Rozwój internetu: niech państwo nie szkodzi

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 09-09-2011, 00:00

W sieci roi się od konsumentów. Za to polskie firmy są w internetowym ogonie Europy.

W sieci roi się od konsumentów. Za to polskie firmy są w internetowym ogonie Europy.

W wikipedii polskie hasła są na trzecim miejscu pod względem liczebności, a liczba haseł wpisywanych w przeglądarki daje nam pierwsze miejsce w Europie. Jeśli chodzi o wykorzystanie sieci do handlowania, też jesteśmy w czołówce. To optymistyczny awers polskiego internetu. Rewers jest ciemniejszy.

— Na drugim biegunie są przedsiębiorcy. Pod względem wykorzystania internetu jesteśmy na szarym końcu. Ta asymetria jest groźna — mówi Grzegorz Cimochowski z The Boston Consulting Group (BCG) Polska, uczestnik panelu "Co Polska może zyskać na internetowej rewolucji".

Szef BCG przedstawił wyniki badań dotyczących gospodarki internetowej wraz z prognozą wzrostu do 2015 r. Obecnie jej udział w PKB sięga 2,7 proc. To plasuje nas przed Włochami i Grecją (odpowiednio 1,9 proc., 2,5 proc.), ale za Czechami (3,5 proc.), nie mówiąc o Szwecji i Wielkiej Brytanii (6,6 proc., 7,2 proc.).

Trochę na siłę

Jan K. Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy Premierze, podaje przykład Finlandii, gdzie nie tylko jest klimat wspierania inwestycji internetowych, ale państwo może wymuszać pewne zmiany zachowań obywateli i przedsiębiorców.

— Na przykład: elektroniczna forma sprawozdawczości czy rozliczania podatków wchodzi za dwa lata. Koniec kropka. Przedsiębiorcy będą zgrzytali zębami, ale muszą się dostosować — mówi Jan K. Bielecki.

Podkreśla, że państwo musi dawać też marchewkę, czyli wspierać inwestycje internetowe.

— Dla mnie internet nie jest samodzielnym biznesem, ale metodą rozwoju biznesu. Niebezpieczną, bo przekraczającą granice. Konkurencja z zagranicy może do nas wejść i zaatakować nasze firmy —mówi były premier.

Biznes sobie poradzi

Zygmunt Solorz-Żak, szef Polsatu, zgadza się z tezą, że państwo powinno wspomagać internetową gospodarkę, ale…

— Najważniejsze, żeby nam nie przeszkadzano, a zbudujemy infrastrukturę internetową — mówi właściciel Polsatu i zapowiada, że za trzy lata radiowy dostęp do internetu będą mieli wszyscy Polacy.

Susan Pointer, dyrektor ds. dyplomacji publicznej Google’a przestrzegała przed zbytnią ufnością w publiczną pomoc w rozwijaniu internetu.

— Obserwowałam to w innych częściach świata, gdzie próbowano stworzyć internetowy ekosystem odgórnie. Moim zdaniem, odwoływanie się do przykładu Doliny Krzemowej jest niebezpieczne. Ludzie sami wiedzą, jak otwierać nowe biznesy, trzeba ich tylko słuchać — mówi Susan Pointer.

Zaproponowała też, by spojrzeć na rewers polskiego Internetu z innej perspektywy i małą aktywność firm potraktować jako szansę na rozwój.

— Konsumenci są bardzo aktywni, to fantastyczny punkt wyjścia dla biznesu. Klienci już są w internecie — mówi przedstawicielka Google.

— Nie pierwszy raz osoba niebędąca Polakiem próbuje w nas wykrzesać odrobinę optymizmu, przed czym skutecznie się bronimy — kwituje Jan K. Bielecki.

Były premier popiera propozycję Grzegorza Cimochowskiego, by w rządzie powołać koordynatora odpowiedzialnego za monitorowanie wszystkich projektów i inwestycji internetowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rozwój internetu: niech państwo nie szkodzi