki PKB, niepewność polityczno-regulacyjna czy temat OFE, budzą w nim spory niepokój, nie pozwalając na wystawienie dobrej rekomendacji dla warszawskiego parkietu w krótkim terminie.

Możliwości

Obecną sytuację na giełdzie można jednak wykorzystać, patrząc nieco bardziej perspektywicznie. — Co do zasady, jestem zwolennikiem regularnego inwestowania — wystrzegam się hurra optymizmu przy hossie i paniki w przypadku bessy, które przeważnie powodują zajmowanie lub zamykanie pozycji w najmniej odpowiednim momencie. Teraz jest dobry czas na systematyczne budowanie długoterminowego portfela — twierdzi Bartosz Arenin. Karol Godyń mówi, że gdyby miał uszeregować spółki pod względem ich bieżącej atrakcyjności, na pierwszym miejscu postawiłby małe, dalej duże, a na końcu średnie.

— Średnie spółki są ciągle najdroższe. Natomiast równie dobre pozycje, ale nie tak drogie, możemy znaleźć w sektorze najmniejszych podmiotów. Duże spółki mogą natomiast w najbliższym czasie zachowywać się lepiej, bo najbardziej zostały w tyle, a obecnie są relatywnie tanie — tłumaczy zarządzający Skarbca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu