Rosja miała swoje 5 minut

  • Jagoda Fryc
30-07-2013, 00:00

Dzięki odbiciu cen surowców w miesiąc fundusze akcji rosyjskich zarobiły nawet 9 proc. O powtórkę łatwo nie będzie.

Rosja, która miała być czarnym koniem 2013 r., do tej pory pozostawała raczej czarną… owcą. Rynek znajdował się pod presją spadających cen surowców, a także ogólnej awersji globalnych inwestorów do krajów wschodzących, mimo że akcje na tamtejszej giełdzie są relatywnie tanie, a sytuacja fundamentalna gospodarki — stabilna. Dzięki deprecjacji amerykańskiej waluty Rosja znów o sobie przypomniała. Taniejący dolar sprzyjał notowaniom surowców: baryłka ropy brent zdrożała o 6 proc., indeks RTS wzrósł o prawie 8 proc., a w ślad za nim podążyły fundusze: Investor Rosja zarobił w tym czasie ponad 9 proc., Arka Prestiż Akcji Rosyjskich zyskał 6,3 proc., a ING Rosja 5,6 proc.

Jedna jaskółka…

Mimo ostatnich zwyżek, od początku roku klienci funduszy akcji rosyjski wciąż pozostają od 2,7 do 4,4 proc. pod kreską. Prędko tego nie odrobią.

— Zarówno rynek surowcowy, jak i rosyjska gospodarka są pod presją spowolnienia w Europie i w Państwie Środka. O ile pierwsze ma się ku końcowi, to drugie dopiero się zaczyna. Przy spowalniającej chińskiej gospodarce, popyt na rosyjski gaz i ropę oraz wydobywane w Rosji metale będzie malał. Do tego dochodzi zacieśnianie polityki pieniężnej w USA, które rzutuje negatywnie na wszystkie rynki wschodzące — tłumaczy Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Zdaniem specjalisty, banki centralne krajów wschodzących w czasie amerykańskiego QE dokonały luzowania polityki pieniężnej w obawie o szkodliwą dla ich sektora eksportowego aprecjację walut.

— Teraz, gdy QE ma się ku końcowi, muszą zacieśnić politykę pieniężną, by nie doprowadzić do gwałtownej deprecjacji walut. Ten problem dotyczy wielu rynków wschodzących, w tym Rosji. Rubel niedawno był na najniższym poziomie do dolara od 2009 r. — dodaje Maciej Bitner.

W poszukiwaniu perełek

Rosyjski indeks RTS zbudowany jest ze spółek surowcowych i banków. Zdaniem Grzegorza Zatryba, głównego stratega Skarbca TFI, perspektywy tych pierwszych są raczej mizerne.

— Rosyjskie spółki surowcowe w wielu przypadkach dysponują wyeksploatowanymi złożami i zdekapitalizowanym sprzętem. Państwo rosyjskie uważa je za dojną krowę i tak dostraja politykę fiskalną, żeby spółkom tym starczyło na wynagrodzenia i premie dla oligarchów i na nic więcej. Stąd takie problemy z brakiem inwestycji — nie ma za co ich robić — uważa Grzegorz Zatryb.

Specjalista zwraca jednak uwagę, że są też na moskiewskim parkiecie ciekawe spółki, np. te związane z rozwojem społeczeństwa konsumpcyjnego, jak np. Magnit, sieć sklepów detalicznych.

— Takich firm jest więcej, ale nie przesądzają one o poziomie indeksu. Stąd polityka polegająca na kupowaniu indeksu RTS raczej nie doprowadzi do niczego dobrego. Trzeba wyszukiwać perełki, a skoro tak, to dlaczego ograniczać się do Rosji? — dodaje Grzegorz Zatryb.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rosja miała swoje 5 minut