Ropa: Rosnące ceny czarnego złota zwiększają inflację i grożą recesją

Piotr Kuczyński
opublikowano: 27-06-2008, 00:00

Od połowy maja indeksy na światowych giełdach akcji spadały. Była to po prostu korekta dwumiesięcznej zwyżki, a wymusiły ją duży wzrost ceny ropy (sięgnęła poziomu 140 USD za baryłkę) oraz ostrzeżenia szefa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke i innych członków Fedu. Posiadaczy akcji zdenerwowało też obniżenie przez agencję Standard & Poor’s ratingów wielu firmom giełdowym. Agencja zapowiedziała też, że może wkrótce obniżyć rating Wachovii i obniżyła perspektywę ratingową dla Bank of America oraz JP Morgan Chase. Wiele funduszy kieruje się takimi ratingami (niezbyt słusznie, jako że agencje bardzo często się mylą) i w razie degradacji jakiejś firmy muszą się pozbywać jej akcji.

Największym kłopotem dla byków była jednak ropa i stopy procentowe. Tego pierwszego czynnika nie sposób przecenić, bo globalne procesy dezinflacyjne od dłuższego już czasu zanikły, a ropa podnosząc ceny transportu zwiększa inflację. Poza tym ograbia konsumentów z gotówki, którą mogliby przeznaczyć na zakupy wspomagające gospodarkę.

Był moment, kiedy to wydawało się, że ropa zacznie gwałtownie tanieć (z wielu zresztą powodów, a jednym z nich był wzmacniający się dolar). Niedźwiedziom pomagało śledztwo prowadzone przed senacką Komisją Handlu, podczas którego wypowiedział się na przykład George Soros, twierdząc że recesja doprowadzi do przekłucia ropnego balonu spekulacyjnego. Wypowiadający się przed komisją ekonomiści twierdzili, że premia płacona spekulantom może sięgać nawet 50 procent ceny ropy.

Nic dziwnego, że fundusze zaczęły likwidować długie pozycje. Jednak na początku czerwca znowu wszystko się skomplikowało. Na skutek osłabienia dolara (Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego nieoczekiwanie zapowiedział, że bank przymierza się do podwyżki stóp w strefie euro), cena ropy wzrosła o trzynaście procent w ciągu dwóch dni. Oprócz słabego dolara pomogły informacje z geopolityki. Izraelski dziennik „Jedijot Achronot”, stwierdził, że wicepremier Szaul Mofaz uważa, iż Izrael powinien zaatakować Iran, jeśli kraj ten będzie kontynuował swój program nuklearny. Jeśli Izrael rzeczywiście szykuje uderzenie na Iran (czytałem parę tygodni temu w poważnym źródle, że zrobi to przed wyborami prezydenckimi w USA), to 150 USD nie starczy na zakup baryłki ropy, a rynek akcji drogo za to zapłaci. l

Piotr Kuczyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu