Roszada w Fedzie to dopiero przedsmak

  • Michał Żuławiński
05-11-2017, 22:00

Nominacja przewodniczącego Rezerwy Federalnej to pierwsza odsłona wielkich zmian personalnych w najważniejszych bankach centralnych.

Decyzją Donalda Trumpa nowym szefem Fedu zostanie Jerome Powell. Po uzyskaniu akceptacji przez Kongres w lutym przyszłego roku 64-letni prawnik przejmie stery najpotężniejszego banku centralnego świata od Janet Yellen. Obecna przewodnicząca żegna się z fotelem prezesa, na którym zastąpiła Bena Bernankego w lutym 2014 r., lecz wciąż zasiadać będzie w zarządzie Rezerwy Federalnej (aż 14-letnia kadencja dobiega końca dopiero 31 stycznia 2024 r.).

Jerome Powell
Zobacz więcej

Jerome Powell

Bloomberg

1. Do zmiany prezesa banku centralnego dojdzie także w drugiej największej gospodarce świata. W styczniu fotel prezesa Ludowego Banku Chin po 15 latach opuści Zhou Xiaochuan. O pozostającym nieco w cieniu swoich kolegów z Fedu czy EBC chińskim bankierze centralnym głośno zrobiło się w ostatnich dniach, kiedy otwarcie ostrzegał przed Momentem Minsky’ego — załamaniem po okresie dynamicznego wzrostu zadłużenia gospodarki.

2. 8 kwietnia 2018 r. wygasa kadencja Haruhiko Kurody, prezesa Banku Japonii. Do tej pory premier Shinzo Abe nie wypowiedział się jasno na temat przyszłości drugiego, obok niego samego, lidera obozu „abenomiki”. Od kiedy Haruhiko Kuroda wprowadził się do Banku Japonii, instytucja ta zaczęła prowadzić jeszcze bardziej łagodną politykę monetarną: stopy procentowe sprowadzono poniżej zera, na potęgę rozpoczęto zakup rządowych obligacji, a nawet funduszy ETF. Wszystko po to, aby w trzeciej największej gospodarce świata wywołać inflację. Na razie Kuroda prowadzi na medialnej giełdzie nazwisk, lecz komentatorzy w gronie potencjalnych jego następców wymieniają obecnego wiceprezesa Hiroshki Nakaso, długoletniego dyrektora w banku centralnym Masahoushi Amamiya (ma wręcz przydomek Mr. BOJ) oraz profesora Uniwersytetu Kolumbii Takatoshi Ito.

3. Półmetek kadencji już dawno przekroczył także Mark Carney z Banku Anglii. Kanadyjczyk zapowiedział, że pozostanie na stanowisku do czerwca 2019 r. Do tego momentu najmłodszy (52 lata) szef jednego z głównych banków centralnych świata i jedyny w stawce, który ma doświadczenie w kierowaniu dwoma instytucjami (do 2013 r. był prezesem Banku Kanady), w dużej mierze zajmował się będzie rozpoczętym już cyklem podwyżek stóp procentowych. Inflacja w Wielkiej Brytanii sięga już obecnie 3 proc. (najwięcej od pięciu lat) — jeżeli ta bariera zostanie przekroczona, zgodnie z prawem Mark Carney będzie musiał „wyspowiadać się” przed Kanclerzem Skarbu i wytłumaczyć, dlaczego wciąż nie udaje się okiełznać wzrostu cen. Na dodatek sen z powiek szefowi drugiego najstarszego banku świata (palmę pierwszeństwa dzierży szwedzki Riskbank) spędza niepewność związana z brexitem.

4. Ostatnia z wielkich zmian personalnych w czołowych bankach centralnych nastąpi w październiku 2019 r., kiedy z Europejskim Bankiem Centralnym pożegna się Mario Draghi. Pod przewodnictwem Włocha bank centralny strefy euro obniżył stopy do historycznych minimów oraz rozpoczął wiele niekonwencjonalnych działań, z programem luzowania ilościowego (QE) na czele. Wiele wskazuje na to, że zadanie normalizacji europejskiej polityki monetarnej spadnie już na następcę Mario Draghiego. Owszem, przedłużony ostatnio program QE ma zakończyć się we wrześniu 2018 r., lecz po pierwsze nikt nie może z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że EBC ponownie go nie wydłuży (robiono tak już dwukrotnie), a po drugie pozostanie jeszcze — obserwowana już w Stanach Zjednoczonych — kwestia „rozładowania” napompowanego zakupami bilansu banku centralnego. Same stopy procentowe, przynajmniej według ekonomistów, mają w strefie euro być podnoszone dopiero w 2019 r. Komentatorzy od lat spekulują, że następcą Mario Draghiego mógłby być Jens Weidmann, obecny prezes Bundesbanku. Niemiec od lat otwarcie krytykuje „gołębią” politykę EBC, więc do jej zacieśniania nadawałby się jak mało kto. Decyzja o tym, kto zastąpi Włocha, zapadnie jednak na szczytach europejskiej polityki, a korzystające na polityce EBC państwa (Włochy, Francja, Hiszpania, Grecja etc.) z pewnością nie zgodzą się tak łatwo na powierzenie sterów EBC monetarnemu „jastrzębiowi” z Niemiec.

5. Thomas Jordan, „władca franka”, stanął na czele Szwajcarskiego Banku Narodowego w 2012 r. po tym, jak w atmosferze skandalu z funkcją prezesa pożegnał się Philipp Hildebrand. Kadencja przewodniczącego zarządu SNB trwa 6 lat, jednak w helweckich mediach nie ma żadnych informacji sugerujących możliwą zmianę. Wszystko wskazuje więc na to, że Thomas Jordan pozostanie na czele SNB na kolejną kadencję i opuści bank dopiero w 2024 r.

6. Następna regulaminowa zmiana na czele Narodowego Banku Polskiego nastąpić może dopiero w 2028 r. Wszystko przez to, że urzędujący prezes Adam Glapiński objął stanowisko zaledwie rok temu, a zgodnie z prawem jedna osoba może kierować polskim bankiem centralnym maksymalnie przez dwie kadencje. Prezes NBP jest powoływany przez Sejm na wniosek prezydenta, wobec tego o ewentualnym przedłużeniu mandatu Glapińskiego zadecyduje wynik kolejnych wyborów prezydenckich (2020 r.) i parlamentarnych (2019 r.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Żuławiński, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Roszada w Fedzie to dopiero przedsmak