Rozsądny kompromis

Mira Wszelaka
19-12-2005, 00:00

Yes, yes, yes! Tym młodzieńczym okrzykiem zmęczony premier Kazimierz Marcinkiewicz obwieścił nocny sukces szczytu Rady Europejskiej — choć bardziej adekwatnym określeniem byłby rozsądny kompromis. Przywódcy 25 państw w heroicznym stylu uzgodnili wspólne stanowisko, a polska delegacja przywiozła z Brukseli obietnicę blisko 60 mld EUR, czyli niemal 3 mld więcej, niż przewidywała ostatnia brytyjska oferta sprzed szczytu.

Posądzany o szykowanie kolejnej porażki Unii Europejskiej (po zablokowanym przez niego szczycie czerwcowym) premier Tony Blair okazał się jednak mistrzem sztuki negocjacji. Jego taktyka oparta na blefowaniu, unikach i męczeniu przeciwnika osiągnęła skutek. Po drugiej w nocy z piątku na sobotę udało się doprowadzić do tego, co niemal do ostatniej chwili negocjacji wydawało się marzeniem — czyli kompromisu.

Aby do niego doszło, orędownik porozumienia kanclerz Angela Merkel wyłożyła na stół dodatkowe 12 mld EUR, a Brytyjczycy, w zamian za rezygnację z 10,5 mld EUR rabatu, dostali to, o co od początku walczyli — mniejszy budżet i zgodę Francuzów na przegląd w 2008 r. wyniszczającej unijną konkurencję wspólnej polityki rolnej. To z kolei pozwoliło zaspokoić finansowe aspiracje nie tylko nowych państw członkowskich, które dzięki wsparciu zamierzają gonić peleton, ale także dotychczasowych beneficjentów unijnej pomocy — m.in. Hiszpanów i Włochów, którzy wyszarpali więcej dla tzw. biednych regionów, do jakich zaliczono m.in... Wyspy Kanaryjskie.

Szczyt w Brukseli należy traktować w kategoriach przełomu nie tylko dlatego, iż nieco uszczuplono i zreformowano budżet, naruszając zasady hamujące rozwój kontynentu europejskiego. Środki z redukcji brytyjskiej ulgi, zamiast wspierać plantatorów znad Sekwany, trafią m.in. nad Wisłę, finansując budowę autostrad. Stara Unia okazała się mimo wszystko solidarna z nowymi krajami członkowskimi, które otrzymując duże wsparcie, muszą teraz udowodnić, że potrafią je maksymalnie i dobrze wykorzystać. Prawdziwym sukcesem Europy będzie zerwanie z nieefektywną polityką rolną i ciągłym wspieraniem przez reformujące swe gospodarki państwa tych, którzy korzystając z dawnych przywilejów, spoczywają na laurach.

Warto podkreślić, że wywalczone przez Polskę kwoty, choć niższe od leżących na negocjacyjnym stole w czerwcu (wtedy mieliśmy dostać 61,7 mld zł), będą łatwiejsze do skonsumowania. Naszym negocjatorom udało się m.in. przedłużyć o rok możliwość ich wydawania, zmniejszyć z 25 do 15 proc. wkład własny oraz ustalić korzystne zapisy w sprawie VAT. Takie podejście wydaje się dużo bardziej rozsądne, biorąc pod uwagę problemy z wydawaniem funduszy, które już mamy do dyspozycji.

Po brukselskim szczycie nieutuleni w żalu pozostają tylko eurodeputowani, krajowi przeciwnicy UE oraz rządu PiS, którzy przełykają rozsądny kompromis jak gorzką pigułkę. Parlament Europejski, domagający się większego (w obecnych warunkach niemożliwego) budżetu, chce na siłę uszczęśliwiać państwa członkowskie, a przy okazji narażać UE na brak porozumienia i mniejszą pomoc dla nowicjuszy. Z kolei adwersarze krajowi nie potrafią wybić się ponad podjazdowe walki. Tymczasem, jak na złość, początkujący na europejskich salonach premier Marcinkiewicz dał się poznać jako negocjator twardy, choć daleki od buty i dętej nieustępliwości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rozsądny kompromis